„Wnuki owoce widują tylko raz w miesiącu, a ona swoim kotom kupuje drogie karmy! – denerwuje się syn…

polregion.pl 5 godzin temu

Wnuki owoce widują raz na miesiąc, a ona swoim kotom kupuje drogi pokarm pyskuje Karolina, moja synowa, zarzucając mi bezduszność…

Karolina ostatnio bardzo przejęła się moim okrucieństwem, bo jej dzieci owoc mogą zobaczyć od wielkiego dzwonu, a ja swojej kociej czwórce kupuję najlepszą karmę z rynku. Rzecz w tym, iż dzieci mają swoją mamę i tatę oni powinni troszczyć się o pełnowartościowe żywienie. A moimi kotami opiekuję się tylko ja. Gdy napomknęłam kiedyś, iż Filip i Karolina powinni chyba przystopować z tym przyrostem naturalnym, usłyszałam abym nie wtrącała się w nie swoje sprawy. No to się nie wtrącam. Karmię koty i słucham od Karoliny jej macierzyńsko-moraliścińskich pretensji.

Ślub Filipa z Karoliną był trochę jak zderzenie tramwaju z bocianem. Ona już była w ciąży, a oni zarzekali się, iż ślub to wyłącznie wielka miłość, a ciąża to taki przypadek losu. Ja tylko prychnęłam pod nosem, ale już nic nie komentowałam. Filip był dorosły, niech ponosi konsekwencje swoich wyborów.

Karolina pracowała zanim zaszła w ciążę jako kasjerka w Biedronce. Prawie całą ciążę była na L4, bo mówiła, iż nie daje rady z klientami, co wiecznie chcą się o coś kłócić. Zresztą, ona sama ma temperament barani, więc w te kłótnie wierzę bez wątpliwości.

Mnie to w gruncie rzeczy mało interesowało, bo od początku mieszkaliśmy osobno. Ja we własnej kawalerce na Pradze, a Filip z żoną, z kredytem hipotecznym na głowie, trzy ulice dalej. Trójka którą przed ślubem dzielił ze mną została sprzedana, ja kupiłam sobie kawalerkę, a Filip zainwestował swoją część w kolejną trójkę na kredyt.

Po co ci trójka teraz, to tyle dopłacania chciałam go przekonać na początku, gdy nic o ciąży nie wiedziałam. Później wszystko się wyjaśniło.

Kredyt Filip spłacał sam. Karolina, wiecznie na zwolnieniu i potem na urlopie macierzyńskim, nie dokładała nic, choć wydawała pieniądze z rozmachem. Pieniędzy ciągle im brakowało.

Starałam się w ich życie nie mieszać, żeby potem nie zostać winną wszystkiemu. Syn sam wybrał sobie żonę, więc pasuje mu taki układ. Ja jestem daleko od nich, nie musimy dzielić garnków ani pralki. Niech sobie żyją jak chcą.

Filip wybrał mieszkanie blisko mnie, często po pracy wpadał na obiad. Karolina nie kwapiła się z gotowaniem, twierdziła, iż zapach jedzenia ją brzydzi. No trudno, mogło tak być. Nie dyskutowałam.

Gdy urodził się pierwszy wnuk, pomyślałam, by może pomóc Karolinie, ale gwałtownie wyproszono mnie za drzwi. Powiedziała, iż poradzi sobie sama, a rady to dostaje z Internetu i od swojej mamy. No to ja łatwo odpuściłam. Od tego czasu tylko wpadałam z prezentem czy ulubionym ciasteczkiem wnuka i wychodziłam.

Filip naprawdę miał pod górkę. Spłata kredytu, żona, dziecko to trudna logistyka, ale przecież sam tego chciał. Ja mogłam najwyżej go nakarmić, pogadać, pocieszyć. Mówiłam, by się nie martwił: dziecko podrośnie, Karolina wróci do pracy i wszystko nabierze rumieńców.

Ale Karolina nie zamierzała wracać do pracy. Gdy pierwszy wnuk miał prawie dwa latka, znowu była w ciąży. Dyskretnie zasugerowałam, iż chyba przesadzają z realizacją programu 500+, na co natychmiast usłyszałam:

Niech się pani nie wtrąca! Sami sobie radzimy. Nie korzystamy z niczyjej pomocy! oznajmiła mi Karolina.

Filip coś tam wymamrotał o dodatkowych świadczeniach, iż to jakieś wsparcie. No dobrze, ich wybór. Moje relacje z Karoliną zawsze były takie sobie, a po tej uwadze zupełnie się urwały. Od czasu do czasu Filip przyprowadzał mi starszego wnuka, a ja do nich się nie wtrącałam.

Żyłam sobie po swojemu, a Filip po swojemu. Często żalił się, iż pieniędzy nie mają na nic, a i w ich małżeństwie bywa burzliwie. Ale ja milczałam. Cóż miałabym doradzić? Rozwód? Rozmawiaj z żoną? Zmień pracę? To przecież nie jest takie proste.

Potem urodził się drugi wnuk. Mnie choćby nie zaprosili do szpitala ani na powitanie. Bolało, ale nie zamierzałam się narzucać. Widocznie Karolina swoje już o mnie postanowiła, a Filip nie śmiał jej się sprzeciwić.

Drugiego wnuka zobaczyłam pierwszy raz, gdy miał już siedem miesięcy. Pozwolili mi przyjść tylko na urodziny starszego, przyniosłam upominki i lekki poczęstunek, bo wiedziałam, iż na szaleństwa ich nie stać. Posiedziałam dwie godziny. Karolina łaziła po domu z miną jakby robiła mi łaskę, a ja miałam paść jej do stóp.

Nie mam już siły gonić za każdą obrażoną panienką, więc nie narzucam się do odwiedzin. Oni też mnie nie zapraszają. Rozmawiam ze starszym wnukiem, gdy Filip go przyprowadza młodszego matka mi jeszcze nie oddała.

Z pieniędzmi u Filipa się nie poprawiło. Kolejna wypłata, kolejne raty do banku, a świadczenia poszły w kredyt i na chleb. Filip coraz częściej wspominał, iż kłócą się o pieniądze. Karolina nie umie oszczędzać, ja też nie zarabiam jak Orlen… Ja tylko milczę.

Ostatnio spotkałam Karolinę przypadkiem w Lidlu. Zauważyłam, iż znów jest w ciąży. Rzuciła okiem na koszyk pełen Whiskasa i owoców.

No tak! Dzieci raz w miesiącu widzą kiwi, a ona swoim kotom kupuje karmę za pół emerytury! niemal wypluła przez zęby, po czym szarpnęła starszego wnuka za rękę i odeszła.

A kto tu winny, iż ja mogę sobie pozwolić na dobrą karmę dla zwierząt, a jej dzieci nie mogą sobie warzywa czy owocu odmówić? Wie, iż z kasą krucho, kredyt spłacać trzeba, a ona trzecie dziecko na świecie szykuje. Może by chociaż na truskawki dzieciom zarobiła, zamiast na mnie liczyć? Czemu to ja mam martwić się głową o dzieci Karoliny?

Teraz to się pewnie jeszcze bardziej obrazi i zakaże mi widywać wnuki, bo nie jestem tą adekwatną babcią, która oddałaby ostatni grosz rodzinie syna. Ale każdy musi żyć po swojemu. Tylko iż u Karoliny tego swojego najwyraźniej brakuje. Najgorsze jest jednak to, iż i u mojego Filipa z tym chyba niezbyt dobrze…

Idź do oryginalnego materiału