Wiesz co, aż muszę Ci się wygadać Daria, moja synowa, znowu się na mnie obraziła, bo cytując ją wnuki owoce widzą raz na miesiąc, a ty swoim kotom kupujesz drogie żarcie. Słucham tego od niej regularnie, niby żeby mnie zawstydzić, iż rzekomo bardziej się troszczę o koty niż o jej dzieci. Ale, kochana, no naprawdę! Każde stworzenie musi mieć opiekuna jej dzieci mają rodziców, a moje koty mam tylko ja.
Kiedyś im choćby delikatnie tłumaczyłam, żeby trochę zwolnili tempo z powiększaniem rodziny, bo żyje się coraz ciężej. Dostałam wtedy solidnie po uszach, żebym się nie wciskała, gdzie mnie nie proszą. No to się nie wciskam. Dbam o swoje futrzaki, kupuję im dobry pokarm i już choćby nie dyskutuję z tą wiecznie zbulwersowaną synową.
Ślub Piotrka (to mój syn) i Darii był, bo już była w ciąży. Oni zaklinali się, iż z miłości, a ciąża przypadek. Może i tak, nie mnie oceniać, coś tam pod nosem mruknęłam, ale masz rację: dorosły chłop, powinien wiedzieć, co robi.
Daria przed ciążą była kasjerką w biedronce. Niemal całą ciążę na zwolnieniach, bo nie dawała rady z klientami, ponoć przez stres i wieczne kłótnie w sklepie. Ja jej w sumie wierzę, ona nigdy nie była specjalnie spokojna i cierpliwa, więc sceny są jej stylistyką.
Mnie ten jej charakter pasował o tyle, iż mieszkaliśmy osobno. Ja mam swoje M2, a oni mają trzypokojowe mieszkanie na kredyt, które Piotrek wziął tuż przed ślubem. Wcześniej mieszkaliśmy razem w moim mieszkaniu, ale sprzedaliśmy je, ja kupiłam sobie mniejsze, a syn zainwestował swoją część w nowe lokum z kredytem na głowie.
Pytałam wtedy: Po co ci takie duże mieszkanie, po co się pakować w taki wydatek?. Ale potem sprawa się wyjaśniła była ciąża i ślub, więc wiadomo.
Całą ratę za kredyt spłacał Piotrek, bo Daria w ciąży i praktycznie ciągle na zwolnieniu, do domu nic nie wnosiła, za to chętnie wydawała. Tam zawsze był problem z kasą, u nich zawsze pusto w portfelu.
Nie chciałam się mieszać, żeby potem nie wyszło, iż to ja mam być kozłem ofiarnym. Wybrał sobie żonę, niech ma. Mnie ich dom nie interesuje nie trzeba dzielić garów, nie trzeba dzielić łazienki. Ich życie, ich sprawa.
Mieszkanie kupili blisko mnie, więc Piotrek czasem wpadał po pracy na obiad. Daria rzadko coś gotowała, ciągle twierdziła, iż zapachy ją odrzucają. Może i prawda, kto wie.
Jak urodził się pierwszy wnuk, sądziłam, iż będę mogła im trochę pomóc, pierwsze dziecko i w ogóle, ale wyproszono mnie jasno i precyzyjnie Daria powiedziała, iż się ze wszystkim sama ogarnie, ma internet i własną mamę. No to proszę bardzo, nie narzucam się. Od tamtej pory wpadałam tylko zobaczyć wnuka, pobawić się, coś słodkiego przynieść, ale już nigdy nie proponowałam pomocy.
Kredyt, żona i dziecko Piotrkowi było ciężko, ale nie narzekał, swoje wybrał, wiedział, co robi. Mogłam go najwyżej nakarmić, pogłaskać po ręku i pocieszyć, iż za jakiś czas będzie lżej jak żona wróci do pracy.
A ona wracać do roboty nie zamierzała. Jak najstarszy skończył niecałe dwa lata, znowu zaszła w ciążę. Próbowałam zasugerować, żeby trochę wyluzowali z tym zwiększaniem populacji, dostałam ochrzan od synowej, cytuję: Niech się pani nie wtrąca! My wsparcia nie potrzebujemy! puentowała z dumą.
Piotrek coś bąkał o 500+ i iż to będą mieli wsparcie, jakimś cudem umotywował sobie kolejne dziecko. Dobra, ich sprawa, niech robią, co chcą. Z Darią zawsze miałam chłodne stosunki, a po tym jak mnie opieprzyła, kontakt z nią adekwatnie się urwał. Syn czasem przyprowadzał starszego do mnie, na mlodszego nie miałam szans.
Życie swoje, syn swoje. Często narzekał, iż brakuje im pieniędzy, a z rozmowy wynikało, iż w domu nie za wesoło szczerze mówiąc, nie wiedziałam już, co radzić. Rozwód? Zmiana pracy? Gdyby to takie proste było
Na świat przyszedł drugi wnuk. choćby mnie na odebranie ze szpitala nie poproszono. Bolało, nie powiem, ale się nie narzucałam. jeżeli Daria już mnie wykluczyła, a Piotrek nie umie postawić się żonie trudno, samej robić z siebie błazna nie będę.
Drugiego wnuka zobaczyłam pierwszy raz, kiedy miał już siedem miesięcy pozwolili mi przyjść na urodziny starszego. Przyniosłam prezenty dla obydwu, jakieś ciasto, wiedziałam, iż biednie z kasą. Posiedziałam chwilę, Daria chodziła po domu jak obrażona księżniczka, z miną jakby mi łaskę robiła.
Już nie mam ochoty zabiegać o względy każdej zadufanej w sobie dziewoi, co uważa się za pępek świata. Sama się nie narzucam do nich, oni mnie też nie zapraszają. Z starszym wnukiem widzę się dzięki Piotrkowi, młodszego Daria na razie do mnie nie puszcza.
Finanse przez cały czas w ruinie. 500+ i dołożenie do kredytu nic nie zmieniło. Piotrek coraz bardziej narzeka, iż się kłócą o pieniądze iż Daria nie potrafi oszczędzać, a on przecież nie jest żadnym biznesmenem. I znowu milczę, co mam doradzić?
Niedawno spotkałam Darię w sklepie. Widzę brzuch już rośnie, kolejny maluch w drodze. Zerkasz mi, co mam w koszyku i znowu to samo:
Proszę bardzo! Wnuki raz w miesiącu dostają jabłko, a kotom dobre jedzenie! rzuciła przez zęby, pociągnęła starszego za rękę i wyszła obrażona.
No czyja to jest wina, iż ja potrafię ogarnąć sobie środki na życie i na zwierzaki, a im na dzieci nie starcza choćby na owoce? Wie, iż pieniędzy brak, kredyt do spłaty, mąż ledwo sobie radzi, a kolejne dziecko robi to niech idzie do pracy, zarobi na jabłka. To ja mam się tym martwić?
Jestem pewna, iż teraz to już całkiem powie Piotrkowi, żeby wnuków do mnie nie przyprowadzał przecież nie jestem prawdziwą babcią, bo nie wypruwam sobie żył, żeby im oddać ostatni grosz. Ale powiedz mi czy naprawdę wszystko musi się kręcić wokół niej? Bez komentarza Szkoda gadać. Najgorsze, iż Piotrek chyba też nie ma swojego zdania ręce opadają.







