Wizyta ciotki, łzy żony – czyli jak jedna noc zmieniła życie Roberta i jego małżeństwo na test rodzinnej cierpliwości

newsempire24.com 1 dzień temu

W nocy dzwonek do drzwi wyrwał Roberta ze snu. Po drugiej stronie łóżka jego żona, Malwina, zaczynała się budzić. Delikatnie pogładził ją po ramieniu:
Kochanie, zostań, ja pójdę zobaczyć, kto to. powiedział cicho.

Zsunął się z łóżka, podszedł do drzwi i mamrocząc pod nosem zapytał:
Kto tam, o tej porze?

Gdy otworzył drzwi, w korytarzu stała ciocia Zofia, z ogromną torbą w dłoni. Za nią chodził w tę i z powrotem jej mąż, wujek Janusz.

Mój drogi siostrzeńcu! wykrzyknęła ciocia. Nie cieszysz się, iż mnie widzisz? Chodź tutaj i przytul ciocię! rzuciła się na Roberta z uściskiem jakby chciała go udusić na miejscu.
To już po spokoju pomyślał z rezygnacją Robert, wnosząc bagaże ciotki do środka.

Reszta nocy to był totalny rozgardiasz. Ciocia Zofia nie zgodziła się spać na kanapie, bo podobno była za twarda. Potem kazała Robertowi, żeby może on jej przygotuje do spania, bo sama na pewno nie da rady.

Malwina patrzyła na wszystko z przerażeniem. Minęła ledwie godzina od przyjazdu cioci, a ta już wywróciła cały ich świat do góry nogami. W końcu wszyscy znaleźli się w łóżkach ciocia z wujkiem rozgościli się w sypialni, a Robert z Malwiną zesłani zostali do salonu na niewygodną kanapę.

Jak myślisz, jak długo tu jeszcze posiedzą? szepnęła Malwina, kiedy stawiała przed Robertem talerz z jajecznicą.
Nie wiem. Zapytam jak wrócę z pracy.

Malwina nasłuchiwała nerwowo chrapania z sypialni, po czym powiedziała:
Robert, boję się ich. Przyjdź dzisiaj wcześniej jeżeli dasz radę.
Postaram się. odparł, po czym wyszedł z mieszkania.

Po powrocie Robert zastał pięknie nakryty stół.
Chodź, siostrzeńcu, świętujemy spotkanie rodziny! zawołała ciotka z kuchni.
Malwina szepnęła mu na ucho:
Tak się cieszę, iż już jesteś…

Zasiedli wszyscy do obiadu.
Ciociu Zosiu, długo już tu jesteście? zaczął ostrożnie Robert.
Już nas wyganiacie? burknęła urażona ciocia, patrząc wieloznacznie na wujka.
Przestań, możesz z nami zostać ile chcesz, przecież ciocia to rodzina odpowiedział zmieszany Robert.

No to zostajemy u was… na zawsze! Sprzedaliśmy nasze mieszkanie, a wy zostaliście nam jedyni. Przecież nie wyrzucisz cioci na bruk, prawda? dodała teatralnie, wycierając łzę z policzka.

Szczęka opadła Robertowi, a Malwina wstała i w milczeniu wybiegła z jadalni, zaszlochawszy za drzwiami. W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Wujek Janusz spokojnie kończył sałatkę.

No i czemu się nie odzywasz? warknęła ciocia do męża. Ty tylko jesz, a powiedzieć byś coś mógł!
Zgadzam się z tobą, kochanie odparł flegmatycznie.

Ty ciamajdo! skrzywiła się mówiąc do niego Wszystko tu załatwiam, a on tylko przytakuje. Jaki z niego facet? zwróciła się do Roberta. Szczęśliwy jesteś, siostrzeńcu?
Możecie zostać, ile tylko chcecie powiedział cicho Robert, słysząc ciche łkanie Malwiny na korytarzu.

Zebrał się, by ledwie tknąć swoją porcję obiadu. Wujostwo jedli tak energicznie, iż aż mu uszy więdły.

Gdy Zofia skończyła jeść, rozparła się zadowolona na krześle:
Jestem najedzona. Żartowałam, Robercie, przecież nie zostajemy na zawsze. Jesteśmy tylko na badania do szpitala, pewnie zostaniemy trzy dni. Ale muszę przyznać, dobrze się spisałeś trochę się przestraszyłeś, ale nie dałeś tego poznać. Pamiętaj, iż po mojej śmierci to ty dziedziczysz moje mieszkanie, bo nie mamy nikogo więcej. Jesteś naszym jedynym spadkobiercą.

Robert odetchnął tak głośno z ulgą, iż aż się rozchmurzył:
Oby ciocia sto lat żyła, naprawdę!

Przez te kilka dni wizyty Malwina prawie się nie odzywała, była wiecznie zapłakana, bo nic się cioci nie podobało: zupa była za słona, kotlety za twarde, pranie źle wyprane, a podłogę źle umyła.

Przy pożegnaniu, ciocia nachyliła się Robertowi do ucha:
Jak mogłeś się ożenić z taką beksą? Jest w ciąży? Ona tylko płacze i płacze.

Ledwo drzwi zamknęły się za ciocią i wujkiem, Malwina zaczęła tańczyć po salonie:
Może już nigdy tu nie wrócą! wykrzyknęła z nadzieją.
Nie wiem, chyba cioci się podobało…
Ja już nie wytrzymam! jęknęła Malwina.

Nagle znowu zadzwonił dzwonek.

Serio, znowu oni? poderwał się Robert. O, cały szczęście, to tylko budzik! roześmiał się, bo zapowiadał się naprawdę świetny dzień.

Idź do oryginalnego materiału