Słuchaj, powiem Ci szczerze, wychowałam trzech chłopców i kto u siebie w domu miał czterech facetów, ten wie, o czym mówię. Dla mnie niepojęte zawsze było, jak można nie mieć zrobionego obiadu czy kolacji albo trzymać bałagan w całym mieszkaniu. Mam już 52 lata i od zawsze uważałam, iż kobieta powinna stworzyć dom tak ciepły i spokojny, żeby mężczyzna chciał do niego wracać po pracy. Ale myślę, iż moja synowa chyba zupełnie inaczej na to patrzy.
Mój najstarszy syn dwa lata temu postanowił się ożenić, a dziewięć miesięcy później pojawiła się ich córeczka. Syn miał wtedy 28 lat, a jego żona, Klaudia, miała dopiero 20 jeszcze studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. choćby ta różnica wieku nie przeszkadzała mojemu synowi.
Jak była w ciąży, to potrafiła mieć naprawdę trudny charakter Ciągle wysyłała syna do sklepu. Najpierw rano ma ochotę na jabłko, za godzinę pomarańcza, a potem jeszcze zachciało jej się kwiatów. Syn nigdy się z nią nie sprzeczał, zawsze wszystko jej przynosił. Myśleliśmy, iż po narodzinach małej wszystko się trochę uspokoi, ale nic z tego.
Urodziła, karmiła córeczkę dwa miesiące i koniec powiedziała synowi, iż jest wykończona przez te nieprzespane noce, więc ona musi odpocząć. Mój syn zawsze był bardzo wyrozumiały i empatyczny, więc poprosił mnie, żebym trochę im pomogła. Jasne, iż nie odmówiłam.
No i wiesz jak to się skończyło… ja przez cały tydzień zajmowałam się wnuczką, a synowa całe dnie spędzała w salonach kosmetycznych, fryzjera odwiedzała chyba częściej niż własną córkę. Wróciła do domu, nie zrobiła obiadu dla syna, który przyszedł zmęczony po pracy choćby zupki nie potrafiła ugotować. I tak minął tydzień. Synowa przyzwyczaiła się spać do południa, żyć wyłącznie po swojemu. Wszystko zostawiła mi na głowie.
W końcu, po miesiącu, powiedziałam, iż muszę wracać do siebie do Katowic. Synowa się nieźle wkurzyła. Ale zdałam sobie sprawę, iż Klaudia w ogóle nie radzi sobie sama, więc raz na jakiś czas do nich zaglądałam, żeby zobaczyć, co się dzieje i powiem Ci, co mnie przerażało: w mieszkaniu bałagan, w lodówce pustki.
Nie chciało jej się choćby zrobić zupy dla dziecka. Przecież ja trzech chłopaków wychowałam sama taka nieodpowiedzialność jest dla mnie po prostu nie do zrozumienia. Syn zawsze dostawał ciepły obiad w domu. Ostatnio, na jego urodziny, pomyślałam: pojadę, zobaczę czy synowa coś dla niego specjalnego przygotuje. A ona zamówiła pizzę i sushi przez aplikację, płacąc 120 złotych, a na stole nic swojskiego.
Nie rozumiem tego mojego syna, czemu on na to wszystko pozwala? Zastanawiam się, czy to dlatego, iż nigdy nie mieszkali razem przed ślubem, więc on nie wiedział, jak Klaudia się zachowuje na co dzień No i teraz pewnie mu ciężko, a nic żonie nie mówi, tylko siedzi cicho.
Zastanawiam się, jak tu sprawić, żeby w końcu zaczęła zachowywać się jak prawdziwa żona i matka. Martwię się tylko, żeby syn nie obraził się na mnie za to, iż się wtrącam. Wiem, iż powinnam go wspierać w jego wyborach, ale przecież nie mogę patrzeć, jak tonie w tym wszystkim, naprawdę się o niego boję! Powiedz mi, czy te nasze synowe wszystkie takie są?
Co byś mi doradziła na moim miejscu? Czy pogadać szczerze z synową?








