Długo wyczekiwana wnuczka
Dzisiaj znowu próbowałam dodzwonić się do Marka, mojego syna. Odpływając w kolejny rejs, znów zniknął i zero z nim kontaktu. Cóż, przecież nie złapię zasięgu, zanim nie zawiną do najbliższego portu. A to może potrwać, a tu takie rzeczy się dzieją!
Oj, narobiłeś, synku, zamieszania! westchnęłam, po raz kolejny wybierając jego numer.
To wszystko zaczęło się kilka lat temu, gdy Marek jeszcze nie pracował na statkach. Mój syn dawno już był dorosłym facetem, a z dziewczynami mu nie wychodziło. Jedna, druga a żadna niby nie taka! Z bólem patrzyłam, jak rozstaje się z kolejnymi porządnymi, na moje oko sympatycznymi dziewczynami.
Ty to masz charakterek, Marek! powtarzałam mu. Wszystko ci nie pasuje. Jak znajdziesz taką, która ci odpowiada?
Nie rozumiem tych twoich pretensji, mamo. Chciałabyś mieć synową, ale zupełnie nie ważne, jaka ona będzie?
No nie, zależy mi, żeby była porządna i żeby cię kochała!
Syn wtedy milczał znacząco. Złościło mnie to strasznie. Mój syn, którego wychowałam, który tulił się do mnie jeszcze niedawno, teraz patrzy na mnie z góry, jakby wiedział o życiu więcej niż ja. I kto tu jest starszy?
A czym ci nie pasowała Ola?! wybuchałam często.
Przecież mówiłem.
No dobrze, niech będzie Ola rzeczywiście nie była najlepszym przykładem, ale nie miałam zamiaru z Markiem przegrać tej dyskusji. Skoro była nieszczera, jak mówisz, to chyba niepotrzebnie
Mamo, nie rozmawiajmy o szczegółach. To nie ta dziewczyna.
A Basia?
To też nie to.
A Kasia? Sympatyczna, pomocna dziewczyna, sama pytała, czy czegoś nie potrzeba w domu. Nie?
Była miła, masz rację. Ale wyszło, iż nigdy naprawdę mnie nie kochała.
A ty jej?
Pewnie też nie.
A Dorota?
Mamo!
No co mamo? Nie dogodzę ci, na żadną się nie zdecydujesz! Chciałabym, żebyś się ustatkował, założył rodzinę, miał dzieci!
Zakończmy tę dyskusję, proszę! aż łapał kurtkę i wychodził.
Cały ojciec, taki pedantyczny i uparty! myślałam zirytowana.
Mijały lata, a koło Marka kręciły się kolejne dziewczyny. Moje marzenie, by zobaczyć go szczęśliwego w rodzinie i pobawić wnuka, nie mogło się spełnić. A potem Marek całkiem się przestawił spotkał kiedyś starego znajomego, ten zaproponował mu pracę na statku i tak się zaczęło. Próbowałam odwieść go od tego pomysłu.
Mamo, przecież to świetna propozycja! Zobaczysz, ile zarobię! Będziemy mieć wszystko!
Co mi po pieniądzach, jak syna w domu nie ma? Wolałabym już byś sobie rodzinę założył!
No, ale jak będzie rodzina, też ją trzeba utrzymać! Teraz korzystam, póki mogę, a potem się ustatkuję.
Marek faktycznie zarabiał nieźle. Po pierwszym rejsie odmalował mieszkanie, po drugim otworzył mi konto w banku i dał kartę.
To, żebym o nic się nie martwiła, mamo.
Mnie nic nie brakuje! Poza wnukiem. Czas leci, a ja coraz starsza!
Nie bądź śmieszna, mamo. Do emerytury jeszcze ci daleko!
Nie korzystałam z tych pieniędzy. Sama pracowałam w aptece, pensji mi wystarczało. Niech już tam będą na tej karcie. Może kiedyś Marek zobaczy, iż matka oszczędna myślałam.
Tak spędziliśmy kilka lat. Gdy Marek wracał z rejsu, próbował nadrobić czas, spotykał się z kolegami, bawił do późna, czasem znikał na randki, ale już mnie z żadną dziewczyną nie zapoznawał. Gdy mu to wytknęłam, odpowiedział szorstko:
Nie chcę, żebyś się przejmowała, iż nie ożeniłem się z którąś z nich. Te spotkania są po nic.
Było mi przykro. Jeszcze powiedział, iż jestem zbyt ufna. Tak, wyliczył mi to wprost:
Za dużo wierzysz ludziom, mamo. Nie znałaś moich byłych tak naprawdę. Przy tobie pozowały na grzeczne, a żadna taka nie była.
Długo to miałam w głowie, jakby powiedział, iż jestem głupia. A kiedy któregoś razu przypadkiem zobaczyłam go na mieście z dziewczyną, włączyło mi się chęć ratowania go na nowo. Podeszłam, a Marek aż się zaczerwienił. Musiał przedstawić mnie tej dziewczynie.
Milena zrobiła na mnie świetne wrażenie wysoka, szczupła, z bujnymi lokami i miłą aparycją. Od razu zapomniałam o wszystkich dawnych złościąch.
Może właśnie na tę trzeba było poczekać? Dobrze, iż z innymi mu się nie ułożyło pomyślałam.
Ich związek trwał przez cały urlop Marka, a na moją prośbę Milena kilka razy odwiedziła nas w domu. Była oczytana, potrafiła ładnie rozmawiać, z miejsca ją polubiłam. Jednak gdy Marek miał znów ruszyć w rejs, Milena bez słowa przestała się odzywać.
Już nie utrzymujemy kontaktu rzucił syn krótko i pojechał.
Rozmyślałam, co mogło się stać, ale żadnych odpowiedzi nigdzie nie było.
*
Minął rok. Syn odwiedzał dom, ale o Milenie nie chciał rozmawiać.
Boże, czemu każda ci nie pasuje? Ta przecież była idealna! aż się popłakałam.
Mamo, to moja sprawa. Rozstaliśmy się, zapomnij. Nie wtrącaj się.
Wkrótce Marek wypłynął znowu, a ja z sercem rozdrapanym na kawałki prowadziłam dalej swoje codzienne życie.
Aż któregoś dnia, będąc w aptece, zobaczyłam Milenę. Przyszła po mleko dla niemowląt, z małą dziewczynką w wózku.
Milenko! Jak się cieszę, iż cię widzę! Misha nic mi nie powiedział, znów zniknął w rejsie i zakazał mi cokolwiek o tobie pytać! wypaliłam od razu.
Co to zmienia… spojrzała smutno. Tak wyszło.
Zaczęło mi bić serce.
Powiedz, co się stało? Znam mojego syna on potrafi zranić…
Ważne, iż nie mam żalu. My sobie radzimy. Ale musimy już iść.
Wpadnij kiedyś chociaż do apteki, pogadamy!
Milena przyszła, a przy kolejnych wizytach powoli otwierała się przede mną. Okazało się, iż zaszła w ciążę z Markiem, a on oznajmił, iż nie zamierza się angażować iż nie ma czasu w dziecko, ciągle wyjeżdża, nie planował rodziny. I zniknął.
Wypłynął pewnie wzruszyła ramionami Milena. Ale my nikomu się nie narzucamy. We dwie nam dobrze.
Upadłam niemal na kolana przed wózkiem, łzy stanęły mi w oczach.
To moja wnuczka?
Tak wyszło szepnęła cicho. Ma na imię Ania.
Aniu…
*
Nie znalazłam już sobie miejsca. Wydobyłam od Mileny, iż mają problem z mieszkaniem. Była tu sama, pokój wynajmowała, praca niepewna z dzieckiem ciężko. Zastanawiała się, czy nie wrócić do rodziców, a myśl o tym, iż nie ujrzę wnuczki, bolała mnie jak nóż.
Przeprowadź się tu do mnie, z Anią. Pomogę wam, znajdziesz lepszą pracę, Misha wysyła tyle pieniędzy, iż nie mam gdzie ich wydawać. Ania będzie miała wszystko!
Co Marek na to powie?
Kto by go pytał? Narozrabiał, zostawił dziecko, matce nie wspomniał! Przynajmniej tyle mogę wam dać! Jak wróci, to mu powiem o, i to jak powiem!
Zamieszkałyśmy razem. Nie szczędziłam Ani ani czasu, ani grosza. Brałam mniej dyżurów, żeby być z nią, Milena podjęła pracę i spokojnie zostawiała mi córkę pod opieką. Wracała zmęczona, często narzekała, iż cały dzień na nogach, ludzie opryskliwi.
Odpocznij, a ja Anię wykąpię i ułożę spać!
Zbliżał się czas powrotu Marka. Wyobrażałam go sobie ze złością i groźbą już wiedziałam, jak mu przemówię do rozsądku. Milena coraz bardziej panikowała.
Wyrzuci nas, gdy wróci! Czemu się zgodziłam zamieszkać… Jutro zacznę szukać mieszkania.
Nikogo nie wyrzuci! To moje mieszkanie, jeżeli chcę, to mogę każdemu pozwolić w nim żyć. Marek się niech nie wtrąca!
Milena się wahała, próbowała odwodzić mnie od mojego postanowienia. A ja stawiałam na swoim.
Przy kolacji któregoś dnia powiedziałam:
Trzeba będzie przepisać mieszkanie na Anię, żeby nie było później problemów. I tak Marek nigdy się nie ożeni, a wnuczce coś się należy.
Ale przecież Marek nie jest wpisany jako ojciec zawstydzona spuściła wzrok Milena.
Domyślam się. Dlatego tym bardziej jutro się tym zajmiemy.
Moja rodzina też ma mieszkanie, to przesada, pani Natalio!
Nie odmawiaj! Już postanowiłam!
Niestety u notariusza się nie udało dopóki Marek nie wypisze się z mieszkania, nic nie da się zrobić.
Czekałam do jego powrotu. Milena robiła się coraz bardziej nerwowa, coraz później wracała z pracy.
Co się dzieje, gdzie tak się ciągle podziewasz?
Szef mi każe dokończyć jakieś zlecenie, bez tego nie dostanę zaliczki, a muszę mieć gotówkę…
Zauważyłam, iż jej rzeczy są spakowane do dużej torby.
Wyprowadzasz się?
Muszę odejść. Jak Marek wróci…
choćby nie próbuj! A tak w ogóle wiesz, gdzie trzymam kartę do konta. Masz PIN kup, co potrzebne, nie zarzynaj się w pracy. Dziecko już cię nie pamięta z twarzy! Ucz się być gospodynią, jeżeli chcesz, żeby Marek was przyjął.
Milena milczała. Marek miał wrócić za dwa dni.
*
W dniu jego przyjazdu o szóstej rano zajrzałam do pokoju Mileny i Ani. Mileny nie było, Ania spała.
Gdzież ona jest, o tej porze? Tak wcześnie nigdy nie wychodziła.
Postanowiłam dokończyć przygotowania. Gotowałam ulubione potrawy syna, wyobrażając sobie, jak postawię przed nim Anię, zmuszę do rozmowy, przeprosin wobec Mileny, gdy tylko wróci z pracy.
W końcu zadzwonił domofon.
Marek stanął w drzwiach, zobaczył mnie z małą dziewczynką.
Cześć, mamo. Kto to?
Ty lepiej powinieneś wiedzieć…
Nic nie rozumiem ściągnął buty i przysiadł. Co tu się działo, jak mnie nie było?
Co? Znalazłam twoją córkę, Anię! odparłam stanowczo, patrząc mu prosto w oczy.
Jaką córkę? Mam rodzeństwo, o którym nie wiem? Marek zmarszczył brwi.
Przestań się wygłupiać! Milena wszystko mi opowiedziała! Wstyd mi za ciebie!
Milena? Wcale nie chciałem, żebyś się z nią kontaktowała. Co ona ma wspólnego z tym dzieckiem?
Wtedy, rozzłoszczona, opowiedziałam synowi, jak było, nie szczędząc mu słów nagany. Marek aż złapał się za głowę:
Oj, mamo…
Co, znowu nazwiesz mnie naiwna?!
To nie moje dziecko, mamo! Milena cię oszukała, a ty… Jesteś zbyt ufna…
Co? Nie, ona nic nie chciała, nie wzięła ode mnie pieniędzy!
Sprawdź swoje konto! Milena pewnie już je wyczyściła.
Przecież poszła do pracy! broniłam się.
Dyskusje trwały godzinami. W końcu Marek ustąpił:
Dobrze, poczekajmy, aż wróci. Porozmawiamy wszyscy razem.
Czekaliśmy do późnego wieczora. Opowiedziałam synowi wszystko, jak znajomość z Mileną się zaczęła i co planowałam on powtarzał, iż dałam się oszukać.
Nie wierzę ci! Ona jest dobrym człowiekiem…
Dobrym złodziejem, raczej. Uwierz mi, mamo.
Zobaczysz, wróci, porozmawiacie, poczujesz wstyd. A ja będę z wnuczką.
To nie twoja wnuczka!
W końcu powiedział:
Łatwo to sprawdzić badaniem DNA.
Zrobimy to!
Wieczór, potem noc Milena się nie pojawiła. Ani następnego dnia. Jej telefon milczał. W miejscu pracy, które sama podała, nikt o niej nie słyszał, choć pokazywałam jej zdjęcia.
Wróciłam do domu, sprawdziłam pieniądze. Karty nie było, gotówka zniknęła, a z jej rzeczy został tylko dziecięcy pokój i rzeczy Ani. Dopadło mnie, iż zostałam oszukana.
Jak mogłam być taka naiwna!
Ostrzegali mnie koledzy powiedział po prostu Marek. Ktoś mi mówił, iż okradła znajomego… Ale ja już wtedy prowadziłem ją tutaj, myślałem, iż dziecko jest moje. Ona wmówiła, iż ciąża moja, a tymczasem każdy już wiedział, iż z innymi się spotykała.
Jaka ja głupia! rozpłakałam się.
Nie chciałem ci o tym opowiadać. Zawsze jesteś dobra dla ludzi…
I co teraz?
Zgłosimy sprawę na policję. Dobrze, iż nie przepisałaś mieszkania! Siedziałabyś na ulicy.
Zgłosiłam sprawę. Mileny nie znaleziono, jakby zapadła się pod ziemię. Kasy dużo nie wyjęła gdy tylko Marek wrócił, zablokował konto. Kartę znaleziono potem na dworcu w innym mieście.
W tym czasie Anię tymczasowo przydzielono pod moją opiekę. Musiałam na moment zwolnić się z apteki, ale syn zarabiał, więc wystarczało. Test DNA potwierdził: Marek nie jest ojcem. Ale pokochałam Anię całym sercem i nie umiałam jej oddać. Z Markiem postanowiliśmy wychowywać ją razem jak własną. O Milenie nie było żadnej wieści, więc sąd odebrał jej prawa rodzicielskie. Trwało długo, zanim dostałam pełną opiekę musiałam mieć dochód z pracy, zapewnić Ani żłobek i wszystko, co potrzeba. Jednak udało się i życie wróciło do normy.
Po roku, gdy Marek znów wrócił z rejsu, przyprowadził żonę.
Mamo, poznaj Sylwię. Zamieszkamy tu razem.
A… zaniemówiłam, wskazując na pokój Ani, nie wiedząc, czy wyjaśnił Sylwii całą sytuację.
Odpowiedziała mi z uśmiechem:
Dzień dobry, pani Natalio! Misha wszystko mi powiedział. Jestem pełna podziwu dla pani i będę szczęśliwa, jeżeli pozwoli mi pani wychowywać z wami Anię. Spojrzała na Marka.
Tak, kończę z rejsami i razem z Sylwią adoptujemy Anię. Teraz na pewno się uda!
Zalała mnie fala szczęścia.
Boże, jakie to szczęście! Siadajcie do stołu! Wszystko przygotowałam, czekałam na ten moment! Ocierając łzę, naprawdę byłam najszczęśliwszą babcią na świecie.














