Wytęskniona wnuczka Pani Natalia nieustannie próbowała dodzwonić się do syna, który wypłynął w kolejną dalekomorską trasę. Niestety, przez cały czas nie było żadnej łączności. – Oj, narozrabiałeś, synku! – westchnęła z przejęciem i raz jeszcze wykręciła dobrze znany numer. Ale dzwonienie nic nie da – sygnału nie będzie, póki nie dotrze do najbliższego portu. A to może nie nastąpić szybko. Tymczasem – takie rzeczy się tutaj dzieją! Pani Natalia już drugą dobę nie mogła zmrużyć oka – właśnie tego narozrabiał syn! * * * Ta historia zaczęła się jeszcze kilka lat temu, kiedy Michał choćby nie przypuszczał, iż zostanie marynarzem dalekomorskich statków. Był już dorosłym mężczyzną, ale kwestie damsko-męskie jakoś mu się nie układały – każda dziewczyna, według niego, była „nie taka”. Pani Natalia z bólem serca patrzyła, jak kolejne związki jej syna z sympatycznymi i porządnymi, jej zdaniem, dziewczynami się rozpadają. – Masz okropny charakter! – powtarzała mu. – Ciągle coś ci nie pasuje! Która kobieta sprosta twoim wymaganiom? – Nie rozumiem twoich zarzutów, mamo. Ty po prostu chcesz mieć synową, nie zważając, kim jest ta osoba. – To nie tak! Zależy mi tylko, aby cię naprawdę kochała i była porządnym człowiekiem! Syn odpowiadał milczeniem, co Natalię jeszcze bardziej irytowało. No bo kto tu jest starszy, kto się zna na życiu lepiej? – A co ci nie wpasowała się Ania?! – wykrzykiwała. – Już ci mówiłem. – Dobrze… – Ania nie była najlepszym przykładem, ale pani Natalia nie zamierzała odpuścić. – Skoro, jak twierdzisz, była wobec ciebie nieuczciwa… choć i tak nie do końca rozumiem… – Mamo, nie powinniśmy roztrząsać szczegółów. Ania nie była osobą, z którą chcę spędzić życie. – A Kasia? – Też nie, – odpowiadał spokojnie Michał. – A Jadzia? Też była dobrą dziewczyną. Spokojna, domowa, miła. Zawsze chciała pomóc przy domu – gospodarna, prawda? – Masz rację, mamo. Była miła. Ale potem okazało się, iż nigdy mnie nie kochała. – A ty ją? – Może też nie. – No to Basia? – Mamo! – Co, „mamo”? Tobie nie dogodzisz! Zachowujesz się jak bawidamek! Zamiast się w końcu ustatkować, rodzinę założyć, dzieci mieć! – Zakończmy tę jałową rozmowę! – w końcu wybuchał Michał i wychodził z domu. „Całkiem jak ojciec – z tą swoją skrupulatnością i uporem!” – z irytacją myślała pani Natalia. Mijały kolejne lata, dziewczyny wokół syna się zmieniały, ale wymarzona wizja szczęścia rodzinnego i zabawy z wnukami nie chciała się spełnić. W końcu Michał zmienił pracę – spotkał dawnego kolegę, a ten zaprosił go na statek. Michał się zgodził. Na próżno mama próbowała wyperswadować mu ten pomysł. – Mamo? Świetna propozycja! Zobaczysz, ile da się zarobić! Wszystko będziemy mieć! – Ale co mi po twoich zarobkach, jeżeli cię nie będzie w domu? Lepiej jakbyś rodzinę założył! – Rodzinę też trzeba utrzymać! A jak pojawią się dzieci, to już nie wrócę do rejsów. Więc teraz zarobię, a potem – wszystko inne! Michał naprawdę dobrze zarabiał. Po pierwszym rejsie zrobił remont mieszkania. Po drugim – założył konto i wręczył mamie kartę. – Żeby ci niczego nie brakowało! – Nic mi nie brakuje! Tylko wnuków nie mam, a czas leci. Staram się już jestem! – Przestań! Do emerytury jeszcze kilka lat! – śmiał się syn. Pani Natalia nie korzystała z karty. Miała swój skromny dochód z pracy w aptece, na swoje potrzeby wystarczało. „Niech leży na karcie, jak należy. Misha i tak nie sprawdza, a potem się zdziwi, jaka mamusia oszczędna!” – myślała. Tak upływały kolejne lata. Syn nadrabiał „rejsowe” zaległości spotkaniami z kolegami, imprezami i przelotnymi znajomościami, których już choćby nie przedstawiał mamie. Gdy ta mu to wytknęła, usłyszała: – Żebyś potem się nie martwiła, iż się z nimi nie żenię. Nie zamierzam brać żadnej z nich za żonę, mamo! Pani Natalii było przykro. Zwłaszcza gdy syn zarzucił jej nadmierną łatwowierność. Jakby nazwał ją naiwną! Kiedy jednak przypadkiem zobaczyła go pewnego razu z dziewczyną, znowu zapaliła się w niej nadzieja… I wtedy nie śmiała się już ze swojej naiwności, tylko bez wahania podeszła do zakochanych – dorosły syn aż się zarumienił. Ale matka to matka – musiał przedstawić Milenę. Milena spodobała się pani Natalii. Wysoka, szczupła, kręcone włosy, ładna twarz i dobre maniery. W tedy mama zapomniała o wszelkich urazach. „Może po prostu nie miał szczęścia! Dobrze, iż zerwał z innymi, bo nie spotkałby tej!” – pomyślała. Romans z Mileną trwał cały jego urlop. Gdy jednak zebrał się do nowego rejsu, Milena… zniknęła. – Z Mileną już nie mam kontaktu. I ty też nie powinnaś mieć – rzucił krótko Michał i wyjechał. Pani Natalia długo nie mogła zrozumieć, co się wydarzyło. A czas płynął… * * * Minął rok. Michał wracał do domu kilka razy, ale pytania mamy o Milenę kwitował chłodno, jednym zdaniem. – Boże, a ta ci czym nie odpowiadała? Co w niej było nie tak? – w końcu nie wytrzymała. – To tylko moja sprawa, mamo. jeżeli się rozstałem, to znaczy, iż tak trzeba. Nie wtrącaj się. Pani Natalii chciało się płakać. Wyruszył w kolejny rejs, a ona, ze zbolałym sercem, wróciła do swojego życia. Aż pewnego dnia, kiedy była w aptece, przyszła do niej dziewczyna kupić mleko dla dziecka. To była Milena! Spuściła wzrok, poprawiła czapeczkę małej, siedzącej w wózku dziewczynce… – Milenko! Jak się cieszę, iż cię widzę! Misha nic nie powiedział, wyjechał, a o tobie zabronił mi się wszystkiego dowiadywać! – Tak? No to niech tak będzie – odpowiedziała cicho Milena. Pani Natalia zadrżała. – Powiedz mi, kochana, co się między wami stało? Znam mojego syna, ma ciężki charakter. Skrzywdził cię? – Nieważne… Nie trzymam żalu. Dobra, pójdziemy już… muszę jeszcze do sklepu. – Ale wpadnij do mnie! Choćby tutaj, do apteki – pracuję na zmiany. Pogadamy! Milena przyszła podczas jej kolejnej zmiany – znów kupić mleko dla dziecka. Pani Natalia z czasem ją rozruszała. Okazało się, iż Milena zaszła z Michałem w ciążę, ale on nie chciał dziecka – tłumaczył, iż nie ma na nie czasu i nie zamierza poważnie się wiązać. Potem zniknął. – Wyjechał w rejs – wzruszyła ramionami Milena. – My się nikomu nie narzucamy. Nam choćby we dwie jest dobrze! Pani Natalia niemal padła na kolana przy wózku: – To co, ona jest moją wnuczką?! – Na to wygląda – powiedziała cicho Milena. – Ma na imię Ania. – Ania… *** Od tej pory pani Natalia nie mogła sobie znaleźć miejsca. Wydusiła z Mileny, iż warunki mają trudne. Milena była z innego miasta, wynajmowała mieszkanie, ale z dzieckiem, bez stałego dochodu, było ciężko. Zastanawiała się nad powrotem do rodziców. Pani Natalii serce ściskało na myśl, iż wnuczka wyjedzie i już jej nie zobaczy. – Przeprowadź się do mnie, Mileno. Z Anią! Pomogę we wszystkim, znajdziesz spokojną pracę, a Misha przysyła tyle pieniędzy, iż nie mam ich na co wydawać. Ania będzie mieć wszystko! – A co Misha na to? – A co mnie to obchodzi? Narobił bałaganu, dziecko porzucił, matce nie wyznał! Muszę zadośćuczynić jego winy! Jak wróci, to porozmawiam z nim – tak mu nagadam! – aż zacisnęła pięści pani Natalia. Tak zaczęły mieszkać razem. Pani Natalia nie szczędziła czasu i pieniędzy dla wnuczki. Wzięła mniej zmian, by być przy Ani. Milena znalazła pracę, a dziecko spokojnie zostawiała z Natalią. Wracała często późno i narzekała na zmęczenie. – Cały dzień na nogach, trudni klienci, ludzie kłótliwi… – Nic się nie martw! Odpocznij, a ja Anię wykąpię i uśpię! Zbliżał się powrót Michała. Pani Natalia szykowała się do rozmowy z synem i chciała przydać mu rozumu, a Milena coraz bardziej się denerwowała. Ale pani Natalia jeszcze bardziej utwierdziła się w potrzebie chronienia bezbronnej Mileny i malutkiej Anki. – Misha nas wygoni! Boję się! Źle zrobiłam, iż się wprowadziłam… – No co ty! Nikt was nie wyrzuci! Poczekaj, a ja z synem porozmawiam! Nikt na was ręki nie podniesie! – On powie, iż chodzi mi o pieniądze! A ja nic od was nie chcę! Tyle nam pani zrobiła, ale lepiej pojadę do rodziców. Ale będę się odzywać! – Zwariowałaś! To moje mieszkanie! Pozwalam tu mieszkać komu chcę! Niech Misha spróbuje cokolwiek powiedzieć! Milena upierała się, ale pani Natalia została nieugięta. Zostawiła je u siebie. – Wiesz co… – mówiła kiedyś przy kolacji – muszę przekształcić mieszkanie na Anię! Żeby potem nie było niedomówień! Zwłaszcza iż Misha do dokumentów nie jest wpisany… – spojrzała na Milenę, a ta spuściła wzrok. – Przepraszam… Myślałam… – Rozumiem. Ale udowodnić by to potem było trudno, więc lepiej zabezpieczyć wszystko formalnie. – To niepotrzebne! Moi rodzice też mają mieszkanie… – Nie próbuj mnie zniechęcić! Postanowione! Poszły do notariusza, ale ten odmówił: – Najpierw syn musi się wymeldować z mieszkania. Było jej przykro, ale do powrotu Mishy zostało kilka dni. Tymczasem Milena coraz częściej wracała późno… – Gdzie cię ciągle nie ma? – wypomniała jej pewnego wieczoru pani Natalia. Milena się zawahała: – Pracuję… Chcę dostać zaliczkę, a szef powiedział, iż dopóki pracy nie skończę, nie wypłaci… – Po co ci zaliczka? Brakuje ci czegoś? Milena w milczeniu się przebierała. Pani Natalia poszła za nią i zobaczyła w rogu spakowaną torbę. – Gdzie się wybierasz? – Milena nie odpowiedziała. – Jednak chcesz szukać mieszkania?! – Pani Natalio! Muszę wyjechać! Jak wróci Misha… – Nie puszczę was! – postawiła sprawę jasno pani Natalia. Po chwili powiedziała: – Wiesz, gdzie jest karta i kod. Kup, co trzeba, nie musisz się zaharowywać. Ania niedługo nie pozna mamy! jeżeli chcesz, by Misha cię zaakceptował, musisz być gospodarna. Milena zamilkła. Misha miał wrócić za dwa dni. * * * O poranku pani Natalia spojrzała do pokoju Mileny i Anki, chcąc pooglądać śpiące dziewczyny. Ale Mileny nie było, tylko Ania spała słodko pod kołderką. „Nie rozumiem! Gdzie ona wyszła? Jest szósta rano! Milena nigdy nie wychodziła tak wcześnie!” Pani Natalia poszła kończyć przygotowania na powitanie syna. Wyobrażała sobie, jak powita Michała z Anią na rękach i jak zmusi go do przeproszenia Mileny. Wreszcie zabrzmiał długo wyczekiwany dzwonek. Michał zamarł w progu, widząc mamę z małą dziewczynką. – Cześć, mamo. Kto to? Co się tu wydarzyło? – Tego powinieneś się domyślić! – Nie rozumiem, – Michał rozłożył ręce. – Mów, co się działo, gdy mnie nie było. – Co się działo? Wnuczkę swoją znalazłam, Anię! – patrząc synowi w oczy powiedziała pani Natalia. – Jaką wnuczkę? Mam rodzeństwo, o którym nie wiem? – Przestań zgrywać głupiego, Misha! Milena wszystko wyjaśniła! Nie tak cię wychowałam! Wstyd mi za ciebie! – Milena?! Nic nie rozumiem! Przede wszystkim prosiłem, byś nie miała z nią kontaktu. Po drugie – o co chodzi z Mileną i tym dzieckiem? Pani Natalia, już zezłoszczona, opowiedziała synowi całą historię, nie szczędząc mu wyrzutów. Michał złapał się za głowę: – Aleś ty… Mamo! – zawołał wzburzony. – Co, znów nazwiesz mnie głupią? Cóż, nazywaj jak chcesz. Ale ja… – broniła się z godnością. – To nie moje dziecko, mamo! Milena cię oszukała, a ty… jaka ty jesteś łatwowierna! – zreflektował się. – Poczekaj, ona na pewno ma na oku tylko pieniądze… Co ci zabrała? – Nic! Ty to… – Mamo! Sprawdź swoje oszczędności! Milena na pewno już uciekła! – Przecież poszła do pracy! – upierała się pani Natalia. Długo się spierali, w końcu Michał zgodził się poczekać na powrót Mileny i wyjaśnić całą sprawę. Nie przyszła ani wieczorem, ani przez kolejny dzień. Telefon milczał, a pani Natalia próbowała ustalić, gdzie Milena pracuje. Pojechała z Anią pod na wskazany adres. Tam jej powiedziano, iż taka osoba nigdy tam nie pracowała. Nikt jej nie znał, choć pokazywała zdjęcia. Pani Natalia gwałtownie wróciła do domu i sprawdziła – nie było ani pieniędzy, ani karty, o której mówiła Milenie. W mieszkaniu nie było już rzeczy Mileny – tylko Anki. Dopiero wtedy zrozumiała, iż została oszukana. – Jak to możliwe? Nie wierzę! Nie mogła tak po prostu zostawić Anki i uciec! – Ona była do tego zdolna! – gorzko stwierdził Michał. – Czemu w ogóle się z nią zadawałem… Ostrzegali mnie, a potem znajomy opowiedział, jak i jego okradła… Z tobą też była na wariackich papierach! Potem mówiła, iż jest w ciąży – tylko od kogo?! Powiedziała, iż ode mnie… A kumpel mówił, iż skakała z kwiatka na kwiatek. – Jaka ja naiwna! – rozpłakała się pani Natalia. – Dlaczego mi tego nie powiedziałeś? Wiedziałabym, co to za żmija! – Nie chciałem cię martwić… Jesteś dobra dla ludzi, nie chciałem ci psuć nastroju. – Co teraz zrobimy? – Zgłosimy na policję! Dobrze, iż nie zdążyłaś zapisać mieszkania na Anię! Inaczej zostałabyś bez niczego. Policja została zawiadomiona, ale nie odnaleziono Mileny – jakby rozpłynęła się w powietrzu. Z konta nie zdążyła zbyt wiele wypłacić, bo Michał gwałtownie je zablokował. Kartę znaleziono na jednym z dworców. Na czas poszukiwań pozwolono pani Natalii zatrzymać Anię. Musiała jednak zrezygnować z pracy, ale oszczędności syna wystarczyły. Testy DNA wykazały, iż Michał nie jest ojcem Anki – ale pani Natalia pokochała dziewczynkę całym sercem i zdecydowała (w porozumieniu z synem) wychowywać ją jak własną. O Milenie więcej nie słyszano; sądownie odebrano jej prawa rodzicielskie. Ustanowienie opieki nad dzieckiem zajęło wiele miesięcy – formalności było mnóstwo! Michałowi odmówiono prawa do opieki, za to pani Natalia musiała wrócić do pracy, znaleźć Ani przedszkole i wszystko poukładać na nowo. Ale życie toczyło się dalej. Po roku Misha wrócił z rejsu i… przyprowadził żonę. – Poznaj, mamo, to Sonia. od dzisiaj będziemy razem mieszkać. – Ale jak to… – zmieszała się pani Natalia, wskazując na pokoik Ani. Sonia uśmiechnęła się spokojnie: – Bardzo mi miło panią poznać! Misha wszystko mi opowiedział i bardzo podziwiam pani postawę. jeżeli pozwoli mi pani pomagać w wychowaniu Ani, będę przeszczęśliwa, bo… – spojrzała na męża. – Tak, kończę już rejsy i zamierzamy z Sonią adoptować Anię. Teraz się na to zgodzą! Pani Natalia promieniała ze szczęścia: – Boże, toż to szczęście! Wchodźcie, siadajcie do stołu! Zrobiłam tyle smakołyków! Dzisiaj wszyscy się poznamy! Jaka jestem szczęśliwa! – i otarła łzę wzruszenia.

newskey24.com 2 godzin temu

Wyczekana wnuczka

Danuta Nowakowa znów próbowała dodzwonić się do syna, który był właśnie na kolejnym rejsie. Ale jak nie było zasięgu, tak nie było.

Oj, Maciek, narozrabiałeś westchnęła z przejęciem i jeszcze raz wystukała znajomy numer. Dzwoń nie dzwoń póki nie dobije do najbliższego portu w Szwecji, to kontaktu nie będzie, prędko się nie doczeka. A tu taka akcja!

Danuta Nowakowa spać nie mogła już drugą noc oto, co nawyczyniał jej syn!

* * *

A wszystko zaczęło się już kilka lat temu, gdy Maciek choćby nie myślał o marynarce. Syn niby dorosły facet, a kobietom wciąż czegoś brakowało wszystkie były ponoć nie takie! Danuta z matczyną rozpaczą patrzyła, jak jego kolejne związki z bardzo miłymi, porządnymi no, przynajmniej według niej dziewczynami się sypią.

Ty masz okropny charakter, Maćku! powtarzała mu. Wszystko ci nie pasuje! Jaka kobieta się znajdzie, by sprostać twoim wymaganiom?

Mamo, przesadzasz. Tobie chodzi tylko o to, by mieć synową, a już nieważne jaką!

Wcale nie! Dla mnie ważne, żeby cię kochała i żeby była porządna!

A syn milczał, otoczony aurą tajemniczości, co Danutę irytowało niemiłosiernie. No bo jak to syn, którego wychowała, zna lepiej życie niż ona sama?! Kto tu teoretycznie jest starszy?

A czym ci nie pasowała Basia?! wybuchała w końcu.

Przecież ci mówiłem.

No dobrze… Basia faktycznie miała wady, ale przecież Danuta nie zamierzała się poddawać w tej dyskusji. Załóżmy, iż miała wady. Ale iż aż tak? No dobra… A Magda?

Magda też nie.

A Zosia? Przecież taka miła dziewczyna. Spokojna. Zawsze się pytała jak pomóc, taka gospodarna! Naprawdę nie?

Była fajna, ale potem wyszło, iż nigdy mnie nie kochała odpowiedział z rezygnacją Maciek.

A ty ją?

Chyba też nie.

No to Judyta?

Mamo!

Co mamo?! Tobie nie dogodzisz! Zachowujesz się jak playboy! Zamiast się ustatkować, założyć rodzinę, dzieci mieć!

Skończmy tę bezsensowną rozmowę! wybuchł w końcu Maciek i zniknął z domu.

Cały ojciec! Przewrażliwiony i uparty! Danuta musiała się porządnie zdenerwować.

Czas płynął, wokół syna kręciły się kolejne panny, a upragniona wizja syna w garniturze ślubnym i wnuczka w pieluszkach jakoś się nie spełniała. A potem Maciek nagle zmienił zawód dawny kumpel zaprosił go na statek i jakimś cudem namówił do życia człowieka-mewy. Wszystkie pobożne życzenia matki zostały zignorowane.

Mamo, to świetna robota! Zarobki jak w bajce! Wiesz, ile kasy można przywieźć z takiego rejsu? Ustawimy się, mówię ci!

I co mi z tych twoich pieniędzy, gdy ty wiecznie gdzieś na morzu, a ja cię choćby zobaczyć nie mogę! Lepiej byś rodzinę założył.

Rodzina rodzina, ale ją też trzeba utrzymać! Zarobię, póki się da, potem wszystko się poukłada.

Faktycznie zarobił. Po pierwszym rejsie zrobił generalny remont w mieszkaniu. Po drugim otworzył konto i wręczył matce kartę.

Żeby niczego ci nie brakowało!

Przecież i tak mi niczego nie brakuje! Brakuje tylko wnuków, a czas leci! Już jestem stara!

Jak ty jesteś stara? Chyba na głowę upadłaś! Jeszcze do emerytury daleko! z przekąsem odpowiedział syn.

Danuta kartą adekwatnie nigdy się nie posługiwała. Miała swój skromny dochód, bo pracowała ma pół etatu w aptece wystarczyło na spokojny żywot. Niech leżą, a syn może się przekona, jak oszczędna ze mnie kobieta! śmiała się w duchu.

Tak sobie żyli. Po każdym powrocie z rejsu syn nadrabiał zaległości: spotkania, imprezki, długie noce, przelotne znajomości. Matka już choćby nie chciała poznawać tych nowych dziewczyn, bo i po co, skoro i tak żadna nie zostawała na dłużej? Gdy stanęła z tym synowi twarzą w twarz, usłyszała:

To żebyś potem nie miała pretensji, iż żadnej nie poślubiłem. Na takie nie zamierzam się żenić!

Danucie zrobiło się przykro. Zwłaszcza gdy usłyszała, iż jest za dobra dla ludzi. Tak jej powiedział:

Mamo, za bardzo ufasz ludziom! Ty te moje kandydatki to w ogóle znałaś? One zawsze się starały być miłe przy tobie, ale w rzeczywistości były inne.

Ta kąśliwa uwaga długo nie chciała wyjść jej z głowy. No bo jak to ufna znaczy teraz naiwna? Nazwał ją głupią, czy jak?

Ale kiedy któregoś wieczoru zobaczyła go z nową dziewczyną, znów zapaliło się w niej światełko nadziei, iż dobrze by było naprostować życie syna. Bez wahania podeszła do pary. Maciek, choć prawie czterdziestka na karku, speszył się jak dzieciak. No cóż matka to matka, musiał przedstawić.

Kornelia spodobała jej się od razu. Wysoka, szczupła, kręcone włosy, miła z wyglądu i zachowania. Danuta z miejsca puszczała w niepamięć cały żal do syna.

Może faktycznie mu się nie poszczęściło do tej pory… Gdyby z którąś został, nie poznałby Kornelii! myślała radośnie.

Romans Maćka z Kornelią potrwał cały urlop; dziewczyna bywała u nich parę razy na obiady. Danuta tryskała szczęściem Kornelia była bystra, umiała rozmawiać, zawsze z kulturą. Ale, gdy Maciek zorientował się, iż czas na kolejny rejs, Kornelia zniknęła.

Już nie utrzymujemy kontaktu! I ty też nie powinnaś! rzucił syn i wyjechał.

Danuta długo zachodziła w głowę, co się wydarzyło, ale odpowiedzi nie znalazła.

* * *

Minął rok. Syn bywał tylko przejazdem i na pytania o Kornelię reagował szorstko.

No skarbie, czym ona ci podpadła?! Co tym razem nie wyszło? nie wytrzymała w końcu Danuta.

To tylko moja sprawa. Mamo, pozwól mi samemu ustawiać sobie życie!

Danuta ledwo powstrzymała łzy.

Przecież ja się martwię, Maćku!

Daruj sobie! odburknął syn. Prosiłem: z Kornelią nie utrzymujemy kontaktu! Daj mi spokój!

Znów wyruszył na rejs, a Danuta, z rozdygotanym sercem, wróciła do swojej codzienności.

I pewnego dnia, będąc w aptece, gdzie pracowała, przyszedł ktoś kupić mleko modyfikowane. I była to Kornelia! Zażenowana, poprawiła czapeczkę małej dziewczynki w wózku.

Kornelciu! Jak ja się cieszę! Mój syn nic mi nie wyjaśnił, tylko wyjechał i zakazał cokolwiek sprawdzać! wykrztusiła Danuta.

No cóż… odpowiedziała dziewczyna smutnym wzrokiem. Niech tak będzie.

Danuta niepokoiła się coraz bardziej.

Powiedz, dziecko, co się stało między wami? Mój syn ma, wiesz, ciężki charakter, ale serce dobre. Nie zawinił ci?

To już bez znaczenia… Nie mam do niego żalu. Musimy już iść, bo sklep zamykają…

Przyjdź do mnie kiedyś! choćby do apteki wpadnij, ja pracuje na zmiany. Pogadamy choć chwilkę!

I przyszła. I znów kupowała mleko. Powoli Danuta ją rozgadała. Wyszło, iż Kornelia zaszła w ciążę z Maćkiem, ale usłyszała, iż nie ma na dziecko czasu, no i zaraz po tym Maciek zniknął.

Wyjechał na rejs, nie? wzruszyła ramionami Kornelia. Ale nie narzucam się nikomu! Dobrze nam we dwie.

Danuta uklękła prawie przy wózku, patrząc wzruszona na dziecko.

To co… To moja wnuczka?

Tak wyszło… odpowiedziała cicho Kornelia. Zosia ma na imię.

Zosieńka…

***

Danuta nie mogła sobie znaleźć miejsca. Wydobyła z Kornelii, iż zaraz będą musiały się wyprowadzić wynajem kosztowny, a bez stabilnej pracy ciężko. Kornelia rozważała powrót do rodzinnego Chełma. Sama myśl, iż wnuczka wyjedzie w Polskę i nigdy już jej nie zobaczy, ściskała Danucie serce.

Wprowadź się do mnie, Kornelko. Z małą Zosią! To przecież moja wnuczka! Pomogę we wszystkim, pracę spokojnie znajdziesz, a ja dostaję tyle od Maćka, iż nie wiem co z pieniędzmi robić. U Zosi będzie dobrze!

A co na to Maciek?

A co mnie to obchodzi? Narobił bałaganu! Zostawił dziecko i ani słowa nie powiedział! Muszę jakoś zmazać tę plamę, w końcu jestem matką! Jak wróci, pogadam z nim jak nigdy! zakrzyknęła Danuta grożąc pięścią.

No i tak żyli. Danuta nie żałowała ani grosza na Zosię, ani czasu też. Brała mniej dyżurów, by być częściej w domu. Kornelia znalazła pracę, córkę spokojnie zostawiała z Danutą. Wracała dość późno, narzekała na zmęczenie.

Stałam cały dzień, klientów masa, wszyscy jakby wyszli z kabaretu…

Daj spokój! Idź odpocznij, a ja Zosieńkę wykapię, nakarmię, położę!

Zbliżał się powrót Maćka. Danuta widziała się, jak go przywita z pięściami, żeby przywrócić mu rozum. Kornelia zaś coraz bardziej się niepokoiła. Zamiast współczucia, Danucie aż się chciało być dla niej tarczą, nie wspominając już o Zosi.

Maciek wróci i nas wygoni! Powinnam była nie zgadzać się na przeprowadzkę! Jutro zacznę szukać mieszkania.

Co będzie was wyganiał, kto tu rządzi? Ja tu decyduję, kogo wpuszczam pod dach, a Maciek niech tylko spróbuje!

Jak Kornelia się opierała, tak Danuta nie ustępowała. Zostały z Zosią.

Wiesz co, myślę rzuciła podczas kolacji. Trzeba od razu tę kawalerkę przepisać na Zosię. Żeby potem nie było dyskusji. Maciek całe życie kawalerem zostanie, a wnuczce się należy! Tym bardziej, iż syn w aktach ojcem nie jest, spojrzała badawczo na Kornelię, a ta spuściła wzrok.

Przepraszam… Naprawdę myślałam…

Wszystko rozumiem. Ale w razie czego ciężko będzie udowodnić, iż to jego córka, dlatego jutro pójdziemy załatwić formalności.

Danuto! Nie przesadzajmy! Moi rodzice też mają mieszkanie…

choćby mnie nie próbuj przekonywać! przerwała jej Danuta. Zdecydowane!

No i poszły do notariusza. Ale usłyszały:

Najpierw syn musi się wymeldować, wtedy można przepisać.

Danuta była zła, ale liczyła, iż jak Maciek wróci, wszystko się wyprostuje. Kornelia zrobiła się jeszcze bardziej nerwowa i coraz częściej znikała.

Czemu cię ostatnio nie ma w domu? nie wytrzymała Danuta. Kornelia zaczęła się plątać:

Muszę wyrabiać nadgodziny… Chcę zaliczkę, ale szef powiedział, iż dopóki nie nadrobię pracy, nie dostanę nic.

Na co ci te pieniądze?

W tym czasie Kornelia przebierała się już w piżamę. Danuta chodziła za nią i nagle zauważyła, iż z części rzeczy została spakowana do ogromnej torby ukrytej za łóżkiem.

Ty dokąd się wybierasz? Chcesz się wyprowadzić?!

Muszę wyjechać! Jak Maciek wróci…

Nigdzie was nie puszczę! powiedziała twardo Danuta. Po namyśle dodała: I w ogóle, ile razy ci mówiłam karta w szufladzie, kod tam też, bierz ile trzeba i nie zapracowuj się na śmierć! Zosia zapomni, jak mama wygląda! Jak chcesz, żeby cię Maciek zaakceptował, naucz się być gospodarna!

Kornelia nic nie odpowiedziała. Maciek miał wrócić już za dwa dni.

* * *

Rankiem, w dniu powrotu, Danuta pierwsze kroki skierowała do pokoju Kornelii i Zosi, żeby popatrzeć jak śpią. Ale Kornelii nie było, tylko Zosia spała smacznie.

Nic z tego nie rozumiem! Gdzie ona się podziała? Szósta rano, jeszcze nigdy nie wychodziła jak kot z rana.

Danuta poszła więc do kuchni, żeby dokończyć gotowanie ulubionych synowych dań, zanim Zosia się obudzi. Poprawiała sobie humor, wyobrażając jak syn wchodzi, bierze Zosię na ręce i publicznie przeprasza Kornelię.

I rozległ się upragniony dzwonek.

Do mieszkania wszedł Maciek i zaniemówił na widok matki z małą dziewczynką na rękach.

Cześć, mamo. A co to za dziecko? Co się wydarzyło pod moją nieobecność?

Oj, tego to sam powinieneś się najlepiej domyślić!

Nic z tego nie rozumiem Maciek zdjął buty, rozpakował bagaż. No to, co się działo, kiedy mnie nie było?

Ano, odnalazłam swoją wnuczkę, Zosię! spojrzała twardo na syna.

Wnuczkę? Mamo, ja mam jakieś rodzeństwo nieznane?

Nie wygłupiaj się, Maciek! Kornelia wszystko mi powiedziała. Wstyd mi za ciebie!

Kornelia? Po pierwsze prosiłem, żebyś się z nią nie kontaktowała. Po drugie co ona i to dziecko mają do mnie?

Tu Danuta, rozjuszona, wyłożyła wszystko jak na tacy. Maciek złapał się za głowę:

No nie, mamo! wykrzyknął.

Co, znowu nazwiesz mnie głupią? Nazywaj, ale…

To nie moje dziecko! Kornelia cię wkręciła, a ty… Mamo, jak możesz być taka naiwna! Zaraz, zaraz, ona chyba tylko na kasę leciała… Co wzięła?

Nic! Ty to dopiero…

Sprawdź swoje oszczędności! Pewnie już uciekła z nimi!

Wyszła do pracy! upierała się Danuta.

Jeszcze długo się kłócili, aż Maciek postanowił poczekać na Kornelię, żeby raz na zawsze wszystko wyjaśnić.

Czekali do nocy. Danuta przez ten czas wyspowiadała się z całych ostatnich miesięcy. Maciek powtarzał, iż matkę ładnie wkręcono.

Nie wierzę! Kornelia była cudowna!

Cudowna oszustka. A ty jej zaufałaś!

Nie mów tak! Wróci, pogadacie i zobaczysz, jak ci będzie głupio! Ja idę do Zosi.

Nie jest twoją wnuczką!

Danuta rzuciła groźne spojrzenie.

Można łatwo sprawdzić test DNA.

O, tego właśnie zrobimy! z dumą odparła i zamknęła się z Zosią.

Mijał wieczór, noc i kolejny dzień, a Kornelia nie wróciła. Telefon milczał, a pod adresem pracy nikt o niej nie słyszał. Bezradna Danuta, z Zosią pod pachą, pytała wszystkich nikt nie kojarzył takiej osoby.

Po powrocie do domu znalazła rozrzucone rzeczy Zosi, ale po pieniądzach i karcie ani śladu. W szafie nie było już nic Kornelii.

Niemożliwe! Przecież nie mogła zostawić Zosi!

Oj, mogła… mruknął Maciek. Kumple ostrzegali, iż jest szemrana… A potem kumpel opowiedział, jak go okradła… Ja ją przyprowadziłem do domu, potem okazuje się w ciąży, nie wiadomo z kim. Gadanie, iż ze mną… Eh, już mi chłopaki mówili, iż biegała po całym mieście.

Ale ja głupia naiwna baba! rozszlochała się Danuta. Czemu mnie uprzedziłeś?

Nie chciałem cię martwić. Ty dobra, wierząca w ludzi… Nie chciałem ci naopowiadać paskudztw.

I co teraz?

Zgłaszamy na policję! Jeszcze dobrze, iż mieszkania na Zosię nie przepisałaś. Bo byśmy zostali pod mostem.

Zgłosili. Kornelia jakby zapadła się pod ziemię. Miesiące mijały, żadnych wieści. Z konta nie zdążyła wiele zwinąć, bo zaraz po powrocie Maćka rachunek został zablokowany. Kartę Danuta znalazła potem na dworcu.

Dopóki szukali matki, Zosię pozwolono Danucie zatrzymać. Musiała rzucić aptekę, ale dobrze, iż syn zarabiał. Test DNA pokazał, iż Maciek nie był ojcem, ale Danuta tak pokochała dziewczynkę, iż nie umiała się z nią rozstać. Po konsultacji z synem, podjęli decyzję, by wychowywać Zosię jako własną. Kornelii nikt już nie widział, sąd odebrał jej prawa. Ze zdobyciem opieki wiązało się mnóstwo biurokracji. Michałowi odmówiono, Danuta musiała z powrotem podjąć pracę, ogarnąć żłobek, a tam jeszcze inne cuda-wianki. Ale się ustabilizowało. Odetchnęli.

Po roku Maciek wrócił z rejsu z żoną:

Poznaj, mamo, to Ola. Zamieszkamy razem.

Ale… Danuta oniemiała, zerkając na drzwi do pokoju dziecięcego.

Ola uśmiechnęła się ciepło:

Bardzo mi miło panią poznać, pani Danuto! Maciek wszystko mi opowiedział i szczerze jestem pod wrażeniem tego, co pani zrobiła! jeżeli pozwoli mi pani współuczestniczyć w wychowaniu Zosi, będę szczęśliwa! spojrzała na Maćka porozumiewawczo.

Tak, planuję skończyć z rejsami, a jak z Olą wyadoptujemy Zosię, wreszcie nikt nam nie odmówi!

Danuta rozświetliła się cała:

O rany, jakie to szczęście! No chodźcie, siadajcie do stołu! Nagotowałam całą armię jedzenia! W końcu się wszyscy poznamy! Jak ja się cieszę! i otarła łzę wzruszenia.

Idź do oryginalnego materiału