Urodziłam ci syna, ale nie chcę od ciebie nic – zadzwoniła kochanka. Mąż spojrzał na Lidię wzrokiem zbitego psa: „Tak, Lidia, pół roku temu miałem inną… to było tylko kilka spotkań, zwykła przygoda. Teraz mam syna…”. Lidia nie mogła uwierzyć: jej wierny, kochający mąż ma dziecko z kimś innym! Próbowała zrozumieć, co się stało, gdy on wyznał, iż nie wiedział o ciąży. W oczach męża dostrzegła bezradność, a w jej sercu pojawił się ból i złość. „Ty, żonaty, masz syna z inną…”. Rozmowa z kochanką brzmiała w głowie Lidii: „Urodziłam ci syna. Nic od ciebie nie chcę”. Ale czy na pewno? Co będzie gdy syn zachoruje, czy wtedy też nie poprosi o pomoc? Lidia wie, iż jej mąż jest dobrym człowiekiem – wychował jej synów, nauczył ich życia, był prawdziwym ojcem. Ale teraz musi stanąć przed największym wyborem w życiu: czy pojechać na wypis syna ze szpitala i zostać ojcem na dwa domy, czy jednak wybrać rodzinę, którą już ma?

newsempire24.com 5 godzin temu

Urodziłam ci syna, ale niczego od ciebie nie chcę zadzwoniła kochanka.

Mąż spojrzał na Lidię wzrokiem zbitego psa.
Tak, dobrze słyszałaś, Lidka Sześć miesięcy temu miałem kogoś. Kilka spotkań, nic poważnego. Tak po prostu trochę szaleństwa. I ona mi urodziła syna. Niedawno.
Lidii zawirowało w głowie. Co za wiadomość! Wierny, kochający mąż, a tu dziecko na boku!

Zmusiła się, by zrozumieć, co Wojtek chce powiedzieć. On siedział naprzeciwko niej, ze spuszczoną głową, ściskając dłonie między kolanami. Wyglądał na mniejszego, jakby uszło z niego całe powietrze.

Syn powtórzyła Lidia powoli. Ty, żonaty facet, masz syna. Którego urodziła ci nie-żona. Czyli nie ja.

Lidka, przysięgam, iż nie wiedziałem Nie wiedziałem, iż ona iż ona zdecyduje się na dziecko. Dawno się rozeszliśmy, wróciła do męża. Myślałem, iż tam wszystko w porządku. A wczoraj zadzwoniła: Twój syn się urodził. Trzy dwieście, zdrowy. I się rozłączyła.

Lidia wstała, nogi miała słabe, jakby przebiegła maraton. Za oknem Warszawa dusiła się jesienią, wiatr szarpał liśćmi, kolorowe niebo

I co teraz? spytała chłodno, nie obracając się.

Nie wiem szepnął mąż.

Wspaniała odpowiedź szefa rodziny Nie wiem. Odwróciła się gwałtownie. Pojedziesz tam? Zobaczyć?

Szary, przestraszony Wojtek uniósł nieśmiało wzrok.
Lidka Podała adres szpitala, wypis pojutrze. Powiedziała: Chcesz, przyjedź, nie chcesz, nie przyjeżdżaj. Niczego nie chcę. Taka dumna

Niczego nie chce powtórzyła Lidia, z goryczą. Święta naiwność.

Nagle trzasnęły drzwi wejściowe starsi wrócili do domu. Lidia automatycznie założyła uśmiech. Przez lata prowadzenia firmy nauczyła się kamuflować uczucia, choćby gdy świat walił jej się na głowę.

W kuchni pojawił się starszy syn szczupły, postawny dwudziestolatek.
Cześć, rodzice! Czemu tacy niewyraźni? Mamo, jest coś do jedzenia? Po treningu jesteśmy głodni jak wilki!

W lodówce są pierogi, podgrzejcie sobie rzuciła krótko Lidia.

Tato, obiecałeś mi rzucić okiem na gaźnik w starym fiacie drugi syn, młodszy, poklepał ojca po ramieniu.

Widząc ich scenę, serce Lidii ścisnęło się boleśnie. Nazywają go tatą biologiczny ojciec dawno zniknął w tle, odzywał się tylko alimentami i okazjonalną kartką na święta.

To Wojtek nauczył ich jeździć na rowerze, zwoził z boiska z rozbitym kolanem, chodził na wywiadówki i rozwiązywał szkolne kłopoty. Był dla nich prawdziwym ojcem.

Wojtek wymusił uśmiech:
Zobaczę, Szymon. Za chwilę. Dajcie nam z mamą porozmawiać.

Chłopacy wyszli, brzęcząc talerzami.

Kochają cię, wiesz o tym? powiedziała Lidia cicho. A ty

Lidka, przestań. Ja ich też kocham. To moi chłopcy. Nie zamierzam odchodzić. Mówiłem ci od razu to było szaleństwo. Głupota. Nic ważnego, po prostu przygoda!

Przygoda, przez którą teraz trzeba będzie zmieniać pieluchy

Do kuchni wbiegła sześcioletnia Marysia. Tu Lidia poczuła pęknięcie w zbroi. Córeczka z rozpędu wskoczyła ojcu na kolana.
Tatusiu! Czemu jesteś smutny? Mama cię zrugała?

Wojtek przytulił ją mocno i wtulił twarz w jej jasne włosy. Żył dla niej. Wiedziała, iż dla Marysi byłby gotów wskoczyć w ogień. To była czysta obywatelska miłość ojca.

Nie, skarbie. Po prostu rozmawiamy o dorosłych sprawach. Idź, włącz sobie bajkę, zaraz przyjdę.

Kiedy Marysia wyszła, zapadła cisza.

Rozumiesz, iż wszystko się zmienia? spytała po chwili Lidia i usiadła z powrotem przy stole.

Nie odejdę, Lidka. Kocham cię, dzieci nie dam rady bez was

Słowa. Fakty są takie: masz tam syna. Są rzeczy, których ona teraz nie chce. Może czuje euforię, może ma na to plan. Minie miesiąc, pół roku, dziecko się rozchoruje, urośnie, przyjdą wydatki. Zadzwoni: Wojtek, nie mamy kurtki na zimę. Wojtek, trzeba iść do lekarza. I co, pojedziesz? Przecież taki jesteś dobry, zbyt uczciwy.

Wojtek milczał.

A pieniądze, Wojtek? Lidia ściszyła głos. Skąd je weźmiesz?

Drgnął. Uderzyła go tam, gdzie najbardziej bolało. Biznes Wojtka padł dwa lata temu, długi spłacali jej pieniędzmi. Teraz jakieś drobne zarabiał, ale przy tym, co dawała im Lidia, to były grosze.

Dom, samochód, wakacje, nauka dzieci wszystko na jej barkach. choćby swojej karty nie miał, bo wszystko zablokował komornik, więc musiał korzystać z jej konta lub gotówki.

Znajdę mruknął tylko.

Gdzie? Będziesz jeździł nocami na Boltcie, czy będziesz mi z portfela wyjmował, żeby tamtej rodzinie pomagać? Wyobrażasz to sobie? Ja utrzymuję dom, a ty z moich pieniędzy wspierasz kochankę i nieślubne dziecko?

Nie nazywaj jej tak! rzucił Wojtek. To już dawno skończone!

Dziecko łączy ludzi silniej niż ślub w USC. Pojedziesz na wypis?

Pytanie zawisło w powietrzu. Wojtek przetarł twarz dłońmi.

Nie wiem, Lidka. Po ludzku powinienem. Przecież to nie jego wina.

Ale po ludzku w stosunku do mnie? Do Marysi? Do chłopaków? Pojedziesz tam, zobaczysz zawiniątko, weźmiesz na ręce i koniec. Popłyniesz. Ty jesteś sentymentalny. Zacznie się jeżdżenie, raz, potem coraz częściej. Tylko nam będziesz ściemniał, iż roboty dużo. A my będziemy czekać.

Lidia podeszła do zlewu, odkręciła wodę, popatrzyła chwilę i zakręciła.

Jest od ciebie osiem lat młodsza. Ma trzydzieści dwa. Urodziła ci syna. Swojego, twojego. Moje syny nie są z twojej krwi, choć je wychowałeś. Tamten chłopak to twoja krew. Myślisz, iż to nie ma znaczenia?

Same bzdury gadasz. Chłopaki są moje, ja ich wychowałem.

Eee tam, co ty. Każdy facet potrzebuje syna na swoje podobieństwo, dziedzica.

Przecież mamy Marysię!

Ale Marysia to dziewczynka

Wojtek wstał.

Dość! Czemu mnie poganiasz jak psa? Powiedziałem, zostaję. Ale przecież nie zostanę zimnym draniem. Tam urodziło się dziecko. Moje, tak. Zawiniłem, wszędzie zawiniłem. Chcesz wywal mnie! Spakuję się i jadę do mamy, na stancję, gdziekolwiek. Ale nie szantażuj mnie, proszę!

Lidia zastygła. Bała się nagle okropnie. jeżeli teraz powie idź, pójdzie. Dumny. Głupi, ale dumny. I jak pójdzie, to na pewno nie wróci, znajdzie pocieszenie u tamtej, duma mu nie pozwoli. A ona nie chciała go stracić. Pomimo bólu i goryczy kochała go nadal. Dzieci go kochały.

Zniszczyć można wszystko w jednej chwili Ale jak potem żyć w pustym domu, gdzie wszystko przypomina o nim?

Siadaj powiedziała cicho. Nikt cię nie wyrzuca.

Wojtek postał jeszcze chwilę, ciężko dysząc, potem wrócił na miejsce.

Lidka, wybacz mi. Jestem czubkiem

Czubek przytaknęła. Ale nasz czubek

Wieczór przebiegł w zamglonej ciszy.

Lidia robiła z Marysią zadania, sprawdzała służbowe raporty, ale głową była gdzie indziej. Wyobrażała sobie tamtą kobietę jak wygląda? Młodsza, może ładniejsza Pewnie teraz patrzy na niemowlę jak na swoją wygraną.

Nic nie chce! Bajka. Przecież to najskuteczniejszy sposób nie żądać, nie płakać, tylko pokazać: masz syna, a my poradzimy sobie sami. To idealnie uderza w męską dumę, mężczyzna natychmiast chce być bohaterem.

Wojtek kręcił się w łóżku, a Lidia patrzyła otępiała w ciemność. Miała czterdzieści pięć lat, zadbaną sylwetkę, sukcesy. Ale młodość była gdzie indziej

***

Rano było jeszcze gorzej. Lidia ledwo zebrała się do życia. Chłopcy zjedli gwałtownie śniadanie i wypadli z domu. Marysia nagle się rozpłakała.

Tato, zapleć mi warkoczyk! Mama zawsze przekręca!

Wojtek wziął szczotkę. Jego duże dłonie, nauczone kierownicy i młotka, delikatnie splatały cienkie włoski córki. Robił to z pełną powagą, wysuniętym językiem.

Lidia piła kawę i patrzyła. Oto jej mąż: ciepły, domowy, prawdziwy. A gdzieś tam miał jeszcze jedno dziecko, które miało do niego takie samo prawo.

Jak to zrozumieć?

Wojtek odezwała się, gdy Marysia wybiegła do przedpokoju. Musimy ustalić, co robimy. Teraz.

Odłożył szczotkę, spojrzał poważnie.

Myślałem o tym całą noc.

I?

Nie pojadę na wypis.

Coś ścisnęło Lidię w środku, ale nie okazała tego.

Dlaczego?

Bo jeżeli pojadę, dam nadzieję jej, sobie i temu dziecku. Nie potrafię być ojcem na dwa domy. Nie chcę, Lidka! Nie chcę kłamać i kraść czasu Marysi, chłopakom. Jedenaście lat temu wybrałem. Ty jesteś moją żoną, tu jest moja rodzina.

A tamten chłopiec? sama nie wierzyła, iż pyta.

Będę pomagał finansowo. Oficjalnie, przez alimenty. Ale nie będę tam jeździł. Lepiej, żeby nie znał mnie, niż miał mnie czekać co weekend, żebym patrzył na zegarek i rwał się do domu.

Tak będzie uczciwiej.

Lidia milczała, zakręcając obrączkę na palcu.

Jesteś pewien? Nie pożałujesz potem?

Pewnie, iż pożałuję. Na pewno będę się zastanawiał, co z nim. Ale zabrałbym wam wtedy siebie. Nie zniosłabyś tego. A ja nie zniosę twojej nienawiści. To takie chaotyczne

Podszedł do niej, objął ramiona.

Lidia, nie chcę innego życia. Mam ciebie, mam dzieci. Tamto to cena za moją głupotę. Zapłacę, ale tylko pieniędzmi.

Nakryła jego dłoń swoją.

Pieniędzmi, mówisz? uśmiechnęła się krzywo.

Zarobię. Rozniosę się, ale zarobię. Nie wezmę od ciebie więcej ani grosza na swoje błędy. To moje sprawy.

Lidia się uspokoiła. Może i nie był wobec niej do końca lojalny ale właśnie te słowa chciała usłyszeć. Męża nie zamierzała z nikim dzielić; nie obchodziły ją uczucia tamtej drugiej. Urodziła dziecko żonatemu? Jej sprawa.

***

Wojtek nie pojechał na wypis. Tamta później wydzwaniała po kilkanaście razy, krzyczała, przeklinała, pytała, czemu nie przyjechał.

Powiedział jasno: może liczyć tylko na przelew, na spotkania nie.

Po tym telefon zamilkł. Przez pół roku nie odezwała się ani razu.

A Lidia była z tego powodu całkowicie zadowolona.

Idź do oryginalnego materiału