WYBIERAJ: ALBO TWÓJ PIES, ALBO JA! MAM DOŚĆ WĄCHANIA TEGO PSIEGO ZAPACHU! WYKRZYCZAŁ MĄŻ. WYBRAŁA JEGO, WYWIĘZŁA PSA DO LASU… A WIECZOREM USŁYSZAŁA, ŻE ODCHODZI DO INNEJ.
Karolina kochała swojego męża, Wojciecha, do szaleństwa. Przeżyli razem pięć lat, dzieci nie mieli, ale był za to Maks stary owczarek niemiecki, którego Karolina znalazła, kiedy był jeszcze szczeniakiem, zanim poznała Wojciecha.
Maks był częścią rodziny. Mądry, wierny, rozumiał Karolinę bez słów. Jednak czas nie był dla niego łaskawy: łapy zaczęły go boleć, sierść wypadała, zapach starego psa stawał się coraz mocniejszy.
Wojciech długo znosił Maksa. Ale gdy pewnego dnia pies nie wytrzymał do spaceru i zrobił kałużę w przedpokoju, na nowo położonym panelu, stracił cierpliwość.
Koniec! Dość tego! wrzasnął Wojciech, przyciskając mokrym kufą psa do kałuży. Żyję w budzie! Wszędzie smród, sierść w jedzeniu, teraz jeszcze siki! Karolina, wybieraj: ja albo ten grat!
Wojtek, co ja mam z nim zrobić? On ma już dwanaście lat płakała Karolina, tuląc winną psinę.
Oddaj do schroniska! Wywieź do lasu! Uśpij, wszystko mi jedno! odciął się mąż. jeżeli do wieczora go tu nie będzie, wychodzę. Chcę mieć czysto, a nie sprzątać po twoim kundle synku!
Karolina była słaba. Bała się samotności. Przerażała ją myśl, iż straci Wojciecha, który utrzymywał dom, z którym snuli plany na wakacje, kredyt hipoteczny…
Wybrała męża.
Zabrała Maksa za miasto.
Pies z trudem wgramolił się do samochodu, popiskując z bólu w stawach, ale polizał ją po ręce. Myślał, iż jadą na spacer.
Karolina płakała całą drogę.
Zatrzymała się w lesie, dwadzieścia kilometrów od Krakowa. Przywiązała Maksa do drzewa, żeby nie pobiegł za samochodem.
Wybacz mi, Maks wybacz szeptała cicho, nie śmiąc spojrzeć w jego mądre, zamglone starością oczy.
Maks nie szamotał się. Po prostu usiadł i patrzył na nią. Zrozumiał wszystko.
Karolina zostawiła mu miskę z karmą, wsiadła do auta i odjechała. W lusterku widziała jeszcze, jak pies, zapominając o bolących łapach, próbował za nią biec, aż napiął smycz i zaczął szczekać. Chrapliwie, rozpaczliwie.
Ten szczek długo dźwięczał jej w uszach.
Wracając do domu, była w rozsypce. Oczy miała spuchnięte od płaczu.
Wojciech był w mieszkaniu. Pakował walizki.
Co ty robisz? wydusiła, zdezorientowana. Przecież zrobiłam, jak chciałeś. Maksa już nie ma, wywiozłam go
Spojrzał na nią z zimnym uśmiechem.
No, gwałtownie poszło. Ale wiesz co… I tak odchodzę.
Jak to?! Dokąd?!
Do Magdy. Znasz ją, z księgowości. Od pół roku się spotykamy. Jest w ciąży.
Karolina opadła na krzesło, świat zawirował.
Przecież postawiłeś mi ultimatum Pies albo ty… Dlaczego?
Chciałem sprawdzić powiedział cynicznie. Czy w ogóle masz charakter. Myślałem, iż się postawisz. A ty… Przyjaciela oddałaś dla spokoju. Wiesz, z taką osobą bałbym się żyć. jeżeli psa, który był ci wierny przez dziesięć lat, zostawiłaś w lesie, to mnie, gdybym kiedyś zachorował, pewnie byś oddała na śmietnik.
Zapiął walizkę.
Żegnaj, Karolino. I zapamiętaj, Maks był jedynym facetem w tym domu. Ty jesteś… tylko zdrajczynią.
Kiedy drzwi się za nim zamknęły, Karolina wybuchła płaczem. Dopiero wtedy zrozumiała, co zrobiła. Dla człowieka, który jej nie kochał, skrzywdziła duszę, która ją czciła.
Chwytając za kluczyki, natychmiast pojechała do lasu.
Była noc. Padał deszcz.
Podjechała pod to samo drzewo.
Smycz była przegryziona. Miska przewrócona. Maksa nie było.
Maks! Maks! Mój kochany! krzyczała, biegając po mokrym lesie, rozrywając gałęzie twarzą.
Szukala go trzy dni. Wieszała ogłoszenia, pisała po grupach na Facebooku, kontaktowała się z wolontariuszami. Nie spała, nie jadła.
Czwartego dnia zadzwonił telefon.
Szuka pani owczarka? Znaleźliśmy podobnego przy drodze. Potrąciła go ciężarówka.
Karolina pojechała na miejsce.
To był on.
Maks, najwyraźniej przegryzł smycz i pobiegł jej szukać. Na chorych łapach, przez ból, przez strach, biegł do tej, która go zdradziła. Zginął przy szosie nie doczekał się na nią.
Karolina pochowała Maksa.
Minęły dwa lata.
Została sama. Nie wyszła już za mąż nie ufa ludziom, a przede wszystkim sobie.
Wojciech jest szczęśliwy z nową żoną i dzieckiem. Karolinę wyrzucił z pamięci jak zły sen. Dla niego to była tylko próba, wygodny powód, by odejść i zrzucić winę na nią.
A Karolina? Karolina jest wolontariuszką w schronisku dla starych psów. Sprząta boksy, karmi je, pomaga leczyć rany. Stara się zmazać swoją winę.
Każdej nocy śni jej się to samo: stoi przy drzewie, a Maks patrzy na nią. Woła go, ale on nie podchodzi. Tylko patrzy. Bez gniewu, z nieskończoną psią tęsknotą.
W tym spojrzeniu zawarty jest jej wyrok.
Morał: Zdrady się nie wybacza. Nigdy nie poświęcajcie wiernych przyjaciół dla osób, które stawiają wam ultimatum. Człowiek, który was kocha, nigdy nie każe wam wybierać. A jeżeli do tego zmusza już was zdradził, a wy przedłużacie nieuniknione, popełniając straszliwy błąd.








