Wiele dróg Wiktorii Matysiewicz

glosswidnika.pl 2 godzin temu

Koniecznie trzeba dodać, iż dróg artystycznych, bo właśnie o nich opowiada ekspozycja, którą można oglądać w Filii nr 1 Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej. Autorka prac jest Świdniczanką, studiuje na Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie, w Świdniku swoje obrazy indywidualnie pokazuje po raz pierwszy, a oprócz malowania zajmuje się też, między innymi, fotografią.

Wczorajszy wernisaż zgromadził bliskich i przyjaciół Wiktorii, a także licznych miłośników sztuki i czytelników gratulujących młodej artystce talentu. Spotkanie otworzyła Aleksandra Majewska, kierownik F nr 1: – To wyjątkowy wieczór i pierwsza w tym roku wystawa. Chylę czoła, ponieważ owoc pracy Wiktorii kształtował się przez pokolenia. Ujął mnie jej dziadek Roman, który całe serce, cierpliwość i mądrość życia przekazał swojemu synowi, który znowu przekazał je córce. To była praca trzech pokoleń. Babcia i mama też dołożyły swoje. Gratuluję Wiktorii odwagi i pokazania tych obrazów, bo większość artystów na początku wstydzi się i chowa swoje dzieła do szuflady.

Głos zabrała również bohaterka wieczoru: – Bardzo dziękuję wszystkim zgromadzonym za przybycie, pani Oli Majewskiej i kadrze biblioteki za wsparcie na każdym kroku organizacji wystawy. Ekspozycja jest świadectwem, jak długą drogę przeszłam, by odnaleźć swój styl. To obrazy z liceum i studiów. Bardzo się od siebie różnią. Na początku bardzo starałam się malować akademicko, ale nie do końca się w tym spełniałam. Prace nie miały w sobie ducha, były bryłowe, sztywne, trochę też przez rysunek architektoniczny, na który chodziłam, bo zdawałam na architekturę. W późniejszej edukacji było to problematyczne, ponieważ nie mogłam rozluźnić ręki. Zaczęłam więc eksperymentować i wychodzić poza swoją strefę komfortu, używając węgla i sepii, robiąc karykatury czy przestając rysować prostymi kreskami. Aktualnie staram się mieszać te dwa style, robić to, co sprawia mi przyjemność. Takim ruchem na rozluźnienie ręki była barwna abstrakcja.

Nam artystka opowiedziała nieco więcej o swojej twórczości: – Studiuję konserwację i restaurację dzieł sztuki. Wcześniej skończyłam Liceum Plastyczne w Lublinie, ale moja edukacja artystyczna zaczęła się już w przedszkolu. Byłam dzieckiem, które nie bawiło się z innymi, tylko siedziało przy stoliku i rysowało. Do domu przynosiłam stertę pomalowanych kartek. W Gimnazjum nr 3 panie Elżbieta Kulczyńska i Bożena Zabiegły bardzo pomogły mnie i mojej przyjaciółce, obecnej z nami dzisiaj, w poznawaniu nowych technik, na przykład metody filcowania i robienia obrazów z filcu, a także w przygotowaniu prac na konkursy plastyczne. Zajęłyśmy 1 miejsce ex aequo w konkursie ogólnopolskim, a ja jeszcze 1 miejsce w międzynarodowym. Do dziś jestem paniom ogromnie wdzięczna – to właśnie dzięki nim zakiełkowała we mnie pasja oraz nieustępliwa ciekawość odkrywania sztuki z wielu perspektyw. To dzięki nim poszłam do liceum plastycznego, gdzie poznawałam kontynuowanie tego świata. Na studiach mamy narzucone tematy. Pada hasło i samodzielnie je interpretujemy. To, co tworzę, zależy od chwili i pomysłu. Większość aktów, które prezentuję na wystawie, malowałam z wyobraźni. W domu raczej kończę to, co zaczęłam na zajęciach, nie mam za wiele czasu w własną twórczość, ale czasami robię na zamówienie kopie obrazów. Wykonywałam też kopie muzealne, na przykład dla Muzeum Czartoryskich i Muzeum Erazma Ciołka w Krakowie. Poznawanie technik dawnych mistrzów jest niezwykle inspirujące i lubię to. Moim marzeniem jest ujednolicenie swojego warsztatu, ale ta wystawa też mówi, żeby nie trzymać się jednej drogi, żeby wykraczać poza swoje granice, szukać innych schematów niż mamy w głowie i żeby bawić się sztuką, bo ma to sprawiać przyjemność. Niedawno odkryłam technikę witrażu, stworzyłam dwa i jest to dla mnie dobra zabawa.

Wiktoria i jej bliscy zdradzili, iż artystyczne zamiłowania dziedziczą w genach. Pradziadek młodej artystki pięknie malował, rodzina ze strony taty jest uzdolniona manualnie. W rodzinie są też muzycy, jeden z dziadków grał w trzech zespołach, mama ma doskonały słuch muzyczny i grała na fortepianie. Wiktora też nie poprzestaje jedynie na malowaniu, grała również na perkusji i keyboardzie, jeździła konno, trenowała akrobatykę, uczęszczała do Miejskiego Ośrodka Kultury na zajęcia z ceramiki. Jej wystawę fotografii od wczoraj można podziwiać w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie. Fotografuje architekturę i przyrodę, na zdjęciach stara się też łączyć człowieka z naturą i architekturą.

– Bardzo lubię Świdnik, bo rozwinęłam się tutaj artystycznie. Jestem wdzięczna za możliwości, które miałam. Mocno wspiera mnie cała rodzina. Babcia z lękiem wysokości weszła na wieżę katedralną, żebym mogła zrobić jej zdjęcie w przebraniu pomarańczarki. Fotografia zdobyła wyróżnienie w konkursie – dodaje Wiktoria Matysiewicz.

aw

Idź do oryginalnego materiału