Dziś wieczorem, przeglądając swoje myśli, zastanawiam się nad własnym życiem. Wychowałem trzech synów kto miał pod dachem czterech facetów, ten zrozumie, o co mi chodzi. Od zawsze nie pojmowałem, jak można zostawić nieposprzątane mieszkanie, nieugotowany obiad czy kolację. Mam już 52 lata, wychowałem się w przekonaniu, iż to mężczyzna powinien zapewnić rodzinie poczucie bezpieczeństwa i wygody, by bliscy chcieli do tego domu wracać. Ale nie mam pewności, czy moja synowa kieruje się podobnymi wartościami.
Najstarszy syn, Paweł, dwa lata temu postanowił się ożenić, a dziewięć miesięcy później urodziła się im córeczka. Paweł miał wtedy 28 lat, a jego żona, Dagna, ledwie 20. Dagna wciąż studiowała w Krakowie, ale różnica wieku nie była dla Pawła żadną przeszkodą.
W czasie ciąży Dagna potrafiła być wyjątkowo uparta i kapryśna. Wciąż wysyłała Pawła po różne rzeczy do sklepu raz rano zażyczyła sobie jabłek, potem poprosiła o pomarańcze, innym razem zapragnęła kwiatów. Paweł nigdy nie podnosił głosu, zawsze spełniał jej zachcianki. Wszyscy żywiliśmy nadzieję, iż po narodzinach dziecka sytuacja się poprawi, ale tak się nie stało.
Po porodzie Dagna karmiła małą zaledwie dwa miesiące, a później oznajmiła synowi, iż jest wykończona nocnym wstawaniem i potrzebuje odpocząć. Paweł, mający w sobie wiele współczucia i delikatności, poprosił mnie, żebym pomógł im z opieką nad wnuczką. Nie mogłem odmówić.
Podczas gdy ja opiekowałem się małą, Dagna spędzała całe dnie w różnych salonach piękności, a po powrocie nie była w stanie choćby przygotować obiadu dla Pawła, choć wracał z pracy późnym popołudniem. Przez cały tydzień byłem u nich dzień w dzień. Dagna przywykła już spać do południa i żyła całkowicie według swoich zachcianek. Wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie.
Po miesiącu i ja się złamałem. Powiedziałem, iż muszę wracać do własnego domu. Dagna była bardzo niezadowolona. Jasne było dla mnie, iż Dagna nie pozostało samodzielna. przez cały czas czasem odwiedzam ich mieszkanie w Krakowie i za każdym razem ogarnia mnie rozczarowanie: nieporządek, brak jedzenia w lodówce.
Nie rozumiem, jak można nie ugotować czegoś dla własnego dziecka. Sam odchowałem trzech synów i nie mogę znieść takiej beztroski. Paweł zawsze jadał domowe posiłki. W zeszłym miesiącu miał urodziny. Pojechałem do nich z nadzieją, iż Dagna przygotuje coś smacznego. A ona zamówiła pizzę i sushi.
Nie potrafię zrozumieć Pawła jak mógł wybrać taką żonę i dlaczego to toleruje? Może dlatego, iż nigdy nie mieszkali wcześniej razem i nie znał prawdziwego oblicza Dagny? Boję się, iż to dla niego bardzo trudne, a mimo wszystko milczy i godzi się na ten scenariusz.
Szukam sposobu, żeby Dagna w końcu zrozumiała, co to znaczy być żoną i matką. Martwię się tylko, by nie urazić syna i nie popsuć z nim relacji, bo wiem, iż powinienem stać za jego wyborem. Ale nie potrafię patrzeć obojętnie na całą tę sytuację! Czy naprawdę wszystkie synowe są takie?
Gdyby ktoś zapytał mnie o radę, doradziłbym szczerość i rozmowę, ale patrząc z boku, sam nie wiem, czy mam prawo się wtrącać. Wiem tylko jedno czasem trzeba odpuścić i pozwolić dzieciom uczyć się na własnych błędach. To dla mnie bolesna, ale ważna lekcja nie da się wyprostować cudzego życia według własnych zasad i marzeń.








