Po ślubie wszystko między mną a moją żoną Eweliną układało się idealnie. Zaplanowaliśmy wspólne życie pod jednym dachem z jej rodzicami. W tym samym czasie moi rodzice sprzedali swoje mieszkanie w Gdyni i podzielili pieniądze między mnie i moją siostrę. Dzięki tej kwocie oraz pomocy teścia kupiliśmy przestronne kawalerki w Warszawie, którą podzieliliśmy ścianką na dwa pomieszczenia. Marzyliśmy, iż jedno będzie pokojem dziecięcym, ale jakoś nie wyszło.
Najpierw zwyczajnie nie chcieliśmy, potem pochłonęła nas praca, a w końcu okazało się, iż już za późno. Ewelina nie chciała iść do lekarza, a ja też nie nalegałem. Żyliśmy w swoim szczęściu, nie martwiąc się, kto poda nam kubek herbaty na starość. Nasi przyjaciele, którzy już mieli dzieci, tonęli w kredytach i ciągłych problemach. Patrząc na nich, uznaliśmy, iż może lepiej bez tego „szczęścia”.
Gdy oboje skończyliśmy trzydzieści trzy lata, zainwestowaliśmy w nowe mieszkanie na Woli. Nie wydaliśmy fortuny, ale ryzyko było. Mimo ostrzeżeń znajomych, w wieku trzydziestu siedmiu lat mieliśmy gotowy lokal. Odświeżyliśmy go tylko odrobinę miał być naszą polisą na przyszłość. „Jak będą dzieci, to dla nich. A jak nie, to zostawimy siostrzeńcom” mówiła Ewelina.
Postanowiliśmy wynająć je sami, bez pośredników. Żeby znaleźć lokatorów, powiedzieliśmy o tym znajomym. I wtedy zaczęły się problemy. „A my byśmy mogli się wprowadzić?” zapytał nagle Marek, nasz dawny kolega. On i jego żona Kasia od lat mieszkali w zniszczonym wynajmowanym mieszkaniu na Pradze. „Przecież macie dzieci i psa” próbowała delikatnie Ewelina. „No i co? U was będzie lepiej niż tu!” odparł twardo.
„To nowe mieszkanie, wy macie małe dzieci, które wszystko niszczą…” dodałem, ale Marek tylko się zirytował. „Myślicie, iż jesteśmy byle jakimi brudaskami?”
Powiedzieliśmy, iż się zastanowimy, choć ja od razu wiedziałem, iż to zły pomysł. U nich zawsze panował chaos. W końcu Ewelina zrzuciła na mnie obowiązek odmowy. Gdy zadzwoniłem, usłyszałem tylko:
„Macie dwa mieszkania, rodzice wam jeszcze coś zostawią, a wam wciąż mało! Będziecie się kurczyć w tych pustych ścianach, bez dzieci, bez przyjaciół, bez życia!”
Czy to sprawiedliwe? Nie jesteśmy im nic winni. To nie nasza wina, iż oni mają dzieci bez własnego kąta. Każdy wybiera swoją drogę dlaczego my nie możemy wynająć komuś obcemu za uczciwe pieniądze, zamiast robić łaskę przyjaciołom?










