Rozmowę z gościem prowadziła Joanna Sobocińska-Korczak, która pytała między innymi o to, dlaczego warto wybrać się do Dziekanowic choćby wtedy, gdy historia nie jest naszą największą pasją.
Wielkopolski Park Etnograficzny różni się bowiem od tradycyjnego wyobrażenia muzeum. Zamiast kolekcji pojedynczych przedmiotów prezentuje cały krajobraz kulturowy.
– Nie są to tylko eksponaty, pojedyncze obiekty, ale cały krajobraz, czyli budynki, wnętrza, układ tych budynków, drogi, które są pomiędzy nimi, pola i łąki – wyjaśniał Krystian Iwaniuk.
Dzięki temu spacer po skansenie ma przypominać wejście do dawnej wielkopolskiej wsi.
Te domy naprawdę mają swoją historię
Szczególne znaczenie ma autentyczność zgromadzonych obiektów. Zdecydowana większość budynków nie powstała współcześnie jako stylizowane rekonstrukcje. To oryginalne zabytki przeniesione do Dziekanowic z różnych części Wielkopolski.
Budynki rozbierano w ich pierwotnych lokalizacjach, przewożono element po elemencie, a następnie składano ponownie na terenie muzeum. Część obiektów jest kopiami – przykładem jest dwór – jednak większość rzeczywiście służyła kiedyś mieszkańcom regionu.
Ma to znaczenie dla sposobu odbierania tego miejsca. Zwiedzający nie ogląda jedynie starej chałupy. Wchodzi do przestrzeni, w której przed laty ktoś mieszkał, pracował, gotował, wychowywał dzieci i wykonywał codzienne obowiązki.
W skansenie można zobaczyć zarówno zagrody z budynkami mieszkalnymi, stodołami, oborami i innymi obiektami gospodarczymi, jak i miejsca ważne dla całej dawnej społeczności – kościół czy karczmę.
Dom był jednocześnie miejscem pracy
Życie na wielkopolskiej wsi XVIII i XIX wieku bardzo różniło się od współczesnego. Jedną z najbardziej podstawowych różnic był brak wyraźnej granicy pomiędzy domem a miejscem pracy.
Warsztat pracy znajdował się praktycznie za progiem. Były nim pole, łąka, zagroda, obora, stodoła, ale również sama chałupa. W domu nie tylko spano i jedzono, ale też gotowano, wykonywano prace manualne i przygotowywano produkty potrzebne gospodarstwu.
Codzienność była bardzo mocno związana z najbliższym otoczeniem. Dotyczyło to choćby materiałów wykorzystywanych do budowy. Kamień na fundamenty pochodził z okolicy, podobnie jak drewno, słoma czy trzcina używana do krycia dachów.
Lokalność nie była wówczas modnym hasłem. Była koniecznością i podstawą funkcjonowania gospodarstwa.
Sąsiad był potrzebny nie tylko do rozmowy
Inaczej wyglądały także relacje między mieszkańcami. Trudno było wyobrazić sobie sytuację, w której ludzie mieszkający obok siebie praktycznie się nie znają.
Nie wynikało to wyłącznie z życia towarzyskiego. Sąsiedzi byli od siebie wzajemnie zależni.
Pomoc przy budowie domu mogła zostać odwzajemniona podczas żniw. Współpracowano przy większych pracach gospodarskich i wspólnie wykonywano zadania, z którymi jedna rodzina nie zawsze mogła poradzić sobie samodzielnie.
Bliskość była więc nie tylko wyborem, ale elementem codziennego funkcjonowania całej wsi.
Pracy nie można było odłożyć na później
Rytm życia wyznaczała przede wszystkim natura. Konkretne zadania trzeba było wykonywać we właściwym momencie, ponieważ przełożenie ich o kilka tygodni mogło oznaczać utratę plonów albo problemy z przetrwaniem zimy.
Wiosna, lato i jesień przynosiły kolejne obowiązki. Trzeba było przygotować pola, zebrać plony, zająć się zwierzętami i zgromadzić zapasy.
Dlatego – jak mówił Krystian Iwaniuk – w dawnych przekazach tak często podkreślano znaczenie pracowitości. Nie była ona jedynie cenioną cechą charakteru. Od systematycznej pracy zależało funkcjonowanie całego gospodarstwa.
Nie oznacza to jednak, iż mieszkańcy dawnej wsi wyłącznie pracowali.
Wesela należały do najbardziej hucznych uroczystości, a karczma była jednym z miejsc wspólnych zabaw. Muzyka i śpiew towarzyszyły zresztą ludziom nie tylko podczas świętowania, ale również przy pracy.
Wakacje? Takiego pojęcia adekwatnie nie znano
Znacznie bardziej ograniczony był świat, który przeciętny mieszkaniec wsi mógł zobaczyć na własne oczy. Podróżowanie dla przyjemności w dzisiejszym rozumieniu praktycznie nie istniało.
Wyjeżdżano przede wszystkim do najbliższych miasteczek, między innymi na jarmarki. Wiadomości o odleglejszych miejscach przynosili ludzie, którzy mieli okazję zobaczyć więcej świata – żołnierze, wędrowcy czy osoby przemieszczające się ze względu na swoją pracę i sposób życia.
Dla większości mieszkańców centrum świata pozostawała jednak własna wieś i otaczające ją pola.
Dawna wieś wraca do współczesnej kultury
Choć od tamtego sposobu życia dzielą nas ogromne zmiany cywilizacyjne, część dawnego dziedzictwa ponownie zaczyna interesować współczesnych mieszkańców regionu.
Iwaniuk zwracał uwagę na powrót zainteresowania gwarą wielkopolską, dawną muzyką, lokalnymi tradycjami i zwyczajami. Coraz częściej poszukiwany jest także kontakt z naturą, który dla mieszkańców dawnej wsi był czymś oczywistym.
W świecie, który pod wieloma względami staje się coraz bardziej jednolity, lokalność zaczyna nabierać nowej wartości. Skansen ma być jednym z miejsc, w których można zobaczyć, skąd wywodzą się elementy regionalnej tożsamości.
Skansen ożyje podczas „Pożegnania Lata”
Najbliższa okazja, by przekonać się o tym w szczególny sposób, pojawi się w niedzielę, 13 września. Od godz. 10:00 do 17:00 w Wielkopolskim Parku Etnograficznym odbędzie się „Pożegnanie Lata”.
Tego dnia historyczna przestrzeń ma dosłownie ożyć. Zwiedzający zobaczą ludzi w strojach nawiązujących do dawnych czasów, wykonujących prace, które przed pokoleniami były częścią codzienności.
Zaplanowano między innymi pokazy orki i bronowania. Będzie można zobaczyć młócenie zboża z wykorzystaniem różnych rodzajów młocarni i napędu, jego czyszczenie, a także czynności wykonywane już w gospodarstwach i chałupach.
Nie zabraknie również tradycyjnego przygotowywania żywności, w tym kiszenia kapusty, oraz pokazów gotowania regionalnych potraw.
Chodzi o to, by zabytkowe budynki przestały na kilka godzin być wyłącznie przestrzenią do oglądania. Mają ponownie wypełnić się pracą, dźwiękami i czynnościami charakterystycznymi dla dawnej wsi.
To jeden ze sposobów realizowania misji skansenu – przypominania tradycji, zwyczajów i umiejętności, które zniknęły z codziennego życia.
Nie trzeba być pasjonatem historii
Wielkopolski Park Etnograficzny ma jednak propozycję także dla tych, którzy daty i historyczne szczegóły omijają szerokim łukiem.
Rozległy teren, zieleń i zabytkowa zabudowa sprawiają, iż część odwiedzających traktuje wizytę przede wszystkim jako spacer i sposób na spędzenie czasu w świeżym powietrzu. Dopiero na miejscu – jak zauważył gość „Hej Poznań” – zaczynają interesować się historiami kryjącymi się za mijanymi obiektami.
Skansen w Dziekanowicach jest największym tego typu obiektem w Wielkopolsce i jednym z największych w Polsce. Trafiły do niego zabytki pochodzące z różnych części regionu, dzięki czemu nie prezentuje wyłącznie historii jednej miejscowości czy niewielkiego obszaru.
Na wizytę w tym sezonie pozostaje jeszcze trochę czasu. Wielkopolski Park Etnograficzny będzie dostępny dla turystów do końca października. Po zimowej przerwie skansen zwykle ponownie otwiera się około połowy kwietnia.
Dla mieszkańców Poznania to okazja, by podczas jednodniowej wycieczki znaleźć się w świecie, w którym dom był jednocześnie miejscem pracy, sąsiad był niezbędnym partnerem w codziennym życiu, a rytmu dnia nie wyznaczał zegarek ani telefon, ale pogoda, pora roku i prace, które po prostu musiały zostać wykonane na czas.






![Zwiedzili Sejm z posłem Grabowskim. "Super młodzież!" [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/866609375_2344700446349498_3790663288554223857_n.jpg)

