Wychowałam trzech synów. Każda kobieta, która mieszkała z czterema mężczyznami pod jednym dachem, doskonale zrozumie, co chcę przekazać. Nie pojmuję, jak można nie przygotować obiadu czy kolacji, albo pozwolić, żeby w mieszkaniu panował chaos i wszystko było w nieładzie. w tej chwili mam 52 lata i od zawsze wierzyłam, iż to kobieta tworzy ciepło domowego ogniska, zapewniając rodzinie wygodę i poczucie bezpieczeństwa. Wierzę, iż mężczyzna powinien mieć gdzie wracać po pracy. Jednak mam wrażenie, iż moja synowa myśli zupełnie inaczej niż ja.
Mój najstarszy syn podjął decyzję o ślubie dwa lata temu, a dziewięć miesięcy później na świat przyszła ich córeczka. Syn miał wówczas 28 lat, a jego żona, Agnieszka, dopiero 20. Agnieszka wciąż studiowała, a różnica wieku zupełnie nie przeszkadzała mojemu synowi, Krzysztofowi.
Kiedy Agnieszka była w ciąży, miała bardzo zmienne nastroje i ciągle wysyłała syna na zakupy. Najpierw rano prosiła o jabłka, potem o pomarańczę, a potem jeszcze o tulipany. Krzysztof nigdy się nie buntował starał się spełniać jej każdą zachciankę. Liczyliśmy, iż po narodzinach ich dziecka wszystko się poukłada, ale niestety, sytuacja się nie zmieniła.
Po porodzie Agnieszka karmiła córeczkę przez dwa miesiące i to był koniec jej zaangażowania. Potem powiedziała synowi, iż jest zbyt zmęczona nieprzespanymi nocami i chciałaby odpocząć. Krzysztof zawsze był wrażliwy i wyrozumiały, dlatego poprosił mnie, bym pomogła przy opiece nad dzieckiem. Zgodziłam się bez wahania.
Podczas gdy zajmowałam się wnuczką, synowa całymi dniami spędzała czas w gabinetach kosmetycznych i fryzjerskich, a po powrocie nie miała choćby siły przygotować obiadu dla mojego syna, który wracał późno z pracy. Byłam z ich córką przez cały tydzień. Agnieszka przyzwyczaiła się spać do południa i prowadzić wygodne życie według własnych upodobań. Wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie.
Po miesiącu poczułam się wyczerpana i powiedziałam, iż muszę wracać do własnego mieszkania. Agnieszka była wyraźnie niezadowolona. Wiedziałam, iż nie pozostało dojrzała, więc czasem ich odwiedzałam, ale za każdym razem widziałam, iż w mieszkaniu panuje bałagan, a w lodówce pustki.
Było mi przykro patrzeć, jak ignoruje choćby podstawowe potrzeby własnego dziecka. Jako matka trzech synów nie potrafię zrozumieć takiej obojętności i lenistwa. Krzysztof zawsze był przyzwyczajony do ciepłego, domowego jedzenia. W zeszłym miesiącu świętowaliśmy urodziny mojego syna. Uznałam, iż tym razem Agnieszka na pewno coś ugotuje z tej okazji. Niestety, zamówiła pizzę i sushi na dowóz, płacąc ponad dwieście złotych.
Nie mogę pojąć postępowania mojego syna dlaczego godzi się na takie zachowanie i nie reaguje? Boję się, iż to dlatego, iż nie mieszkali ze sobą przed ślubem i nie wiedział, jaka naprawdę jest Agnieszka. Widzę, iż mu ciężko, ale wciąż milczy i nie potrafi postawić granic żonie.
Zastanawiam się, jak sprawić, by moja synowa zaczęła zachowywać się jak matka i żona. Boję się tylko jednego: żeby syn się na mnie nie obraził. Wiem, iż powinnam szanować jego wybór i go wspierać, ale trudno mi spokojnie patrzeć na to, co się dzieje! Czy wszystkie synowe naprawdę są takie?
Co powinienabym doradzić kobiecie w podobnej sytuacji? Czy powinnam szczerze porozmawiać z synową?
Życie nauczyło mnie jednak jednego nie można nikogo zmieniać na siłę. Każdy buduje rodzinę po swojemu, a naszym zadaniem jako matek jest czasem wycofać się i pozwolić młodym popełniać własne błędy. Może kiedyś Agnieszka zrozumie, jak ważne jest ciepło rodzinnego domu. Cierpliwość i troska są ważniejsze niż narzucanie własnych zasad to najważniejsza lekcja, jaką dało mi życie.








