Teraz będziecie mieli własne dziecko, a ją czas oddać z powrotem do domu dziecka – czyli jak teściowa próbowała rozbić naszą rodzinę, bo adoptowana córka „nie była nasza“

twojacena.pl 5 godzin temu

Dziś znowu to samo. Siedzę przy stole i czuję, jak wzbiera we mnie frustracja. Teściowa, Teresa Nowak, patrzy na mnie z nieukrywaną irytacją.

Kiedy wreszcie mój syn doczeka się potomka? rzuca lodowatym tonem.

Przecież dobrze pani wie, iż od trzech lat bez skutku się staramy odpowiadam, mimo iż każdy taki temat ściska mnie w środku. Lekarze powtarzają, iż i ja, i Tomek jesteśmy zdrowi, a jednak Nie potrafię już tego tłumaczyć.

Właśnie. Jesteście małżeństwem tyle czasu, a dziecka jak nie było, tak nie ma parska pogardliwie. Pewnie młodość miałaś bardzo burzliwą.

Pani Tereso, dlaczego takie insynuacje? głośno zatrzaskuję laptopa. Rozmowa się skończyła i praca również.

A co zrobisz? Poskarżysz się Tomkowi? Chyba nie boisz się, iż stanie po mojej stronie uśmiecha się złośliwie. W końcu jestem jego matką.

Odpowiadam trzaskiem drzwi. Nie zamierzam nic mówić mężowi, nie po to, by przyznał rację matce, ale po prostu po to, by go nie zadręczać.

**************************************

Od pierwszego spotkania kontakt z teściową szedł jak po grudzie. Absolutnie wszystko jej nie pasowało jak wyglądam, w co się ubieram, jak gotuję, choćby jak mówię. Lista mogłaby się nie kończyć. Teresa Nowak od początku protestowała, iż Tomek się ze mną spotyka. Szantażowała go, narzekała, ale na szczęście miał charakter.

Pobraliśmy się. Przynajmniej wtedy trochę się uspokoiła. Pomogło pewnie to, iż gwałtownie zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu na drugim końcu Krakowa.

Po kilku miesiącach znalazła nową pożywkę do narzekania: brak dzieci.

Na początku starałam się żartować, iż jesteśmy młodzi, chcemy jeszcze trochę wolności, kariery. Odpowiadała stanowczo, iż dzieci powinny być jak najszybciej. I najlepiej dwójka.

Byłam pod presją. W końcu zaczęliśmy się starać i od trzech lat wszystko na marne. Liczne badania, leki, ale bez efektów.

Jeden z lekarzy napomknął, iż to może przez przewlekły stres. Teściowa go wyśmiała i kazała zmienić lekarza.

************************************

Po kolejnej kłótni, przewijając bezwiednie Facebooka, znowu widziałam zdjęcia dzieci. Serce ściskało, bo ja naprawdę pragnęłam zostać matką. Nie dla Teresy, dla siebie.

Nagle trafiłam na post kobiety, która pracowała w domu dziecka w Wrocławiu. Tyle dzieci bez domu…

Przyszło mi do głowy czy mogłabym pokochać nieswoje dziecko jak swoje? Oczami wyobraźni zobaczyłam uśmiechniętą drobinkę. Przesunęłam klawiaturę bliżej, zaczęłam czytać na temat adopcji.

Wiedziałam, iż procedury są długie, trzeba zebrać zaświadczenia, badania, rozmowy. Ale pragnienie macierzyństwa było silniejsze.

Najtrudniej było zdobyć zgodę Tomka. Bardzo się bałam jego reakcji ale zaskoczył mnie zupełnie. Przyjął pomysł wręcz z ulgą, sam zaproponował adopcję niemowlęcia z interwencyjnego ośrodka. Tak zrobiliśmy.

Po kilku miesiącach powiększyliśmy rodzinę o cudowną, pięciomiesięczną Emilkę. Pokochaliśmy ją od razu, tylko Teresa nie kryła niezadowolenia. choćby musieliśmy jej grozić, iż wyprowadzimy się z Krakowa, jeżeli choć raz spróbuje nastawić wnuczkę przeciwko nam. Po tym musiała udawać, iż akceptuje Emilkę.

Minęło siedem lat. Emilka skończyła pierwszą klasę podstawówki, ma wielu kolegów, jest wrażliwa i bardzo uczynna. Kocham ją i nie wyobrażam sobie życia bez niej.

W wakacje pojechaliśmy nad polskie morze. Ciepłe słońce, Bałtyk, puszysty piasek tak kilka potrzeba do szczęścia! Zwłaszcza, iż teściowa była wiele kilometrów stąd.

Pod koniec wyjazdu poczułam się źle. Nie mówiłam nikomu, nie chciałam psuć humorów, ale zaraz po powrocie poszłam do lekarza.

Mimo ostrożności, Tomek zauważył moją gorszą kondycję. Nakłonił mnie do wcześniejszego powrotu, obiecując ponowny wyjazd zimą. Musiałam się zgodzić.

Diagnoza była zaskakująca ale cudowna. Będziemy mieli dziecko. Najbardziej cieszyła się Emilka od razu uznała się za starszą siostrę.

Teściowa dowiedziała się kilka miesięcy później, gdy już brzucha nie dało się ukryć. Kiedy wiedziała, iż nikogo w domu poza mną nie będzie, przyszła… znowu wylać swoje żale.

O to, czemu wcześniej nie powiedzieliście, nie pytam rzuciła sucho od progu, mierząc brzuch wzrokiem. Mam inne pytanie.

Jakie? zadrżałam. Czego ona jeszcze chce…

Kiedy oddacie Emilkę do domu dziecka? W końcu będziecie mieć własne dziecko, sierotę można już oddać.

Nic nie rozumiałam. Czy można tak mówić o dziecku, własnej wnuczce?

Pani poważnie mówi?

Oczywiście. Wzruszyła ramionami. No, to kiedy?

Proszę natychmiast wyjść syknęłam, ledwo się powstrzymując, by nie rzucić się na nią z pięściami. I proszę tutaj nie wracać!

Zamknęłam jej drzwi przed nosem, drżąc ze złości. Zadzwonić do Tomka? Wiedziałam, iż dziś ma ważne zebranie Ale prędzej czy później muszę mu o tym powiedzieć.

************************************

Teresa poszła prosto do Tomka do pracy. Przedarła się przez sekretariat i bezceremonialnie wtargnęła do jego gabinetu.

Twoja żona właśnie wyrzuciła mnie za drzwi jak jakąś złodziejkę!

Witaj, mamo westchnął ciężko Tomek. Co jej powiedziałaś, skoro tak cierpliwa osoba nie wytrzymała?

Tylko zapytałam, kiedy oddacie tę dziewczynkę do domu dziecka. W końcu będziecie mieli swoje dziecko, potrzeba pieniędzy i uwagi!

Tomek aż połamał w rękach długopis:

Co ci w ogóle przyszło do głowy?! Emilka jest moją córką, czy ci się to podoba, czy nie!

Skąd ten pomysł? To tylko przybrane dziecko, i już spore. Zrozumie, jak się jej dobrze wytłumaczy.

Lepiej, żebyś jej niczego nie mówiła stuknął pięścią w stół. Zrozumiałaś?

Ciekawe, jak mnie powstrzymasz wyszła z ironicznym uśmiechem. Ta dziewczyna nie powinna być częścią naszej rodziny. I zrobię wszystko, żeby tak się stało.

Długo patrzył na drzwi. Sekretarka próbowała się tłumaczyć, iż puściła gościa bez zapowiedzi, ale on już wiedział, co robić.

Wyciągnął telefon

************************************

Dziś wieczorem spacerowałam z dziećmi po parku. Emilka z dumą opiekowała się młodszym braciszkiem. Zasługuje na miano starszej siostry.

Siedzące obok kobiety rozmawiały o swoich synowych. Przypomniało mi się, przez co przeszłam z teściową.

Po tej ostatniej awanturze nie widziałyśmy się więcej. Tomek dosłownie w tydzień przeprowadził nas całą rodziną na Pomorze. Wiedział, iż to jedyna szansa, by chronić Emilkę i nasze nowe życie. Teresa w końcu mogłaby wszystkim wygadać prawdę.

Teraz żyjemy spokojnie. Mamy kochaną córkę, malutkiego synka i, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, niedługo kolejnego malucha. Tomek czasem dzwoni do ojca. Wie, iż matka nie dała za wygraną teraz zadręcza jego świeżo poślubioną siostrę. Szczerze mu jej żal, ale ona zdaje się nie mieć nic przeciwko tej uwadze.

Każdy ma własne życie. Mam najwspanialszą rodzinę na świecie. I życzę tego każdemu.

Idź do oryginalnego materiału