Wyjechała z synem do swojej matki, a on wcale się nie spieszy, żeby ją ściągnąć z powrotem

newskey24.com 6 godzin temu

Nie muszę mówić, iż to wszystko wyłącznie moja wina! płacze siostra mojego przyjaciela. choćby przez myśl mi nie przeszło, iż coś takiego się wydarzy! I co ja mam teraz robić? choćby nie wiem, jak to wszystko naprawić, żeby nie stracić twarzy

Moja siostra wyszła za mąż parę lat temu.

Po ślubie ustalono, iż nowożeńcy zamieszkają z matką swojego męża. Matka miała duże, trzypokojowe mieszkanie w Warszawie i jedynego syna.

Jeden pokój zostawiam sobie, reszta jest do waszej dyspozycji! zaoferowała teściowa. Wszyscy jesteśmy dobrze wychowani, więc myślę, iż się dogadamy. W razie czego zawsze możemy się wyprowadzić! przekonywał ją narzeczony. Nie widzę problemu w tym, żeby na próbę pomieszkać razem z moją mamą. Jak się nie dogadamy, to najwyżej wynajmiemy coś własnego…

Tak zrobiliśmy. Okazało się jednak, iż wspólne mieszkanie to niemałe wyzwanie. Zarówno synowa, jak i teściowa bardzo się starały, ale z każdym dniem atmosfera stawała się coraz trudniejsza. Skumulowane urazy czasem prowadziły do wybuchów kłótni, i z biegiem czasu były one coraz częstsze.

Przecież obiecałeś, iż jeżeli nie damy rady mieszkać z twoją mamą, to się wyprowadzimy! wybuchnęła raz żona, zalewając się łzami. No i co, już nam nie wychodzi? zbywał ją pobłażliwy mąż. To tylko drobiazgi, a z takiego powodu pakować walizki i wyprowadzać się to głupota.

Dokładnie rok po ślubie żona poszła na urlop macierzyński, a po kilku miesiącach na świat przyszedł zdrowy syn.

Narodziny wnuka zbiegły się w czasie z przejściem mojej teściowej na wcześniejszą emeryturę; nie miała jeszcze nowej pracy, bo nikt nie chciał zatrudnić pani w wieku przedemerytalnym. Synowa i teściowa zaczęły więc spędzać razem całe dnie w mieszkaniu, bo żadna z nich nie miała dokąd wyjść. Z dnia na dzień napięcie rosło.

Mąż jedynie wzruszał ramionami na kłótnie swoich kobiet, bo w tamtym czasie to on był jedyną osobą utrzymującą rodzinę.

Przecież nie zostawię teraz mamy samej, skoro nie ma żadnych pieniędzy. Nie mogę jej pozostawić na pastwę losu, a i na wynajem nas nie stać, żebym jeszcze miał pomagać mamie finansowo. Jak tylko znajdzie zajęcie, wtedy się wyprowadzimy!

Ale cierpliwość młodej żony skończyła się szybciej, niż teściowa znalazła nowe zajęcie. Spakowała siebie i syna i przeprowadziła się do swojej mamy do Krakowa. Wychodząc, powiedziała mężowi, iż do mieszkania jego matki nie wróci już nigdy w życiu. o ile mu zależy na rodzinie, niech coś wymyśli.

Była przekonana, iż mąż zawalczy o rodzinę i natychmiast zacznie działać, by ją odzyskać. Bardzo się jednak pomyliła.

Minęły ponad trzy miesiące od jej odejścia, a mąż choćby nie próbował jej odzyskać. Mieszka z matką, po pracy rozmawia z żoną i synkiem przez wideorozmowy, a w weekendy odwiedza ich w domu teściowej.

Młodzi mają tzw. małżeństwo „gościnne”.

On ma opiekę i uwagę dwóch kobiet: własnej matki i matki żony, do tego matka szczerze współczuje synowi, iż ta „histeryczka” go zostawiła, a dzieciaka nie musi wychowywać. W zasadzie jest wygranym! A i teściowa chyba nie ma na co narzekać adekwatnie niczego nie straciła.

Po wyprowadzce żona zadręczała się, nie była szczęśliwa w tej sytuacji. Bardzo kocha męża, choć doskonale wie, iż nie zachowuje się w porządku.

Czego się spodziewałaś, wyprowadzając się? pyta ją mąż. Możesz wrócić, kiedy tylko chcesz.

Najprawdopodobniej nie zamierza zostawić mamy dla wynajmowanego mieszkania. Dziewczyna na urlopie macierzyńskim, wiadomo, nie ma na to środków.

Czy to naprawdę koniec tej rodziny?

Jak sądzicie, czy żona ma choć cień szansy, żeby wrócić do domu teściowej i nie stracić przy tym twarzy?

Idź do oryginalnego materiału