Teraz będziecie mieli własne dziecko, a jej czas wrócić do domu dziecka.
Ciekawe, kiedy wreszcie mój syn doczeka się potomka? Stefania Kwiatkowska spojrzała z irytacją na swoją synową, siedzącą przy stole.
Przecież dobrze pani wie, iż od trzech lat się staramy westchnęła ciężko Leokadia. Każde spotkanie zaczynało się tym samym pytaniem. Co ona mogła zrobić? Lekarze twierdzili, iż ani ona, ani Paweł nie mają żadnych przeciwskazań.
No właśnie. Tyle już jesteście po ślubie, a dziecka jak nie było, tak nie ma. Kobieta wykrzywiła usta w pogardliwym uśmiechu. Może za młodu byłaś zbyt rozrywkowa.
Pani Stefaniu, co to za insynuacje? wybuchnęła w końcu Leokadia, zatrzaskując pokrywę laptopa. Z pracy już dziś i tak nic nie będzie. Zrobiłam pani coś? Czemu rozmawia pani ze mną w taki sposób?
A co zrobisz? teściowa udawała zaskoczenie. Na Pawła się poskarżysz? Nie boisz się, iż stanie po stronie matki? W końcu jestem dla niego najważniejsza.
Odpowiedzią było głośne trzaśnięcie drzwiami. Leokadia nie zamierzała opowiadać o tym mężowi. Nie chodziło choćby o to, którą ze stron by wybrał, po prostu nie chciała mu dokładać zmartwień.
**********************************************
Stosunki Leokadii z teściową nie układały się od pierwszego spotkania. Stefanii przeszkadzało w niej dosłownie wszystko: była zwyczajna z wyglądu, źle się ubierała, a przygotowane przez nią potrawy były według niej bez smaku Lista zastrzeżeń zdawała się nie mieć końca. Stefania stanowczo sprzeciwiała się ich związkowi, wywierała presję na syna. Na szczęście Paweł potrafił postawić na swoim.
Młodzi wzięli ślub. Po pewnym czasie sytuacja nieco się uspokoiła. Pomogło też to, iż zamieszkali daleko od rodziców, w bloku na drugim końcu Poznania.
Niestety, po pół roku Stefania znalazła kolejny powód do niezadowolenia: brak dzieci.
Na początku Leokadia żartowała, mówiła, iż jeszcze są młodzi, chcą trochę pożyć dla siebie, rozwinąć kariery. Na to teściowa odpowiadała kategorycznie trzeba rodzić jak najwcześniej, i najlepiej nie jedno dziecko.
Pod naporem teściowej Leokadia w końcu się poddała. Zaczęli starania. Niestety, mijały miesiące, potem lata, a dziecka wciąż nie było. Przeglądali kolejne kliniki, badania, leki wszystko na nic.
Jeden z lekarzy sugerował, iż problem może leżeć w psychice. Stefania wyśmiała te teorie, poleciła zmienić lekarza.
*********************************************
Po ostatniej kłótni z teściową Leokadia, szukając pocieszenia, bezmyślnie przewijała wiadomości na portalu społecznościowym. Zdjęcia dzieci ściskały jej serce naprawdę pragnęła być matką. Nie dla Stefanii, ale dla siebie.
Zainteresował ją wpis pewnej kobiety, pracującej w domu dziecka pod Gnieznem. Tyle maluchów nie ma ani taty, ani mamy…
Leokadia przez długą chwilę zastanawiała się czy mogłaby pokochać obce dziecko jak własne? W myślach pojawiła się twarzyczka maleństwa, wyciągającego do niej rączki. Zebrała się w sobie i zaczęła szukać informacji.
Formalności było mnóstwo, trzeba było przejść badania, zebrać dokumenty Ale to nie odstraszyło Leokadii, bo pragnienie posiadania dziecka było silniejsze niż strach przed urzędami.
Pozostało przekonać Pawła. Bała się jego reakcji, ale ku jej zaskoczeniu mąż gwałtownie się zgodził. Sam zasugerował, by wybrać zupełnie maleńką dziewczynkę, z Domu Małego Dziecka. I tak zrobili.
Po kilku miesiącach ich mała rodzina powiększyła się o pięciomiesięczną Zosię. Mała Zosia od razu podbiła serca rodziców. Tylko Stefania Kwiatkowska stanowczo sprzeciwiała się adopcji, ale nikt już nie brał jej zdania pod uwagę. Paweł choćby pogroził przeprowadzką do Krakowa, jeżeli matka nie da im spokoju. Stefania musiała odpuścić i przed znajomymi udawać zachwyt wnuczką.
Minęło siedem lat. Zosia skończyła pierwszą klasę, znalazła mnóstwo przyjaciół, była serdeczna i pomocna. Leokadia nie posiadała się ze szczęścia, mając tak cudowną córkę.
Latem wyjechali całą rodziną nad Morze Bałtyckie. Ciepłe fale, miękki, biały piasek, kojące słońce czy można chcieć czegoś więcej? Zwłaszcza, iż teściowa była wtedy daleko, więc nic nie mogło popsuć Leokadii nastroju.
Pod koniec wakacji Leokadia poczuła się źle, ale nikomu nie chciała o tym mówić. Po powrocie do domu od razu udała się do lekarza.
Mimo starań kobiety, Paweł zauważył, iż coś jest nie tak. Nalegał na powrót do Poznania, obiecując, iż na ferie odwiedzą morze jeszcze raz. Nie miała wyjścia zgodziła się.
Wyniki badań były większym zaskoczeniem, niż mogli się spodziewać, ale równocześnie wywołały ogromną radość. Spodziewali się dziecka. Zosia oszalała ze szczęścia, planując, jak będzie opiekować się młodszym rodzeństwem.
Stefania dowiedziała się o ciąży dopiero po kilku miesiącach, gdy już widać było ciążowy brzuszek. Pewnego dnia, gdy w domu była tylko Leokadia, teściowa przyszła z wizytą.
Nie będę pytać, czemu nic mi nie mówiłaś zaczęła od progu, bacznie lustrując Leokadię. Mam do ciebie inne pytanie.
Jakie? wyczuła, iż coś jest nie tak.
Kiedy oddacie Zosię do domu dziecka? Skoro już czekacie na własne dziecko, pora oddać przybraną. Stefania mówiła z powagą.
Leokadii zatrzęsły się ręce. Nie wierzyła w to, co słyszy. Jak można tak mówić?! O dziecku, które stało się ich własną córką?
Pani to mówi serio?
Oczywiście fuknęła Stefania, patrząc wyczekująco na synową. Więc, kiedy?
Wynocha stąd wysyczała Leokadia, powstrzymując się, by nie rzucić się na teściową. I proszę tu więcej nie wracać.
Wepchnęła zaskoczoną Stefanie za drzwi, po czym długo próbowała dojść do siebie. Zadzwonić do Pawła? Wiedziała, iż tego dnia ma ważne zebranie Ale i tak trzeba będzie z nim porozmawiać.
*******************************************
Wściekła Stefania pognała prosto do Pawła. Nie zważając na sekretarkę, wparowała do gabinetu syna.
Twoja żonka właśnie wyrzuciła mnie za drzwi jak jakąś włóczęgę!
Witaj, mamo westchnął ciężko Paweł. Co jej takiego powiedziałaś, iż choćby ona nie wytrzymała?
Zapytałam tylko, kiedy w końcu oddacie tę dziewczynkę do domu dziecka. Usadowiła się na fotelu, patrząc z wyrzutem na syna. Macie przecież w końcu własne dziecko. Potrzebujecie dużo czasu i pieniędzy.
Jak w ogóle mogłaś pomyśleć o czymś tak potwornym? zezłościł się Paweł, łamiąc w ręku długopis. Nigdzie nie oddamy Zosi. To jest moja córka, czy ci się to podoba, czy nie.
Z jakiej racji? To tylko przybrana. Jest już duża, zrozumie jak jej wytłumaczycie.
choćby nie próbuj jej nic mówić rzucił długopis o biurko i głośno uderzył pięścią. Zrozumiałaś mnie?
I co mi zrobisz? prychnęła Stefania idąc w stronę drzwi. Ta dziewczyna nie pasuje do naszej rodziny. Zrobię wszystko, by tak się stało.
Paweł długo patrzył na zamknięte drzwi. Sekretarka pojawiła się z przeprosinami, ale choćby nie zwrócił na nią uwagi. W końcu sięgnął po telefon
******************************************
Leokadia spacerowała wolno po poznańskim parku, z uśmiechem obserwując, jak Zosia troskliwie opiekuje się rocznym braciszkiem. Została starszą siostrą z prawdziwą odpowiedzialnością.
Na ławce obok siedziały dwie kobiety, dzieląc się opowieściami o swoich synowych. Myśli Leokadii powędrowały do teściowej.
Po tamtej koszmarnej wizycie już się z nią nie widziała. Paweł, nie zwlekając, przeprowadził rodzinę setki kilometrów stąd, by chronić Zosię. Nie miał złudzeń matka mogłaby rozgłosić wszystkim, iż dziewczynka jest adoptowana.
Teraz żyją spokojnie. Mają cudowną córkę, małego synka, a za kilka miesięcy pojawi się kolejne dziecko.
Paweł czasem dzwoni do ojca. Dowiaduje się, iż matka nie odpuściła, tylko teraz całą energię przerzuciła na świeżo poślubioną córkę. Szczęśliwie, siostra Pawła zdaje się lepiej znosić uwagę matki.
Tak więc oni mają swoje życie, a on swoje własne. Dzisiaj, patrząc na swoją rodzinę, jest pełen szczęścia. I właśnie tego szczęścia życzy wszystkim.











