Marek i ja poznajemy się, kiedy oboje mamy po dwadzieścia siedem lat. W tym czasie Marek ukończył z wyróżnieniem studia na Politechnice Warszawskiej i właśnie przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej. Odnosi sukcesy w nauce, a także zdążył już zebrać oszczędności, by kupić dwupokojowe mieszkanie na warszawskim Ursynowie oraz miejsce postojowe w garażu podziemnym. Po zakończeniu studiów planuje kupić pierwszy samochód.
Rok później bierzemy ślub. Po następnych osiemnastu miesiącach rodzi nam się córeczka o pięknym imieniu Jagoda. Kiedy obchodzimy nasze trzydzieste urodziny, nasza córka ma już dwa miesiące. Zbliżają się urodziny Marka proponuję, żebyśmy z tej okazji spotkali się w restauracji, razem z jego rodzicami. Jednak Marek nie zgadza się. Mówi, iż chce spędzić ten dzień tylko z nami ze mną i z Jagodą.
Tak właśnie robimy. Następnego dnia po pracy Marek zagląda do rodziców. niedługo jednak wraca do domu, wyraźnie rozbity. Siada na kanapie i nagle zaczyna płakać. Nie mogę uwierzyć własnym oczom dorosły, zaradny mężczyzna, ojciec rodziny, a łzy lecą mu po policzkach jak małemu dziecku. Obejmuję go i uspokajam. Właśnie wtedy przełamuje się i zaczyna mówić o wszystkim, co przez lata dusił w sobie.
Okazuje się, iż w dzieciństwie był bity przez rodziców za niemal każde przewinienie za kopanie piłki na podwórku, za poplamienie spodni, za mały błąd w zeszycie do matematyki… I ojciec, i matka podnosili na niego rękę.
Kiedy dorosłem, przestali mnie bić, ale nigdy nie usłyszałem od nich ani jednego ciepłego słowa. choćby kiedy ukończyłem technikum elektryczne z wyróżnieniem tylko mruknęli:
Co z tego, to przecież tylko technikum. Idź na studia, skoro jesteś taki mądry. No to poszedłem, choć wcale nie potrzebowałem wyższego wykształcenia.
Kiedy kupił mieszkanie:
Pięćdziesiąt metrów? Szału nie ma.
To słyszeliśmy od nich, choć sami gnieżdżą się w trzydziestometrowej kawalerce. Ożenił się ze mną:
Taka filigranowa i drobna. Czy ona w ogóle może urodzić dziecko?
Urodziłam córkę.
A skąd wiadomo, czy to nasze wnuczka? W ogóle nie jest podobna do rodziny!
Na domiar złego, gdy nie wyprawił im wystawnego przyjęcia z okazji ich rocznicy ślubu, wywołali aferę.
Niewdzięczny syn! rzucili oskarżenie jak wyrok.
W końcu Marek patrzy na mnie z łzami w oczach i pyta:
Czy naprawdę jestem takim złym człowiekiem, iż rodzice mnie nie kochają?
Odpowiadam mu z pełną szczerością, iż niektórzy ludzie po prostu nie potrafią kochać, a jemu przypadło w udziale urodzić się właśnie w takiej rodzinie. Ale dzisiaj ma mnie i Jagodę. My naprawdę go kochamy, bo jest dla nas najwspanialszym człowiekiem na świecie.
Przecież widzisz, jak bardzo twoja córka się cieszy, kiedy wracasz z pracy do domu! mówię mu, chcąc podnieść go na duchu. Marek, przypominając sobie jak Jagoda patrzy na niego z roziskrzonymi oczami, powoli się wycisza. Po chwili uśmiecha się już lekko przez łzy.








