Tato, poznaj, to moja przyszła żona i Twoja synowa, Kunegunda! promieniał szczęściem Borys.
Kto?! z niedowierzaniem zapytał profesor, dr hab. Roman Filonowicz. jeżeli to żart, to raczej słabo się udał!
Roman z obrzydzeniem patrzył na paznokcie synowej. Sprawiała wrażenie, jakby nie wiedziała, do czego służy woda i mydło. Skąd tak głęboko zakorzeniony brud pod paznokciami?
Boże, jak dobrze, iż moja Jadwisia nie dożyła tej hańby! Przecież tak się staraliśmy nauczyć tego nieudacznika porządku i ogłady przemknęło mi przez głowę.
To nie żart! powiedział wyzywająco Borys. Kunegunda zamieszka z nami, a za trzy miesiące bierzemy ślub. jeżeli nie chcesz być obecny, dam sobie radę bez Ciebie!
Dzień dobry! uśmiechnęła się Kunegunda i ruszyła pewnie do kuchni. To drożdżówki, konfitura z malin, suszone grzyby…, wyliczała produkty, które wyciągała ze zniszczonej siatki.
Roman złapał się za serce, widząc, jak Kunegunda niszczy śnieżnobiałą, manualnie wyszywaną serwetę, rozlewając konfiturę.
Borys! Opamiętaj się! jeżeli robisz to na złość, przestań To już okrucieństwo! Skąd wziąłeś tę niewychowaną wieśniaczkę? Nie pozwolę jej mieszkać w moim domu! wołałem w rozpaczy.
Kocham Kunegundę. Moja żona ma prawo tu mieszkać! parsknął z kpiną Borys.
Zrozumiałem, iż syn po prostu znęca się nade mną. Nie wdając się w dalsze przepychanki, przemaszerowałem do swojego pokoju z goryczą w sercu.
Nasze relacje z synem bardzo się pogorszyły po śmierci matki. Borys rzucił studia, stał się arogancki, a wolny czas spędzał przy piwie i spotkaniach do rana.
Miałem nadzieję, iż wróci dawny, rozsądny i dobry Borys. Jednak z każdym dniem był coraz bardziej obcy Tym razem przyprowadził do naszego mieszkania tę wiejską dziewczynę. Wiedział, iż nigdy nie zaakceptuję takiego wyboru, stąd ten upór.
W końcu Borys i Kunegunda wzięli ślub. Nie mogłem patrzeć, jak miejsce mojej ukochanej Jadwiśki, doskonałej gospodyni i matki, zajęła ta prosta, nieokrzesana dziewczyna.
Kunegunda, jakby nie dostrzegała mojego chłodu, starała się jak mogła, by mi się przypodobać, ale tylko pogarszała sprawę. Nie widziałem w niej żadnej zalety była niewykształcona, nie umiała się zachować
Borys, znudziwszy się rolą przykładnego męża, znów zaczął pić i nie wracać na noc. Słyszałem ich kłótnie i cieszyłem się w duchu, iż może Kunegunda w końcu opuści dom.
Panie Romanie! wbiegła kiedyś Kunegunda, zalana łzami. Borys chce rozwodu, więcej wyrzuca mnie na ulicę, a ja jestem w ciąży!
Po pierwsze, nie na ulicę. Przecież masz rodzinny dom, wróć tam, skąd przyjechałaś. To, iż jesteś w ciąży, nie daje Ci prawa dalej tu mieszkać po rozwodzie. Przepraszam, nie zamierzam się wtrącać w Wasze sprawy powiedziałem, czując ulgę, iż w końcu pozbędę się synowej.
Kunegunda spokojnie, z łzami w oczach, zaczęła pakować rzeczy. Do dziś nie wiem, dlaczego znienawidziłem ją od pierwszego spojrzenia. Po co Borys zabawił się jej uczuciami?
Ale przecież ona też miała serce i swoje marzenia
***
Minęło osiem lat Roman Filonowicz mieszkał już w domu opieki. W ostatnich latach starzałem się szybko. Jak zwykle, Borys sprawnie załatwił formalności, by nie mieć ze mną kłopotów.
Pogodziłem się z losem. W całym życiu nauczyłem setki ludzi miłości, szacunku, troski. Do dziś dostaję kartki z podziękowaniami od uczniów Tylko własnego syna nie nauczyłem być człowiekiem
Roman, masz gości! powiedział mój współlokator, wracając ze spaceru.
Kto, Borys? wyrwało mi się, choć przecież wiedziałem, iż to niemożliwe. Syn nigdy mnie nie odwiedzi, za bardzo mnie nienawidzi
Pani z obsługi kazała mi Cię zawołać. Idź zobaczyć! zaśmiał się kolega.
Chwyciłem laskę i powoli wyszedłem z dusznego pokoju. Schodząc, z daleka ją zobaczyłem, od razu rozpoznałem, mimo tylu lat.
Witaj, Kunegundo powiedziałem cicho, spuszczając wzrok. Chyba ciągle czułem wyrzuty sumienia wobec tej szczerej, zwykłej dziewczyny.
Panie Romanie?! zdziwiła się rumiana kobieta. Starzeje się pan Czy zdrowie szwankuje?
Trochę uśmiechnąłem się blado. Skąd wiesz, gdzie mieszkam?
Borys powiedział. Wie pan, on nie chce mieć kontaktu z synem. A chłopiec wciąż prosi, by pojechać do taty albo do dziadka Jasiu przecież nie jest winny, iż go nie akceptujecie. Brakuje mu bliskich. Jesteśmy sami odezwała się, głos jej drżał. Może nie powinnam tu przychodzić
Poczekaj! zatrzymałem ją. Ile lat ma już Jasiu? Ostatnio dostałem zdjęcie, gdy miał trzy lata.
Jest tu, przy wejściu. Zawołać? zaproponowała ostrożnie Kunegunda.
Jasne, Kochana! Zawołaj! ucieszyłem się.
Do holu wszedł rudy chłopiec, jakby miniaturowy Borys. Jasiu podszedł nieśmiało do dziadka, którego nigdy nie widział.
Witaj, synku! Ależ wyrosłeś wzruszyłem się, obejmując wnuka.
Godzinami spacerowaliśmy parkowymi alejkami. Kunegunda opowiadała o twardym życiu, o śmierci swojej matki i o tym, jak samotnie wychowywała syna i prowadziła gospodarkę.
Przepraszam Cię, Kunegundo! Bardzo Cię skrzywdziłem. Całe życie myślałem, iż wykształcenie i dobre maniery są najważniejsze, a dopiero teraz zrozumiałem, jak cenna jest szczerość i serce człowieka powiedziałem.
Panie Romanie! Mam prośbę powiedziała Kunegunda, wyraźnie zdenerwowana. Przyjedź do nas! Jest pan samotny, my też. Tak bardzo chcielibyśmy mieć kogoś bliskiego obok.
Dziadku, przyjedź! Będziemy razem na ryby chodzić, do lasu na grzyby U nas na wsi jest pięknie, a miejsca w domu dużo! prosił Jasiu, ściskając moją rękę.
Pojadę! uśmiechnąłem się. Wiem, iż nie byłem wzorem ojca, ale może uda mi się być dobrym dziadkiem dla Ciebie. Nigdy jeszcze nie byłem na wsi. Mam nadzieję, iż mi się spodoba!
Na pewno! zaśmiał się Jasiu.








