W pewnym domu mieszkała matka, a pośród jej bliskich kobieta, którą los przedstawił jako córkę przyjaciółki Haliny.
Wakacyjny wyjazd na słoneczne wybrzeże Zatoki Złotej zakończył się niespodziewaną ciążą, a później narodzinami małej Jadzi. Dziewczynka była oliwkowa, o czarnych oczkach, jakby wpatrywała się w niebo pełne bursztynowych chmur.
Halina pracowała, a jej córka opiekowała się malutką Jadzią, ale wieczorami uciekała od codzienności, szukając ukojenia w cichych zaułkach snu. Czasem przyprowadzała kogoś ze sobą; matka o tym wiedziała, ale nie wtrącała się w prywatne sprawy.
Gdy Jadzia skończyła pięć wiosen, Halina oznajmiła, iż odchodzi do mężczyzny. Los wplatał swoją nici, a on nie miał pojęcia o dziecku. Prosiła matkę, by Jadzia mogła zamieszkać z nią.
Matka musiała wymienić pracę na skromną emeryturę, a Halina od czasu do czasu wrzucała do kartki kilka złotych, by przetrwać.
Jadzia tęskniła za matką, wpatrywała się w okno, drżała przy każdym stukocie w klatkę schodową. Halina pojawiała się coraz rzadziej, przesyłając pieniądze na kartę.
Pewnego dnia postanowiła odwiedzić córkę. Kupiła prezenty, słodycze i zjawiła się pod wieczorem, gdy Jadzia po kąpieli siedziała w piżamie przed telewizorem, oglądając ulubiony program Dobranoc, mali. Gdy usłyszała głos matki, wyskoczyła z kanapy, rzuciła się na Halinę i przytuliła ją mocno:
Mamusiu, kochana! Tęskniłam tak bardzo! Kocham cię!
Jadziu, przyjmij mnie delikatniej, bo ból mnie męczy, odpowiedziała matka, starając się rozluźnić maleńkie rączki.
Dziewczynka trzymała się tak mocno, iż matka ledwo uwolniła jej małe dłonie. Wtedy Jadzia objęła ją po kolanach:
Nie odejdziesz? Nie zostawisz mnie już? Będziemy razem na zawsze?
Poczekaj jeszcze, Jadziu, niedługo przyjdzie mama i zabierze cię, rzekła Halina, ale teraz muszę iść.
W tej chwili siedziałam w kuchni, łzy lały się jak grad. Halina szukała w apteczce walerianu. Po pożegnaniu, trzask drzwi, Jadzia usiadła na podłodze, ręce złożone na kolanach, nie płakała, po prostu wpatrzyła się w jedną pustą kropkę.
Mama mnie nie kocha, zostawiła mnie. Nie mam taty. Wszyscy go mają, a ja nie.
Dziewczynko, ja tu jestem, powiedziała babcia, podnosząc Jadzię z podłogi.
Jadzia przytuliła babcię, położyła głowę na jej ramieniu.
Babciu, opowiesz mi bajkę o kogutku i lisiczce?
Oczywiście, zaraz położę cię i opowiem.
Machnęłam ręką do przyjaciółki, sygnalizując, iż odchodzę; ona odparła mi spojrzeniem pełnym milczenia.
Niech Bóg da zdrowie babci, niech wyrośnie dziecko pomyślałam, a w tle rozbrzmiewał szept, iż może matka jeszcze się odwróci. W życiu zdarzają się różne rzeczy.
Wspominam jeszcze jedną historię z czasów PRL, gdy kobieta połączyła się z mężczyzną i nie wyjawiła dziecka. Po roku wszystko wyszło na jaw, gdy potrzebna była pomoc lekarska. Mężczyzna, gdy dowiedział się, jak potraktowano jego potomstwo, rzucił ją i rzekł, iż nie potrzebuje takiej matki dla swoich przyszłych dzieci.
Mimo to wciąż wierzę w lepsze jutro.






