Wychowałam trzech synów. Każda kobieta, która w swoim domu otoczona jest czterema mężczyznami, na pewno doskonale zrozumie, o czym mówię. Do dziś dziwi mnie, jak to możliwe, iż w niektórych domach zdarzają się sytuacje bez gotowego obiadu czy kolacji, a nieporządek panuje w każdym kącie. Mam dziś 52 lata i zawsze wierzyłam, iż to kobieta tworzy dom taki, do którego mężczyzna chętnie wraca, bo jest tam spokój i ciepło. Jednak mam wrażenie, iż moja synowa nie widzi tego w ten sam sposób.
Mój najstarszy syn dwa lata temu postanowił się ożenić. Niecały rok później na świat przyszła ich córka. Syn miał wtedy 28 lat, jego żona Natalia zaledwie 20. przez cały czas studiowała, ale ośmioletnia różnica wieku wcale go nie zniechęciła.
Kiedy Natalia była w ciąży, miała bardzo trudny charakter. Bez przerwy wysyłała mojego syna do Lidla czy Biedronki. Rano chciała jabłka, za chwilę prosiła o mandarynki, a potem jeszcze o tulipany. Syn nigdy się nie sprzeczał, spełniał jej każdą zachciankę. Myślałam, iż po narodzinach dziecka wszystko się unormuje, ale się myliłam.
Po porodzie karmiła córkę dwa miesiące i na tym praktycznie skończyła się jej opieka. Wprost oświadczyła mojemu synowi, iż jest wykończona nieprzespanymi nocami i musi odpocząć. Syn zawsze był wyrozumiały, więc poprosił mnie, żebym się nimi trochę zajęła. Nie mogłam mu odmówić.
Gdy ja opiekowałam się wnuczką, Natalia całe dni spędzała w salonie kosmetycznym lub fryzjerskim, a potem, gdy wracała do domu, nie miała choćby chęci, by przygotować synowi gorący obiad, choć ciężko pracował. Przez tydzień byłam tą, która zajmowała się wnuczką. Synowa przyzwyczaiła się do wstawania koło południa, a całe życie zaczęła układać pod własne przyjemności, pozostawiając wszystko na mojej głowie.
Po miesiącu powiedziałam, iż muszę wracać do siebie. Natalia wyraźnie się zdenerwowała. Wiedziałam, iż jeszcze nie dorosła do obowiązku bycia żoną i matką, jednak czasem i tak jeździłam do nich zobaczyć, jak sobie radzą. To, co widziałam, było dla mnie trudne do zaakceptowania bałagan, pusto w lodówce, a gotowanie praktycznie nie istniało.
Była zbyt wygodna, żeby zrobić choćby prostą zupę dla własnej córki. Sama wychowałam trzech synów, więc taka nieodpowiedzialność nie mieściła mi się w głowie. Mój syn od zawsze jadł domowe obiady. W zeszłym miesiącu wypadały jego urodziny. Myślałam: może synowa przygotuje przynajmniej skromny rodzinny obiad? A ona zamówiła pizzę i sushi!
Nie potrafię pojąć decyzji mojego syna jak to możliwe, iż się na to godzi? Boję się, iż przez to, iż nie mieszkali razem przed ślubem, nie wiedział, jak to będzie wyglądało na co dzień. Widzę, iż jest mu ciężko, ale przez cały czas nic nie mówi i nie rozmawia z nią o tym, co powinno się zmienić.
Szukam sposobu, by Natalia w końcu zrozumiała, co znaczy być żoną i matką. Z jednej strony martwię się, by nie urazić syna i nie popsuć naszych relacji, ale z drugiej nie umiem z boku spokojnie patrzeć, jak wygląda ich codzienność. Czy wszystkie synowe są takie?
Co powinna zrobić kobieta w takiej sytuacji? Czy lepiej porozmawiać z synową szczerze? Życie nauczyło mnie jednak jednej ważnej rzeczy: czasem trzeba pozwolić bliskim samym dojrzeć do zmian, choćby jeżeli serce matki pęka z troski. Możemy być wsparciem, pokazać swój punkt widzenia, ale ostatecznie każdy musi sam nauczyć się odpowiedzialności za swój dom i swoje szczęście.








