W zeszłym miesiącu świętowaliśmy urodziny mojego syna – zapowiedziałam mu, iż pojawię się na przyjęciu w roli gościa.

newsempire24.com 12 godzin temu

Wiesz co, opowiem Ci szczerze, jak to u mnie wyglądało, bo czasem już sama nie wiem, czy tylko ja to tak odbieram. Mam trzech synów, więc wyobraź sobie przez tyle lat w domu tylko męskie towarzystwo. Kto miał styczność z czterema facetami pod jednym dachem, ten wie, jaka to logistyka: obiad zawsze musi być gotowy, skarpetki nie mogą leżeć pod kanapą, wszystko poukładane, bo inaczej to dom staje na głowie! Tak mnie wychowano i jakoś zawsze uważałam, iż kobieta powinna dbać o dom żeby był przytulny, żeby facet wracał z pracy i naprawdę czuł, iż ma gdzie wrócić. Ale nie wiem, czy dzisiejsze dziewczyny jeszcze tak myślą jak my
Najstarszy syn dwa lata temu stwierdził, iż się żeni. No i cyk dziewięć miesięcy później pojawiła się wnuczka. Syn miał wtedy 28 lat, a jego żona, Zuzia, ledwo 20. Zuzia przez cały czas studiowała, ale ta różnica wieku kompletnie syna nie zrażała, zupełnie się tym nie przejmował.
Pamiętam, jak Zuzia była w ciąży charakterek naprawdę nieziemski. Rano marchewki, potem jabłuszko, za chwilę kwiaty, a syn latał do sklepu jak na skrzydłach, bo ona coś zapragnęła. Nigdy się z nią nie kłócił, wszystko dla Zuzi. Sądziłam, iż jak już pojawi się dziecko, może trochę jej się zmieni w głowie, ale gdzie tam!
Urodziła dwa miesiące karmiła małą, a potem powiedziała synowi, iż już nie daje rady, iż jest przemęczona i musi odpocząć. Mój syn złoty chłopak, wyrozumiały i współczujący prosi, żebym z małą posiedziała. No nie mogłam odmówić, bo wiadomo, wnuczka.
I tak ja od świtu do nocy z tym dzieckiem, a Zuzia całymi dniami po kosmetyczkach i fryzjerach biegała. Po powrocie choćby nie chciało jej się zrobić synowi obiadu, mimo iż ledwo co z pracy wrócił. Tydzień za tygodniem zasuwałam jak niania Zuzia spała do południa, wszystko zostawiła na mojej głowie. Dla niej bycie mamą chyba kończyło się na tym, iż wrzuci coś na Instagram i popatrzy, kto lajkuje.
Po miesiącu powiedziałam dość, iż muszę wracać do siebie. Oj, wtedy była awantura Widziałam, iż Zuzia kompletnie nieogarnięta życiowo, więc jeszcze czasem wpadłam do nich, ale za każdym razem ten sam dramat w domu bałagan, w lodówce pustki, o garach w zlewie nie wspomnę.
Była tak leniwa, iż choćby nie potrafiła ugotować zupy czy zrobić kaszki małej. Ja wychowałam trzech synów, więc dla mnie taka bylejakość to jakiś koszmar nie do przyjęcia. Mój syn zawsze jadł ciepły posiłek w domu. A teraz? W zeszłym miesiącu jego urodziny myślałam, iż choć coś upichci, a ona zamówiła pizzę i sushi przez aplikację, za ponad 120 złotych!
Nie rozumiem syna, dlaczego na to pozwala. Czy on serio nie widzi, jaka ona jest? Czy po prostu ślepo kocha i nie chce robić awantur? Może jakby wcześniej razem mieszkali przed ślubem, to by zobaczył, co i jak, i tak by się nie wpakował Boję się czasem, iż on się męczy i nie potrafi powiedzieć, co myśli, tylko wszystko w sobie dusi.
Ciągle przemyśliwam, jakby tu podejść Zuzię, żeby trochę wzięła się w garść i zaczęła prowadzić dom jak należy. Tylko boję się, iż syn się na mnie obrazi wiem, iż muszę szanować jego wybór, ale nie umiem patrzeć obojętnie na to, co się tam dzieje. Powiedz szczerze: czy wszystkie synowe są teraz takie? Powinnam pogadać z Zuzią wprost, czy lepiej się wtrącać nie za bardzo? Już sama nie wiem, co robićWiesz, usiadłam z tym wszystkim sama wieczorem przy herbacie i nagle mnie olśniło tyle lat myślałam, iż jak nie powiem wprost, to wszystko się samo ułoży. A przecież to już nie mój dom, nie moja bitwa. Syn jest dorosły, ma swoje życie, własne wybory, choćby mnie bolały. I przyszła taka myśl: może czasem trzeba po prostu zaufać, iż każdy w końcu dorasta na swój sposób choćby jeżeli po drodze musi kilka razy potknąć się o zlew pełen garów czy puste lodówki. Może Zuzia kiedyś zrozumie, co znaczy prawdziwy dom, jeżeli tylko dostanie szansę sama się o tym przekonać, zamiast być wiecznie poprawianą przez teściową.
Następnego dnia zadzwoniłam do syna, zaprosiłam ich oboje na obiad, tak bez okazji. Zuzia przyszła uśmiechnięta, zmęczona, a jednak coś w oczach miała innego niż kiedyś. Gadałyśmy o byle czym, aż w końcu sama z siebie zaczęła opowiadać, jak trudno jej ogarnąć wszystko na raz: studia, dziecko, chaos w domu. Może ja się po prostu wszystkiego uczę trochę wolniej ale chcę spróbować, serio, tylko czasem się boję, iż nie dam rady. Wtedy puściło mi wszystko i żal, i złość, i poczucie, iż muszę pouczać świat.
Przytuliłam ją, pierwszy raz tak szczerze. Powiedziałam tylko: Nikt nie umie być doskonałą żoną czy matką od pierwszego dnia. Ja też się bałam, choćby nie wiesz jak. Ale dasz sobie radę. A ja jestem, jakbyś potrzebowała pomocy. Ale nie dlatego, iż muszę, tylko bo chcę.
I wiesz co? Może wszystko nie zmieni się od razu, ale chyba pierwszy raz poczułam, iż nie jestem już w tej rodzinie tylko strażnikiem porządku, ale kimś, kto naprawdę może pomóc nie przez krytykę, ale przez zwykłą obecność. I to mi wystarczy. Czasem najlepsze, co możemy zrobić, to po prostu być obok i pozwolić młodym znajdować własny sposób na szczęście.

Idź do oryginalnego materiału