WIelkanoc po nowemu? To kłamstewko uratowało święta. "Teściowa powiedziała, iż lepszego nie jadła"

gazeta.pl 2 godzin temu
- Na zeszłoroczne święta kupiłam w markecie pasztet. To była w zasadzie ostatnia deska ratunku, bo nie miałam ani sił, ani też ochoty, by stać przy garach. Catering nie wchodził w grę, bo było zwyczajnie za późno, by go zamówić - opowiada Agnieszka. - W domu wyrzuciłam oryginalne opakowanie, całość włożyłam do foremki. Na świątecznym śniadaniu modliłam się, by nikt nie zapytał o przepis. Bo pasztet zrobił furorę. Teściowa powiedziała, iż lepszego nie jadła - dodaje moja rozmówczyni.
Czas przed każdymi świętami w większości polskich domów wygląda w zasadzie tak samo. Gorączka zakupów, wielkich porządków i oczywiście gotowania. - Święta kojarzą mi się z zapachem proszku do prania i pasty do czyszczenia podłóg. I z brakiem czasu w nic - opowiada Agnieszka. - Po sprzątaniu zawsze trzeba było jeszcze zrobić mięso, upiec ciasta i pamiętać o sałatkach. Jak dorosłam, wiedziałam, iż tak wcale nie musi być. Nie chciałam tego ani dla siebie, ani dla swoich dzieci. Wrzuciłam na luz i to tak bardzo, iż w Wielką Sobotę, zanim sklepy zostaną zamknięte, ja szukałam tego idealnego pasztetu - wspomina.

REKLAMA







Zobacz wideo Zwyciężczyni MasterChefa pokazała, jak robi majonez. Zdradziła swój sekret



Święta po nowemu? Mama wprowadza nową tradycję
- Lubię gotować. Lubię od czasu do czasu zaskoczyć moich bliskich jakimś fajnym daniem, ciastem, a choćby prostą sałatką. Tylko trzeba mieć na to czas. Wtedy, przed tymi świętami, nałożyło się u mnie sporo rzeczy na już. Praca, choroba dziecka, sprawy, które trzeba było od razu załatwić. Nie było czasu w mycie okien i szorowanie futryn. Starłam kurze, przebrałam pościel i umyłam podłogi. Wielkanocne potrawy miałam zamówić w restauracji, ale i to wypadło mi z głowy. Dzień przed obdzwoniłam wszystkie dostępne restauracje, ale żadna nie miała już ani faszerowanych jajek, ani pasztetu - opowiada Agnieszka.
Kobieta w rozmowie z nami przyznaje, iż była zmęczona nie tylko sprawami, które trzeba było ogarnąć, ale i presją nałożoną na kobiety. - Nie chciałam stać przy garach. Wolałam wolną sobotę spędzić z dzieckiem na malowaniu pisanek i innych zabawach. Pojechałam do marketu z samego rana, by kupić pasztet. Farsz do jajek podrzuciła mi koleżanka, bo u niej standardowo 'wyszło za dużo'. W niedzielę rano wszystko zapakowałam i pojechaliśmy do teściów - dodaje.


Agnieszka w swojej opowieści przyznaje, iż świąteczna wizyta u rodziny lekko ją stresowała.
Zjechała się cała rodzina, było nas prawie 20 osób. Teściowa cały tydzień szykowała jedzenie, ja miałam przywieźć tylko wielkanocny pasztet i faszerowane jajka. Stół oczywiście uginał się od smakołyków i trochę liczyłam, iż nikt nie zwróci uwagi na ten nieszczęsny pasztet. Tu jednak zaskoczenie, bo pierwsza po odkrojony kawałek sięgnęła moja teściowa. I tu duże zaskoczenie, bo zamiast słów: 'Jest za mało słony', usłyszałam pochwałę. Ten pasztet był hitem ostatnich świąt
- mówi Agnieszka. - A co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Że ikt nie wie, iż był z marketu. Coś czuję nosem, iż to będzie moja nowa, wielkanocna tradycja - dopowiada.



Święta bez presji? Coraz więcej Polek odpuszcza "mycie okien dla Jezusa"
Polacy coraz śmielej odchodzą od wielkanocnych zwyczajów. Wybierają czas z rodziną zamiast pucowania podłóg i polerowania okien. Wielu z nich deklaruje również, iż chcąc naprawdę odpocząć, wybierają wyjazdy i zagraniczne wycieczki. Potwierdzają to najnowsze analizy branży turystycznej, z których wynika, iż Wielkanoc coraz wyraźniej staje się dla Polaków okazją do krótkich wyjazdów i odpoczynku poza domem.
Jak czytamy na portalu biznesinfo.pl, podróże krajowe wciąż dominują nad zagranicznymi (stanowiąc około 80 proc. wszystkich wyjazdów według danych GUS), zmienia się jednak struktura grupy podróżującej. Jednym z najsilniejszych trendów są wyjazdy wielopokoleniowe - rodzice zabierają na świąteczny weekend nie tylko dzieci, ale i dziadków.
W tym roku święta będziemy spędzać na Malcie. Lecimy całą rodziną, bo oprócz dzieci zabieramy jeszcze moją mamę. Po śmierci ojca została sama. Wspólnie podjęliśmy decyzję, iż zamiast tradycyjnego żurku i białej kiełbasy, będzie fajny hotel z basenem i nowe smaki potraw. Doczekać się nie mogę
- zaznacza nasza czytelniczka Olga.
A Ty, co sądzisz o spędzaniu świąt poza domem? Napisz na adres: anita.skotarczak@grupagazeta.pl
Idź do oryginalnego materiału