Anna Stolarczuk, trenerka ds. profilaktyki uzależnień i przeciwdziałania przemocy opublikowała na swoim profilu na facebooku zdjęcie wejścia do placówki. Przy drzwiach wisi tabliczka z instrukcją, informująca o rozwiązaniu, jakie zastosowała jedna z polskich szkół.
REKLAMA
Zobacz wideo Czy rodzice pozwalają dzieciom korzystać z telefonów? [SONDA]
Widzieliście? Czy szkoła bez telefonów może działać? W Mielenku Drawskim (woj. zachodniopomorskie) już wiedzą, iż tak. To pierwsza publiczna szkoła w Polsce, która wprowadziła nowoczesny system saszetek blokujących telefony na czas lekcji
- napisała. Opisała, jak działa takie rozwiązanie. Otóż uczniowie po przyjściu do szkoły wyłączają telefon lub włączają tryb samolotowy i chowają do specjalnej saszetki, która automatycznie zamyka się przy blokadach umieszczonych przy wejściu do placówki. Następnie uczeń chowa saszetkę do plecaka i może ją odblokować po zajęciach.
Młodzieży pomysł się spodobał
Jak zapewniła autorka wpisu - uczniom pomysł saszetek przypadł do gustu. Dzięki nowemu rozwiązaniu komórka nie rozprasza ich podczas lekcji.
Uczniowie również poparli to rozwiązanie. Bez pokusy sięgania do plecaka, bez ciągłego rozpraszania, większy spokój, skupienie i realne rozmowy między sobą. Oczywiście jeżeli istnieje uzasadniona potrzeba - w każdej chwili saszetkę można odblokować w sekretariacie
- napisała. Poinformowała, iż saszetki na telefon kosztowały 80 zł/sztuka i zostały zakupione przez Radę Rodziców. Placówka zainspirowała się tym rozwiązaniem z Wielkiej Brytanii. "Miałam przyjemność prowadzić w tej szkole warsztaty i zapytałam uczniów, co faktycznie sądzą o systemie saszetek na telefony. Odpowiedzieli wprost: to działa. Telefon przestał być rozpraszaczem, bo nie ma już pokusy sięgania do plecaka" - dodała w komentarzach.
Pod wpisem pojawiło się kilkaset komentarzy. Zdania były podzielone, nie wszystkim ten pomysł saszetek nie przypadł do gustu. "Bzdurny i niebezpieczny pomysł. Rozumiem, iż nauczyciele też chowają do tych saszetek swoje telefony żeby dawać dobry przykład i nie rozpraszać się podczas prowadzenia lekcji? Kto wtedy zadzwoni po pomoc jeżeli będzie potrzebna?", "Zamiast uczyć dzieci odpowiedzialnego korzystania z niego to całkowicie izolujemy je od technologii, przez co w późniejszym okresie będą zupełnie nieprzygotowane na zalewające nas treści AI czy uzależniania od mediów społecznościowych" - pisali niektórzy.
Część osób popierała jednak zastosowane w placówce w Mielenku Drawskim rozwiązanie. "Nie powinno być telefonów w szkołach, dzieci są tam pod opieką placówki, nie potrzebują telefonów non stop. Jak coś się zadzieje złego, to do rodziców zadzwoni pielęgniarka, wychowawczyni albo pani z sekretariatu i to jest okej. Sami ekranizujemy te dzieci i nadmiernie je kontrolujemy", "Dobry przykład, iż mniej technologii w szkole może oznaczać więcej skupienia i lepsze relacje - zwłaszcza gdy to pomysł samych uczniów" - komentowali.
Co sądzisz o saszetkach na telefony w szkole? To dobre rozwiązanie? Napisz do nas: justyna.fiedoruk@grupagazeta.pl. Zapewniamy anonimowość.













