Teoria przywiązania – część I

madraochrona.pl 5 lat temu

Warto ją znać choćby w zarysie, ponieważ porządkuje myślenie o wpływie wczesnych więzi dziecka z opiekunem na jego późniejsze funkcjonowanie w relacjach oraz radzenie sobie z emocjami, tłumaczy w jaki sposób może powstawać obraz świata i samego siebie, jest także pomocna przy poszukiwaniu etiologii różnych dysfunkcji, w tym skłonności do uzależnień.

Waga wczesnej więzi z matką

W swojej teorii przywiązania John Bowlby pokazał jaką wagę ma dla rozwoju dziecka wczesna więź z matką (lub innym opiekunem, znajdującym się w roli matki) oraz jakość tej więzi; opisał także jakie skutki niesie ze sobą jej całkowity lub częściowy brak. Czasy, w których żył sprzyjały takim obserwacjom. W trakcie II wojny światowej dużo dzieci oddawanych było przez rodziców do zwiększających ich szanse na przeżycie ochronek, w których znajdowało się znacznie więcej dzieci (również niemowląt), niż opiekunów. Po wojnie zostało dużo osieroconych dzieci, wychowywały się one w instytucjach, w których nie miały indywidualnego kontaktu z opiekunem – takiego, który umożliwiałby im stworzenie jakiejkolwiek stabilnej więzi.

Jednym z takich miejsc – przyszpitalnym sierocińcem zainteresował się René Spitz, którego odkrycie miało duży wpływ na rozwój teorii przywiązania. W latach 40. XX wieku opisał on depresję niemowlęcą (nazwał ją wówczas depresją anaklityczną), wynikającą z braku kontaktu z matką lub jakimkolwiek innym opiekunem, który mógłby ją zastąpić. Osierocone niemowlęta, które Spitz obserwował umierały, choć były dobrze odżywiane i otrzymywały adekwatną opiekę medyczną. Spitz udowodnił, iż to nie zarazki, jak wówczas uważano, są przyczyną ich wysokiej śmiertelności, tylko całkowita deprywacja opieki macierzyńskiej – dotyku, głosu i wzroku matki, tego wszystkiego, co pozwala niemowlęciu budować więź z opiekunem. Dziś wiemy m.in., iż dotyk i czułość powodują wydzielanie oksytocyny, nazywanej hormonem miłości i przywiązania, która przyspiesza proces zdrowienia osób hospitalizowanych z różnych powodów.

Wagę niemowlęcej potrzeby dotyku, przytulenia i kontaktu cielesnego z matką, potwierdziły również istotne z perspektywy teorii przywiązania Bowlbiego badania etologa Harry’ego Harlowa, prowadzone przez niego w latach 60. XX wieku na rezusach (gatunek małp). Harlow oddzielił małe małpki od matki, a zamiast niej zaprojektował dla nich dwie „sztuczne” matki – jedną zrobioną z drutu, ale wyposażoną w butelkę z mlekiem, a drugą obleczoną w miękką tkaninę, ale bez pokarmu. Obie były podgrzewane, tak żeby wydzielały ciepło podobne do ciepła ciała matki małych rezusów. Okazało się, iż małe małpki więcej czasu spędzały z miękką „matką”, w którą można się było wtulić, niż z drucianą, do której chodziły tylko wtedy, gdy potrzebowały się najeść.

Korzystając z własnych wieloletnich obserwacji oraz badań prowadzonych nad zwierzętami, do których pod pewnymi względami – uważał – jest nam bliżej, niż sądzimy, Bowlby stworzył teorię, według której człowiek i inne zwierzęta, których potomstwo nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie od urodzenia, wyposażone są w „narzędzie”, służące ich przetrwaniu – jest to właśnie przywiązanie, a dokładniej – cały system przywiązania, na który składają się zachowania, uczucia i reprezentacje poznawcze. I tak np. jednym z zachowań związanych z przywiązaniem jest uśmiech, którym niemowlę obdarza matkę najczęściej przed 6. miesiącem życia, a jednym z uczuć – lęk przed obcymi, który pojawia się po 6. miesiącu życia dziecka. Reprezentacje poznawcze Bowlby określał jako modele operacyjne, które zbudowane są na podstawie własnych doświadczeń. Ujmują to jak postrzegamy świat, siebie samych, innych ludzi, a także dostępne dla nas rodzaje relacji z ludźmi.

Idź do oryginalnego materiału