Wspomnienia absolwentów „Mechanika”. „Była dyscyplina! Grzeczność i dobre zachowanie było wymagane od wszystkich uczniów”

esanok.pl 9 godzin temu

Kontynuujemy cykl „Wspomnienia absolwentów Mechanika”, w którym dawni uczniowie Zespołu Szkół nr 2 w Sanoku wracają pamięcią do szkolnych czasów, nauczycieli, surowych zasad i atmosfery, która kształtowała całe pokolenia.

Tym razem swoimi wspomnieniami dzieli się pan Tadeusz Drwięga – uczeń Technikum Mechanicznego w latach 1962–1967.

Poniżej publikujemy wspomnienia, absolwenta. Tekst zachowano w oryginalnej formie.

[caption id="attachment_784010" align="alignnone" width="2048"] Wycieczka klasy Technikum Mechanicznego do Krakowa, czerwiec 1966 r. fot. Zbiory Tadeusz Drwięga[/caption]
Zdjęcie zostało wykonane podczas wycieczki do Krakowa w czerwcu 1966 r. Uczniowie są tu z wychowawcą klasy panem mgr Wojciechem Sołtysem, który uczył historii zaś w klasie piątej wiedzy o Polsce i świecie.

Egzamin do szkoły zdawałem z języka polskiego i matematyki. Trzeba było mieć dobre wyniki, bo szkoła była elitarna – uważałem, iż najlepsza w Sanoku. Do klasy wchodziło się parami. Profesorka z języka polskiego stała w drzwiach i każdy uczeń mówił „Dzień dobry”. Potem było odpytywanie.

Do dziś pamiętam zagadnienie, które mogło pogrążyć każdego ucznia: „Liryka, epika, dramat”. „Lufa” przed maturą to był dramat! W domu z każdej lekcji pisaliśmy „Sprawozdanie” – czyli notatkę. Raz na kwartał było sprawdzanie zeszytów. Wszystko musiało być na tip-top. „Ty kochasiu chcesz być technik, a masz krzywy margines???” Dobrymi ocenami z prac pisemnych z języka polskiego były +2, =3. Jedynek wtedy nie było!

Przedmioty zawodowe i praktyki

Mgr inż. A. Ćwiertnia uczył obróbki skrawaniem, maszynoznawstwa oraz automatyki. Przed klasą witał nas słowami: „Dzień dobry klasa!”, a my chórem odpowiadaliśmy: „Dzień dobry panie inżynierze!”. Można się było nasłuchać, jak się czegoś nie umiało! Strach pisać jakimi słowami krytykował brak wiedzy, ale nikt się wtedy nie obrażał.

U inż. Bodziaka był w klasie rzutnik, na którym wyświetlał slajdy. Mieliśmy ubaw, jak kolegom udało się podłożyć inne zdjęcie. Na rysunku technicznym kreśliliśmy projekty, oczywiście manualnie na specjalnych arkuszach. Profesor oceniał też pismo techniczne, dlatego każdy umiał wyraźnie i starannie pisać.

Inny przedmiot to PW – przysposobienie wojskowe. Podręcznik był grubą księgą pełną wojskowych regulaminów, które mieliśmy znać. Obowiązywał odpowiedni strój: czapka z daszkiem, biała koszula, krawat, spodnie w kant, marynarka, na której była patka z wyszytą klasą i 10 cm od ramienia przyszyta (nie przypięta!) tarcza. Bez przyszytej tarczy nie było wstępu do szkoły! Wygląd też był ważny: cierpiał każdy, kto miał za długie włosy. Można było dostać dwóję albo być wyrzuconym ze strzelnicy.

Z kolei na w-f wymagana była biała koszulka i czerwone spodenki.
Na języku obcym, wtedy tylko rosyjskim, uczyliśmy się na pamięć wierszy i trzeba je było potem napisać! Obowiązkowa była prenumerata „Murziłki” – czasopisma dla młodzieży.
Czym były preparatki? Odpowiadało się zwykle przy biurku nauczyciela i trzeba było podejść z zeszytem i preparatką, czyli swego rodzaju dzienniczkiem ucznia. Tam profesorowie wpisywali oceny, które następnie musiały być podpisane przez rodziców.

Dyscyplina i życie szkolne

W klasie pierwszej i drugiej uczyliśmy się zawodu na warsztatach w szkole, to była precyzyjna ręczna robota – w ruch szły pilniki, polerki aż do uzyskania doskonałej jakości. Nie było fuszerki. W trzeciej klasie „awansowaliśmy” na praktyki w Autosanie. Najpierw w hali produkcyjnej uczyliśmy się obsługi frezarek i tokarek, klasa czwarta wędrowała do biura. Praktykowaliśmy u technologów i konstruktorów w dziale konstrukcji przyrządów.

Była dyscyplina! Grzeczność i dobre zachowanie było wymagane od wszystkich uczniów. Żadnych spóźnień! O wyjściu z lekcji nie było mowy. Rodzice musieli usprawiedliwić każdą nieobecność. W razie choćby małych wybryków mama zaraz była wzywana do szkoły i wiadomo było czego się spodziewać po powrocie!

Byliśmy młodzi, chcieliśmy się bawić, więc organizowaliśmy prywatki. Niektóre w domu u mojej późniejszej żony. Czasem choćby rodzice poczęstowali nas domowym winem porzeczkowym – ich specjalnością. Ale nasz rocznik nie miał studniówki! Dlaczego? Z regulaminem nie było żartów – dwóch kolegów wbrew zakazowi poszło pobawić się na studniówkę do liceum i dyrekcja wyciągnęła konsekwencje! Część uczniów spoza Sanoka mieszkało w internacie, ale niektórzy w prywatnych kwaterach.

Grubo się myli ten, kto myśli, iż ci drudzy mogli robić, co chcieli. Były kontrole zachowania i trzeźwości. Jeden z kolegów w klasie czwartej został namierzony i „poleciał” ze szkoły! Nie było zmiłuj się! W czwartej klasie, pełnoletni. Szkoła dbała o prestiż.

Matura i dalsza edukacja

Maturę zdawaliśmy wszyscy w sali gimnastycznej: język polski, matematykę oraz wiedzę o Polsce i świecie współczesnym. Były też egzaminy z przedmiotów zawodowych, ale byliśmy bardzo dobrze przygotowani. Nasze pokolenie wyniosło ze szkoły poczucie obowiązku, solidność, dobre wychowanie.

Poziom kształcenia w Technikum Mechanicznym w Sanoku pozwolił mi bez problemu dostać się na Politechnikę Krakowską na Wydział Mechaniczny, specjalność Samochody i ciągniki, a potem rozwijać się zawodowo.

źródło: Zespół Szkół nr 2 im. Grzegorza z Sanoka w Sanoku

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wspomnienia absolwentów „Mechanika”

Studniówkowych balów czas. Tradycja, która w sanockim „Mechaniku” trwa od pokoleń [ZDJĘCIA]

„Mechanik” świętuje 80-lecie! Szkoła przygotowuje wyjątkowe obchody jubileuszowe [VIDEO]

80 lat „Mechanika” w Sanoku. Nowy rok szkolny z perspektywami rozwoju dla uczniów (ZDJĘCIA)

Świąteczna atmosfera w „Mechaniku” – tradycja i techniczna pasja na kartach kronik [ZDJĘCIA]

SANOCKI „MECHANIK” OBCHODZI 80-LECIE ISTNIENIA. Wspomnienia absolwenta: „Nasze pokolenie w Technikum Mechanicznym w Sanoku”

Idź do oryginalnego materiału