– Wnuki owoce widują raz w miesiącu, a ona swoim kotom kupuje drogi karmę – wścieka się synowa, oskarżając mnie o bezduszność… Synowa postanowiła mnie zawstydzić, iż jej dzieci owoce widują raz w miesiącu, a ja swoim kotom kupuję porządną karmę. Ale faktem jest, iż dzieci mają ojca i matkę, którzy powinni dbać o ich zbilansowaną dietę, a moje koty mają tylko mnie. Kiedy powiedziałam synowi i jego żonie, iż czas przystopować z powiększaniem rodziny, usłyszałam, żeby mi się nie wtrącać. Nie wtrącam się więc. Karmię swoje koty i słucham pretensji synowej, która wszystko wie najlepiej.

newskey24.com 9 godzin temu

Wnuki owoce widują raz w miesiącu, a ona swoim kotom kupuje najdroższą karmę! złości się synowa, zarzucając mi brak serca…

Synowa próbuje mi wcisnąć poczucie winy iż jej dzieci owoce oglądają tylko na zdjęciach, a ja swoim futrzakom kupuję porządną karmę. Ale problem polega na tym, iż te dzieci mają ojca i matkę, którzy powinni zadbać o ich pożywienie. Moje koty mają tylko mnie. Kiedy kiedyś odważyłem się wspomnieć synowi i synowej, iż czas chyba przystopować z powiększaniem rodziny, to usłyszałem, żebym się nie wtrącał w nieswoje sprawy. No to się nie wtrącam. Karmię koty i słucham utyskiwań wiecznie zmartwionej synowej.

Ślub syna odbył się, kiedy synowa już była w ciąży. Oboje utrzymywali, iż to wielka miłość, a dziecko to zupełny przypadek. Po prostu tak się złożyło. Kiwałem tylko głową, bo cóż innego człowiekowi pozostało. Syn dorosły, niech sam ponosi konsekwencje swoich wyborów.

Synowa przed macierzyńskim pracowała jako kasjerka w Biedronce. Większość ciąży spędziła na zwolnieniu lekarskim skarżyła się, iż nie daje rady z klientami, bo ci co chwila szukają zaczepki. Charakterek miała niełatwy i raczej do spokojnych nie należała, więc w te konflikty wierzę bez zastrzeżeń.

Tak naprawdę to czy synowa jest miła, czy nie, nie obchodziło mnie zbytnio, bo każdy mieszkał osobno. Ja miałem swoją kawalerkę, a syn z żoną trzypokojowe mieszkanie na kredyt, które kupił jeszcze przed weselem. Mieliśmy kiedyś z synem to trzypokojowe, byłem właścicielem. Sprzedałem je, kupiłem sobie skromniejszą kawalerkę, a syn swój udział zainwestował w nowe, większe mieszkanie na kredyt.

Po co ci teraz taka duża trójka, przecież to kupę pieniędzy kosztuje próbowałem przemówić mu kiedyś do rozsądku, gdy jeszcze nic nie wspominał o ślubie. Potem wszystko stało się jasne.

Syn sam spłacał kredyt, bo żona na zwolnieniu i zaraz po porodzie nie pracowała, za to wydawała pieniądze z niezwykłą swobodą. Nic dziwnego, iż wiecznie byli pod kreską.

Nie wtrącałem się do ich życia nie chciałem później być winny wszystkiemu. Syn wybrał taką żonę jego sprawa. Nie mieszkamy razem, więc nie ma o co się kłócić. Niech żyją, jak chcą.

Swoją drogą, syn kupił mieszkanie tuż obok mnie, więc wpadał czasami na obiad po pracy. Gotowaniem żony nie fatygował narzekała, iż zapach gotowanego ją mdli. Bardzo możliwe, sprzeczać się nie będę.

Kiedy urodził się pierwszy wnuk, myślałem, żeby pomóc młodym, ale gwałtownie dostałem delikatnie, ale stanowczo do zrozumienia, iż poradzimy sobie sami dla wsparcia mają internet i własną mamę. No to sobie poradzcie. Od tamtej pory przychodziłem jedynie pogłaskać wnuczka, przynieść podarek, pobawić się chwilę. O pomocy już nie wspominałem.

Syn dźwigał ten kredyt, żonę, dziecko nie narzekał, wiedział, iż sam dokonał wyborów. Mógłbym go dokarmić obiadem, czasem pocieszyć. Powtarzałem, iż żona wróci do pracy, dzieci podrosną, będzie łatwiej.

Ale synowa nie zamierzała wracać. Kiedy pierwsze dziecko miało niecałe dwa lata, odkryłem, iż znów jest w ciąży. Zasugerowałem, czy może lepiej się wstrzymać, bo jak tak dalej pójdzie, to nie starczy im na nic. Dostałem za swoje.

Niech się pan nie wtrąca! Dawajcie sobie radę sami, my was o pomoc nie prosimy! powiedziała mi dość ostro.

Syn bąknął coś o 500+, iż to pomoże. No trudno, skoro tak uznali, niech sami się martwią. Stosunki z synową nigdy nie były cudowne, a po tej rozmowie ograniczyłem kontakty. Wnuka przyprowadzał czasem syn. Do nich nie zaglądałem.

Żyłem swoim życiem, syn swoim. Syn niejednokrotnie żalił się, iż brakuje im kasy, a między wierszami wyczuwałem, iż i w domu bywa gorąco. Nie komentowałem. Co miałem poradzić? Rozwiedź się? Pogadaj z żoną? Zmień pracę? Przecież to nie takie proste.

Potem urodził się drugi wnuk. choćby na wyjście ze szpitala mnie nie zaprosili. Było mi przykro, ale się nie narzucałem. Po co robić z siebie głupka, skoro synowa i tak już mnie skreśliła, a syn nie ma odwagi się jej postawić.

Po raz pierwszy zobaczyłem drugiego wnuka, jak miał już siedem miesięcy pozwolili mi przyjść na urodziny starszego. Przyniosłem prezenty dla obu, parę rzeczy na stół, wiedząc, iż z pieniędzmi cienko. Posiedziałem i wyszedłem, a synowa chodziła z miną jakby przynajmniej królowa ją odwiedziła, a ja powinienem być wdzięczny, iż mogę być.

Cóż, nie będę łasił się do każdej zadufanej osóbki. Nie narzucałem się więcej, a oni też mnie nie zapraszali. Starałem się mieć kontakt z wnukiem, którego czasem przyprowadzał syn, ale młodszy był cały czas pod czujnym okiem mamy.

A finansów w ich domu jak nie było, tak nie ma. 500+ wrzucone do kredytu nie pomogło. Coraz częściej syn żalił się, iż synowa nie potrafi oszczędzać, a i on przecież nie zarabia kokosów. Znów milczałem.

Ostatnio spotkałem synową przypadkiem w Lidlu. Zauważyłem od razu, iż znów jest w ciąży. Zerknęła do mojego koszyka.

No właśnie! Wnuki widzą owoce raz w miesiącu, a ona kotom najdroższą karmę kupuje niemalże syknęła i zaraz, ciągnąc starszego za rękę, oddaliła się.

A kto jest winien temu, iż ja mogę sobie pozwolić na porządną karmę dla zwierząt, a oni dzieciom nie mogą kupić owoców? Wie, iż problem z pieniędzmi, kredyt, syn nie zarabia dobrze, ale rodzi dzieci jedno po drugim. Może by tak poszła do pracy i zarobiła na te owoce? Czemu to ja mam sobie tym głowę zawracać?

Teraz to już jestem pewien, iż i kontakt z wnukami mi zabroni bo jestem przecież złą babcią, co nie leci z każdą złotówką do rodziny syna. Trzeba mieć własny rozum, ale synowa chyba nie ma. Najbardziej boli mnie, iż mój syn chyba też.

Idź do oryginalnego materiału