W zeszłym miesiącu świętowaliśmy urodziny mojego syna – powiedziałam mu, iż zjawię się na przyjęciu jako gość.

twojacena.pl 9 godzin temu

Wychowywałam trzech chłopców każdy, kto miał pod dachem czterech mężczyzn, z pewnością doskonale rozumie, przez co przeszłam. Nigdy nie pojmowałam, jak to możliwe, by w domu nie było przygotowanego obiadu czy kolacji, albo gdy rzeczy walają się gdzie popadnie, bez ładu i składu. Dziś mam pięćdziesiąt dwa lata i zawsze sądziłam, iż kobieta powinna uczynić dom przytulnym, wygodnym i bezpiecznym miejscem, do którego mąż będzie wracał z radością. Niestety, nie jestem pewna, czy moja synowa myśli tak samo, jak ja kiedyś.
Najstarszy syn, Paweł, dwa lata temu ożenił się z młodszą od siebie Małgorzatą. Dziewięć miesięcy później powitali na świecie córeczkę, Zuzię. Paweł miał wtedy dwadzieścia osiem lat, Małgorzata zaledwie dwadzieścia była jeszcze studentką, ale ta różnica wieku absolutnie nie przeszkadzała mojemu synowi ani trochę.
Małgosia, gdy była w ciąży, miała naprawdę trudny charakter często wysyłała Pawła do sklepu po różne zachcianki. Rano chciało jej się jabłek, za chwilę pomarańczy, a zaraz potem kwiatów. Paweł bez słowa spełniał każdą prośbę, nie wdając się w żadne spory. Myślałam, iż kiedy pojawi się dziecko, wszystko się zmieni, ale rzeczywistość okazała się inna.
Małgosia karmiła Zuzannę piersią dwa miesiące, a później stwierdziła, iż już nie daje rady przez nieprzespane noce i musi się trochę zregenerować. Zwróciła się do Pawła z prośbą o pomoc, a on poprosił mnie, bym przez jakiś czas została z nimi i pomogła w opiece nad wnuczką. Nie umiałam mu odmówić przecież to mój syn.
Zajmowałam się Zuzią całe dnie, podczas gdy Małgosia chadzała do kosmetyczek, fryzjerów, a po powrocie z salonów nie miała najmniejszej ochoty ugotować mężowi obiadu wracającemu zmęczonemu po całym dniu pracy. W ten sposób przez tydzień opiekowałam się wnuczką niemal bez przerwy. Małgosia przyzwyczaiła się spać do południa, ustalając sobie rytm dnia wedle własnych upodobań i zrzucając na mnie całą odpowiedzialność.
Po miesiącu byłam już wykończona i ogłosiłam, iż muszę wrócić do własnego domu. Małgorzata się zdenerwowała, ale wiedziałam, iż nie potrafi jeszcze samodzielnie prowadzić domu. Czasami wpadałam do nich w odwiedziny, ale widok zawsze był ten sam chaos, bałagan i pustka w lodówce.
Zupełnie nie dbała choćby o to, by przygotować coś ciepłego dla Zuzanny. Sama wychowałam trzech synów i taka nieodpowiedzialność była dla mnie nie do pojęcia. Paweł odkąd pamiętam jadł domowe posiłki. W zeszłym miesiącu miał urodziny, więc postanowiłam ich odwiedzić, mając nadzieję, iż Małgosia szykuje jakąś uroczystą kolację. Zamiast tego zamówiła pizzę i sushi za złotówki, oczywiście, a nie własnoręcznie przygotowała choćby rosół czy naleśniki.
Nie mogę pojąć, dlaczego mój syn akceptuje takie życie i nie reaguje. Być może powodem jest to, iż nie mieszkali razem przed ślubem i Paweł nie wiedział, na co się pisze… Martwię się, iż zbyt wiele znosi, a mimo to nic nie mówi żonie.
Czasami zastanawiam się, czy powinnam wtrącić się, by Małgosia wreszcie poczuła się żoną i matką z prawdziwego zdarzenia. Boję się tylko, by Paweł nie poczuł się urażony moimi słowami wiem, iż powinnam uszanować jego wybór. Jednak trudno mi spokojnie patrzeć, jak sprawy wyglądają w ich domu! Czy wszystkie synowe są takie?
Jaką radę miałaby dla kobiety w mojej sytuacji? Czy powinnam otwarcie porozmawiać z synową, czy może lepiej milczeć i trzymać się z boku?

Idź do oryginalnego materiału