Wbrew woli żony, przyjął do domu swoją matkę, by mogła zobaczyć nowo narodzoną wnuczkę.
Moja mama, Stanisława, jest koszmarem, jeżeli chodzi o kontakt z ludźmi. Nie szanuje cudzych granic. Nie znosiła mojej żony Katarzyny nie dlatego, iż miała wobec niej konkretne pretensje, ale po prostu dlatego, iż wybrałem ją za partnerkę i nie mogła znieść, iż się od niej oddalam.
Trzy tygodnie temu Katarzyna urodziła małą dziewczynkę Kalinkę.
Stanisława nalegała, by być obecna w sali porodowej, a Katarzyna upierała się, iż jedyny, który ma tam być, to ja. Tak więc, kiedy Katarzyna przeżywała skurcze, matka stała w holu szpitala w Warszawie i krzyczała na całą piętrówkę, iż ma prawo przeżyć narodziny własnej wnuczki.
Za każdym razem, gdy Stanisława wchodziła pod mój dach, przyklejała się do wszystkiego i oskarżała Katarzynę, iż jest złą gospodynią. Twierdziła też, iż Kalinka wyrośnie na złą matkę.
Po tych uwagach żona straciła panowanie nad sobą i postawiła mi ultimatum: Twoja matka nie postawi już nogi w naszym domu. Rozumiałem ją. Nikt nie lubi być upokarzany w swoim własnym wnętrzu.
Kiedy w końcu przywiedliśmy dziewczynkę do domu, dziadkowie chcieli ją poznać. Katarzyna zgodziła się, iż matka może przyjść, ale pod warunkiem, iż zamknie buzię. Stanisława przysięgała, iż się nie rozgniewa, a zaraz po przekroczeniu progu wybuchła lawiną uwag:
Tu jest brudno jak w dworcu. jeżeli tak chcecie żyć, to żyjcie tak. Ale z szacunku do mnie mogłabyś przynajmniej posprzątać.
Katarzyna nie wytrzymała i oznajmiła, iż matka straciła prawo do odwiedzin; dziecko może zobaczyć się z nią tylko wtedy, gdy my na to pozwolimy.
Minęły prawie dwa tygodnie, dziadkowie już poznali Kalinkę, a ojciec również się przywitał. Matka wciąż nie przychodziła, a Katarzyna odmawiała jej widzenia. Nie wychodzimy z domu z dzieckiem, bo na dworze jest zimno i ponuro.
Przedwczoraj Katarzyna miała wizytę u lekarza, a ja zostałem w domu z naszą córeczką. Wykorzystałem tę okazję, by zaprosić Stanisławę, by zobaczyła malucha. Przyszła, a ja rzekłem: Mamy tylko dwie godziny, potem Katarzyna wróci. Matka nie chciała odejść! Bez względu na moje namowy, nie zamierzała się wycofać.
Katarzyna wróciła, weszła i zobaczyła matkę przytulającą się do Kalinki. Natychmiast wybuchła panika zaczęła krzyczeć na mnie i na mamę, żądając, by natychmiast opuścili dom.
W sercu podpowiedziałem żonie, by przestała gadać i się uspokoiła, bo to mój dom i moje dziecko, a jeżeli chcę, by matka je widziała, nie może mi tego zabronić ani wyrzucić jej z progu. Katarzyna odepchnęła mnie i mamę z domu, odmówiła dalszej rozmowy. Teraz mieszkam u rodziców. Liczę, iż Katarzyna niedługo uspokoi się i znajdziemy wspólny język.






