Wyczekana wnuczka
Danuta Nowakowa znów próbowała dodzwonić się do syna, który był właśnie na kolejnym rejsie. Ale jak nie było zasięgu, tak nie było.
Oj, Maciek, narozrabiałeś westchnęła z przejęciem i jeszcze raz wystukała znajomy numer. Dzwoń nie dzwoń póki nie dobije do najbliższego portu w Szwecji, to kontaktu nie będzie, prędko się nie doczeka. A tu taka akcja!
Danuta Nowakowa spać nie mogła już drugą noc oto, co nawyczyniał jej syn!
* * *
A wszystko zaczęło się już kilka lat temu, gdy Maciek choćby nie myślał o marynarce. Syn niby dorosły facet, a kobietom wciąż czegoś brakowało wszystkie były ponoć nie takie! Danuta z matczyną rozpaczą patrzyła, jak jego kolejne związki z bardzo miłymi, porządnymi no, przynajmniej według niej dziewczynami się sypią.
Ty masz okropny charakter, Maćku! powtarzała mu. Wszystko ci nie pasuje! Jaka kobieta się znajdzie, by sprostać twoim wymaganiom?
Mamo, przesadzasz. Tobie chodzi tylko o to, by mieć synową, a już nieważne jaką!
Wcale nie! Dla mnie ważne, żeby cię kochała i żeby była porządna!
A syn milczał, otoczony aurą tajemniczości, co Danutę irytowało niemiłosiernie. No bo jak to syn, którego wychowała, zna lepiej życie niż ona sama?! Kto tu teoretycznie jest starszy?
A czym ci nie pasowała Basia?! wybuchała w końcu.
Przecież ci mówiłem.
No dobrze… Basia faktycznie miała wady, ale przecież Danuta nie zamierzała się poddawać w tej dyskusji. Załóżmy, iż miała wady. Ale iż aż tak? No dobra… A Magda?
Magda też nie.
A Zosia? Przecież taka miła dziewczyna. Spokojna. Zawsze się pytała jak pomóc, taka gospodarna! Naprawdę nie?
Była fajna, ale potem wyszło, iż nigdy mnie nie kochała odpowiedział z rezygnacją Maciek.
A ty ją?
Chyba też nie.
No to Judyta?
Mamo!
Co mamo?! Tobie nie dogodzisz! Zachowujesz się jak playboy! Zamiast się ustatkować, założyć rodzinę, dzieci mieć!
Skończmy tę bezsensowną rozmowę! wybuchł w końcu Maciek i zniknął z domu.
Cały ojciec! Przewrażliwiony i uparty! Danuta musiała się porządnie zdenerwować.
Czas płynął, wokół syna kręciły się kolejne panny, a upragniona wizja syna w garniturze ślubnym i wnuczka w pieluszkach jakoś się nie spełniała. A potem Maciek nagle zmienił zawód dawny kumpel zaprosił go na statek i jakimś cudem namówił do życia człowieka-mewy. Wszystkie pobożne życzenia matki zostały zignorowane.
Mamo, to świetna robota! Zarobki jak w bajce! Wiesz, ile kasy można przywieźć z takiego rejsu? Ustawimy się, mówię ci!
I co mi z tych twoich pieniędzy, gdy ty wiecznie gdzieś na morzu, a ja cię choćby zobaczyć nie mogę! Lepiej byś rodzinę założył.
Rodzina rodzina, ale ją też trzeba utrzymać! Zarobię, póki się da, potem wszystko się poukłada.
Faktycznie zarobił. Po pierwszym rejsie zrobił generalny remont w mieszkaniu. Po drugim otworzył konto i wręczył matce kartę.
Żeby niczego ci nie brakowało!
Przecież i tak mi niczego nie brakuje! Brakuje tylko wnuków, a czas leci! Już jestem stara!
Jak ty jesteś stara? Chyba na głowę upadłaś! Jeszcze do emerytury daleko! z przekąsem odpowiedział syn.
Danuta kartą adekwatnie nigdy się nie posługiwała. Miała swój skromny dochód, bo pracowała ma pół etatu w aptece wystarczyło na spokojny żywot. Niech leżą, a syn może się przekona, jak oszczędna ze mnie kobieta! śmiała się w duchu.
Tak sobie żyli. Po każdym powrocie z rejsu syn nadrabiał zaległości: spotkania, imprezki, długie noce, przelotne znajomości. Matka już choćby nie chciała poznawać tych nowych dziewczyn, bo i po co, skoro i tak żadna nie zostawała na dłużej? Gdy stanęła z tym synowi twarzą w twarz, usłyszała:
To żebyś potem nie miała pretensji, iż żadnej nie poślubiłem. Na takie nie zamierzam się żenić!
Danucie zrobiło się przykro. Zwłaszcza gdy usłyszała, iż jest za dobra dla ludzi. Tak jej powiedział:
Mamo, za bardzo ufasz ludziom! Ty te moje kandydatki to w ogóle znałaś? One zawsze się starały być miłe przy tobie, ale w rzeczywistości były inne.
Ta kąśliwa uwaga długo nie chciała wyjść jej z głowy. No bo jak to ufna znaczy teraz naiwna? Nazwał ją głupią, czy jak?
Ale kiedy któregoś wieczoru zobaczyła go z nową dziewczyną, znów zapaliło się w niej światełko nadziei, iż dobrze by było naprostować życie syna. Bez wahania podeszła do pary. Maciek, choć prawie czterdziestka na karku, speszył się jak dzieciak. No cóż matka to matka, musiał przedstawić.
Kornelia spodobała jej się od razu. Wysoka, szczupła, kręcone włosy, miła z wyglądu i zachowania. Danuta z miejsca puszczała w niepamięć cały żal do syna.
Może faktycznie mu się nie poszczęściło do tej pory… Gdyby z którąś został, nie poznałby Kornelii! myślała radośnie.
Romans Maćka z Kornelią potrwał cały urlop; dziewczyna bywała u nich parę razy na obiady. Danuta tryskała szczęściem Kornelia była bystra, umiała rozmawiać, zawsze z kulturą. Ale, gdy Maciek zorientował się, iż czas na kolejny rejs, Kornelia zniknęła.
Już nie utrzymujemy kontaktu! I ty też nie powinnaś! rzucił syn i wyjechał.
Danuta długo zachodziła w głowę, co się wydarzyło, ale odpowiedzi nie znalazła.
* * *
Minął rok. Syn bywał tylko przejazdem i na pytania o Kornelię reagował szorstko.
No skarbie, czym ona ci podpadła?! Co tym razem nie wyszło? nie wytrzymała w końcu Danuta.
To tylko moja sprawa. Mamo, pozwól mi samemu ustawiać sobie życie!
Danuta ledwo powstrzymała łzy.
Przecież ja się martwię, Maćku!
Daruj sobie! odburknął syn. Prosiłem: z Kornelią nie utrzymujemy kontaktu! Daj mi spokój!
Znów wyruszył na rejs, a Danuta, z rozdygotanym sercem, wróciła do swojej codzienności.
I pewnego dnia, będąc w aptece, gdzie pracowała, przyszedł ktoś kupić mleko modyfikowane. I była to Kornelia! Zażenowana, poprawiła czapeczkę małej dziewczynki w wózku.
Kornelciu! Jak ja się cieszę! Mój syn nic mi nie wyjaśnił, tylko wyjechał i zakazał cokolwiek sprawdzać! wykrztusiła Danuta.
No cóż… odpowiedziała dziewczyna smutnym wzrokiem. Niech tak będzie.
Danuta niepokoiła się coraz bardziej.
Powiedz, dziecko, co się stało między wami? Mój syn ma, wiesz, ciężki charakter, ale serce dobre. Nie zawinił ci?
To już bez znaczenia… Nie mam do niego żalu. Musimy już iść, bo sklep zamykają…
Przyjdź do mnie kiedyś! choćby do apteki wpadnij, ja pracuje na zmiany. Pogadamy choć chwilkę!
I przyszła. I znów kupowała mleko. Powoli Danuta ją rozgadała. Wyszło, iż Kornelia zaszła w ciążę z Maćkiem, ale usłyszała, iż nie ma na dziecko czasu, no i zaraz po tym Maciek zniknął.
Wyjechał na rejs, nie? wzruszyła ramionami Kornelia. Ale nie narzucam się nikomu! Dobrze nam we dwie.
Danuta uklękła prawie przy wózku, patrząc wzruszona na dziecko.
To co… To moja wnuczka?
Tak wyszło… odpowiedziała cicho Kornelia. Zosia ma na imię.
Zosieńka…
***
Danuta nie mogła sobie znaleźć miejsca. Wydobyła z Kornelii, iż zaraz będą musiały się wyprowadzić wynajem kosztowny, a bez stabilnej pracy ciężko. Kornelia rozważała powrót do rodzinnego Chełma. Sama myśl, iż wnuczka wyjedzie w Polskę i nigdy już jej nie zobaczy, ściskała Danucie serce.
Wprowadź się do mnie, Kornelko. Z małą Zosią! To przecież moja wnuczka! Pomogę we wszystkim, pracę spokojnie znajdziesz, a ja dostaję tyle od Maćka, iż nie wiem co z pieniędzmi robić. U Zosi będzie dobrze!
A co na to Maciek?
A co mnie to obchodzi? Narobił bałaganu! Zostawił dziecko i ani słowa nie powiedział! Muszę jakoś zmazać tę plamę, w końcu jestem matką! Jak wróci, pogadam z nim jak nigdy! zakrzyknęła Danuta grożąc pięścią.
No i tak żyli. Danuta nie żałowała ani grosza na Zosię, ani czasu też. Brała mniej dyżurów, by być częściej w domu. Kornelia znalazła pracę, córkę spokojnie zostawiała z Danutą. Wracała dość późno, narzekała na zmęczenie.
Stałam cały dzień, klientów masa, wszyscy jakby wyszli z kabaretu…
Daj spokój! Idź odpocznij, a ja Zosieńkę wykapię, nakarmię, położę!
Zbliżał się powrót Maćka. Danuta widziała się, jak go przywita z pięściami, żeby przywrócić mu rozum. Kornelia zaś coraz bardziej się niepokoiła. Zamiast współczucia, Danucie aż się chciało być dla niej tarczą, nie wspominając już o Zosi.
Maciek wróci i nas wygoni! Powinnam była nie zgadzać się na przeprowadzkę! Jutro zacznę szukać mieszkania.
Co będzie was wyganiał, kto tu rządzi? Ja tu decyduję, kogo wpuszczam pod dach, a Maciek niech tylko spróbuje!
Jak Kornelia się opierała, tak Danuta nie ustępowała. Zostały z Zosią.
Wiesz co, myślę rzuciła podczas kolacji. Trzeba od razu tę kawalerkę przepisać na Zosię. Żeby potem nie było dyskusji. Maciek całe życie kawalerem zostanie, a wnuczce się należy! Tym bardziej, iż syn w aktach ojcem nie jest, spojrzała badawczo na Kornelię, a ta spuściła wzrok.
Przepraszam… Naprawdę myślałam…
Wszystko rozumiem. Ale w razie czego ciężko będzie udowodnić, iż to jego córka, dlatego jutro pójdziemy załatwić formalności.
Danuto! Nie przesadzajmy! Moi rodzice też mają mieszkanie…
choćby mnie nie próbuj przekonywać! przerwała jej Danuta. Zdecydowane!
No i poszły do notariusza. Ale usłyszały:
Najpierw syn musi się wymeldować, wtedy można przepisać.
Danuta była zła, ale liczyła, iż jak Maciek wróci, wszystko się wyprostuje. Kornelia zrobiła się jeszcze bardziej nerwowa i coraz częściej znikała.
Czemu cię ostatnio nie ma w domu? nie wytrzymała Danuta. Kornelia zaczęła się plątać:
Muszę wyrabiać nadgodziny… Chcę zaliczkę, ale szef powiedział, iż dopóki nie nadrobię pracy, nie dostanę nic.
Na co ci te pieniądze?
W tym czasie Kornelia przebierała się już w piżamę. Danuta chodziła za nią i nagle zauważyła, iż z części rzeczy została spakowana do ogromnej torby ukrytej za łóżkiem.
Ty dokąd się wybierasz? Chcesz się wyprowadzić?!
Muszę wyjechać! Jak Maciek wróci…
Nigdzie was nie puszczę! powiedziała twardo Danuta. Po namyśle dodała: I w ogóle, ile razy ci mówiłam karta w szufladzie, kod tam też, bierz ile trzeba i nie zapracowuj się na śmierć! Zosia zapomni, jak mama wygląda! Jak chcesz, żeby cię Maciek zaakceptował, naucz się być gospodarna!
Kornelia nic nie odpowiedziała. Maciek miał wrócić już za dwa dni.
* * *
Rankiem, w dniu powrotu, Danuta pierwsze kroki skierowała do pokoju Kornelii i Zosi, żeby popatrzeć jak śpią. Ale Kornelii nie było, tylko Zosia spała smacznie.
Nic z tego nie rozumiem! Gdzie ona się podziała? Szósta rano, jeszcze nigdy nie wychodziła jak kot z rana.
Danuta poszła więc do kuchni, żeby dokończyć gotowanie ulubionych synowych dań, zanim Zosia się obudzi. Poprawiała sobie humor, wyobrażając jak syn wchodzi, bierze Zosię na ręce i publicznie przeprasza Kornelię.
I rozległ się upragniony dzwonek.
Do mieszkania wszedł Maciek i zaniemówił na widok matki z małą dziewczynką na rękach.
Cześć, mamo. A co to za dziecko? Co się wydarzyło pod moją nieobecność?
Oj, tego to sam powinieneś się najlepiej domyślić!
Nic z tego nie rozumiem Maciek zdjął buty, rozpakował bagaż. No to, co się działo, kiedy mnie nie było?
Ano, odnalazłam swoją wnuczkę, Zosię! spojrzała twardo na syna.
Wnuczkę? Mamo, ja mam jakieś rodzeństwo nieznane?
Nie wygłupiaj się, Maciek! Kornelia wszystko mi powiedziała. Wstyd mi za ciebie!
Kornelia? Po pierwsze prosiłem, żebyś się z nią nie kontaktowała. Po drugie co ona i to dziecko mają do mnie?
Tu Danuta, rozjuszona, wyłożyła wszystko jak na tacy. Maciek złapał się za głowę:
No nie, mamo! wykrzyknął.
Co, znowu nazwiesz mnie głupią? Nazywaj, ale…
To nie moje dziecko! Kornelia cię wkręciła, a ty… Mamo, jak możesz być taka naiwna! Zaraz, zaraz, ona chyba tylko na kasę leciała… Co wzięła?
Nic! Ty to dopiero…
Sprawdź swoje oszczędności! Pewnie już uciekła z nimi!
Wyszła do pracy! upierała się Danuta.
Jeszcze długo się kłócili, aż Maciek postanowił poczekać na Kornelię, żeby raz na zawsze wszystko wyjaśnić.
Czekali do nocy. Danuta przez ten czas wyspowiadała się z całych ostatnich miesięcy. Maciek powtarzał, iż matkę ładnie wkręcono.
Nie wierzę! Kornelia była cudowna!
Cudowna oszustka. A ty jej zaufałaś!
Nie mów tak! Wróci, pogadacie i zobaczysz, jak ci będzie głupio! Ja idę do Zosi.
Nie jest twoją wnuczką!
Danuta rzuciła groźne spojrzenie.
Można łatwo sprawdzić test DNA.
O, tego właśnie zrobimy! z dumą odparła i zamknęła się z Zosią.
Mijał wieczór, noc i kolejny dzień, a Kornelia nie wróciła. Telefon milczał, a pod adresem pracy nikt o niej nie słyszał. Bezradna Danuta, z Zosią pod pachą, pytała wszystkich nikt nie kojarzył takiej osoby.
Po powrocie do domu znalazła rozrzucone rzeczy Zosi, ale po pieniądzach i karcie ani śladu. W szafie nie było już nic Kornelii.
Niemożliwe! Przecież nie mogła zostawić Zosi!
Oj, mogła… mruknął Maciek. Kumple ostrzegali, iż jest szemrana… A potem kumpel opowiedział, jak go okradła… Ja ją przyprowadziłem do domu, potem okazuje się w ciąży, nie wiadomo z kim. Gadanie, iż ze mną… Eh, już mi chłopaki mówili, iż biegała po całym mieście.
Ale ja głupia naiwna baba! rozszlochała się Danuta. Czemu mnie uprzedziłeś?
Nie chciałem cię martwić. Ty dobra, wierząca w ludzi… Nie chciałem ci naopowiadać paskudztw.
I co teraz?
Zgłaszamy na policję! Jeszcze dobrze, iż mieszkania na Zosię nie przepisałaś. Bo byśmy zostali pod mostem.
Zgłosili. Kornelia jakby zapadła się pod ziemię. Miesiące mijały, żadnych wieści. Z konta nie zdążyła wiele zwinąć, bo zaraz po powrocie Maćka rachunek został zablokowany. Kartę Danuta znalazła potem na dworcu.
Dopóki szukali matki, Zosię pozwolono Danucie zatrzymać. Musiała rzucić aptekę, ale dobrze, iż syn zarabiał. Test DNA pokazał, iż Maciek nie był ojcem, ale Danuta tak pokochała dziewczynkę, iż nie umiała się z nią rozstać. Po konsultacji z synem, podjęli decyzję, by wychowywać Zosię jako własną. Kornelii nikt już nie widział, sąd odebrał jej prawa. Ze zdobyciem opieki wiązało się mnóstwo biurokracji. Michałowi odmówiono, Danuta musiała z powrotem podjąć pracę, ogarnąć żłobek, a tam jeszcze inne cuda-wianki. Ale się ustabilizowało. Odetchnęli.
Po roku Maciek wrócił z rejsu z żoną:
Poznaj, mamo, to Ola. Zamieszkamy razem.
Ale… Danuta oniemiała, zerkając na drzwi do pokoju dziecięcego.
Ola uśmiechnęła się ciepło:
Bardzo mi miło panią poznać, pani Danuto! Maciek wszystko mi opowiedział i szczerze jestem pod wrażeniem tego, co pani zrobiła! jeżeli pozwoli mi pani współuczestniczyć w wychowaniu Zosi, będę szczęśliwa! spojrzała na Maćka porozumiewawczo.
Tak, planuję skończyć z rejsami, a jak z Olą wyadoptujemy Zosię, wreszcie nikt nam nie odmówi!
Danuta rozświetliła się cała:
O rany, jakie to szczęście! No chodźcie, siadajcie do stołu! Nagotowałam całą armię jedzenia! W końcu się wszyscy poznamy! Jak ja się cieszę! i otarła łzę wzruszenia.












