"Trafostacja"

bajdocja.blogspot.com 1 miesiąc temu
.


Egzemplarz książki otrzymałam od wydawnictwa w zamian za recenzję.
Wydawnictwo nie miało wpływu na treść i formę recenzji.



Agnieszka Wolny-Hamkało już na początku powieści "Trafostacja"
wali czytelnika obuchem w łeb, a potem jeszcze poprawia...
Mnoży anomalie, zagęszcza atmosferę, niczego nie wyjaśnia.
Intryguje i zastrasza, wabi, ale i ostrzega: możesz odpuścić,
porzucić bohaterów, nie odkrywać sekretów.
Ale jak tu przestać czytać, gdy ciekawość zżera?
Gęste zarośla parku wokół tajemniczego Instytutu,
rozpalona łąka, ciężkie powietrze, cisza jak makiem zasiał,
spowolnienie myśli, może choćby spowolnienie czasu,
to jeszcze nic takiego. To pewnie da się wytłumaczyć.

Żywe pszczoły we wnętrzu patroszonej ryby?
Dziwne, ale też da się przełknąć.

Ludzka krew na aslafcie?
Odrażające, ale nie nienormalne.

Ale potem znikają lub giną ludzie,
a pojawiają się tajemnicze przedmioty.
Najpierw jeden, z trójkątnym logo.

A dorośli milczą lub uciekają.

Młodzi bohaterowie zaczynają łączyć kropki,
jednoczą siły i postanawiają wejść do trafostacji.
Ta stacja transformatorowa w swoim wnętrzu kryje rozwiązanie zagadki,
które Szymon, Helena, Mucha i Twaróg znaleźli dopiero pod koniec powieści,
więc - nie chcąc spojlerować - nie powiem o niej nic więcej.

Czytelnik bardzo długo jest zdezorientowany.
Podążając za młodymi, odkrywa kolejne elementy,
które jeszcze mu się w głowie mieszczą, ale nie układają,
choć podskórnie czuje, iż tworzą jakąś całość.
A ciało reaguje wcześniej niż mózg i włoski stają dęba.
Ale o co chodzi? I dlaczego? I po co?






Za książkę dziękuję
wydawnictwu Dwie siostry




.
Idź do oryginalnego materiału