WSZYSCY JĄ OSĄDZALIŚMY Mila stała zapłakana w kościele już od piętnastu minut. Byłam zaskoczona jej widokiem: „Co tu robi ta elegantka?” — pomyślałam. Z Milą się nie znałyśmy, ale często ją widywałam — mieszkałyśmy w jednym bloku, ona spacerowała z trzema psami po naszym parku, a ja z czwórką dzieci. Zawsze ją ocenialiśmy — ja, inne mamy, babcie na ławeczkach, sąsiedzi, choćby przypadkowi przechodnie. Mila była piękna, zawsze modnie ubrana, wyglądała na pewną siebie i beztroską. — Znów zmieniła faceta — mruczała pani Nina spod klatki. — Już trzeciego — przytakiwała jej koleżanka, pani Basia, zazdrosnym wzrokiem śledząc jak Mila z nowym wybrankiem wsiada do drogiego auta. — Lepiej by dzieci rodziła, bo czas ucieka — dołączał pan Tadeusz, choć zwykle z babciami się nie zgadzał, w tej sprawie byli razem. Tymczasem Mili kolejny adorator także zniknął. I wtedy wszyscy zgodnie komentowali: „Bo to lekkomyślna, a w domu pewnie śmierdzi psami!”. My, matki z dziećmi, nie lubiłyśmy jej najbardziej. Gdy z trudem ogarniałyśmy pociechy na placu zabaw, ona szła dumnie z psami, rzucając naszym gromadkom lekceważące spojrzenia. — Typowa singielka, samolubka — mówiła moja koleżanka Natalia, mama trzech chłopców. — Bogaci mają dziwactwa — psiaki, kotki, zamiast dzieci — dorzucała ciężarna z bliźniakami Angelika, usiłując zdjąć córkę z drzewa. — Nie chce się poświęcać, woli podróże. A ja morza nie widziałam od siedmiu lat — wzdychała Marysia, matka pięciorga. Ja ze wszystkimi się zgadzałam. I biegłam ratować kolejną rozbitą kolanem córkę. — Psy sobie sprowadziła, a dziecka nie urodzi — rzuciła kiedyś głośno starsza pani z wnukiem. — To nie wasza sprawa! — odcięła się Mila, choć widać było, iż z trudem powstrzymuje łzy. — Bezczelna — zasyczała za nią babcia. Jeszcze chwilę patrzyłam na płaczącą Milę w kościele, po czym wyszłam… — Zaczekaj! — usłyszałam za sobą. To była Mila. — To pani zawsze chodzi z czterema dziewczynkami po parku? — Tak… A pani z trzema psami. — Czy mogłabym z panią porozmawiać…? Często podziwiam panią i inne mamy… — wyszeptała, rumieniąc się. Byłam zaskoczona. Myślałam: „Ty? Egoistka, singielka, elegantka!”… Usiadłyśmy na ławce. Mila opowiedziała swoją historię, całą w łzach. Dorastała w kochającej rodzinie, marzyła o dzieciach. Jej wymarzony mąż odszedł po dwóch poronieniach i diagnozie „bezpłodność”. Drugi także ją zostawił. Po następnej ciąży pozamacicznej omal nie umarła. Trzeci zniknął, kiedy usłyszał, iż może zostać ojcem — bardziej cenił auto Mili niż możliwość bycia rodziną. — Oddałabym wszystko za dziecko… — Myślałam, iż kocha pani psy — szepnęłam. — Kocham. Ale jeszcze bardziej pragnęłam być mamą. Dla samotności wzięła Tepę. Potem poproszono ją o opiekę nad Majkiem, a Fenię zabrała z ulicy. Jednak w końcu, mając czterdzieści jeden lat, postanowiła adoptować dziecko z domu dziecka. Małego, dużego — nieważne. Najpierw polubił ją sześcioletni Kubuś. „Będziesz moją mamą?” — spytał. „Będę!” — odpowiedziała. Ale nie udało się — matka chłopca, chora, nie straciła praw rodzicielskich. Potem pojawiła się czteroletnia Lenka, którą już dwukrotnie zwrócono. „Ty mnie też oddasz?” — spytała. „Nie oddam!” — powiedziała Mila przez łzy. Ale i tu pojawiły się trudności formalne. Wtedy po raz pierwszy w życiu przyszła do kościoła. Proboszcz długo z nią rozmawiał. „Będzie dobrze! Z Bogiem!” — powiedział. Wracałyśmy razem. — Myśli pani, iż jestem dumna i wyniosła. A ja po prostu już nie mam siły wszystkiego tłumaczyć — szepnęła Mila. Nie odpowiedziałam. Mila zaprosiła mnie z dziećmi na wizytę do niej, żeby pobawić się z psami. Obiecałam, iż przyjdziemy. Ale najpierw musiałam zrozumieć sama siebie… Wstyd mi było okrutnie. Ciągle myślę: „Skąd w nas tyle niechęci? Skąd we mnie tyle zła? Czemu tak łatwo oceniamy najgorzej?”. Marzę dziś, by u Mili, tej niesamowitej kobiety, którą wszyscy osądzali, wreszcie wszystko się poukładało. By Lenka ją objęła i powiedziała: „Mamo!” — i wiedziała, iż już nigdy jej nikt nie odda. A obok niech radośnie hasają wesołe psy: Tepa, Majk i Fenią… Może choćby zdarzy się cud i Mila znajdzie dobrego męża, a Lenka doczeka się rodzeństwa. Oby już nikt nigdy nie rzucił w nich złego słowa…

naszkraj.online 3 dni temu
WSZYSCY JĄ OCENIALIŚMY Milena stała w kościele i płakała. Już od piętnastu minut. Było to dla mnie coś niezwykłego. Co ona tu robi, taka paniusia? zastanawiałam się. Jej najmniej spodziewałam się zobaczyć w tym miejscu. Nie znałam Mileny osobiście, ale widywałam ją niemal codziennie. Mieszkamy w tym samym bloku i chodzimy do tego samego parku. […]
Idź do oryginalnego materiału