Wytrzymaj, córeczko! Teraz jesteś w innej rodzinie i musisz dostosować się do ich zasad.

polregion.pl 19 godzin temu

Trzymaj się, kochanie! Teraz jesteś w nowej rodzinie i musisz szanować ich zwyczaje. Wyszłaś za mąż, nie po prostu wpadłaś w gościnę. Jakie zwyczaje, mamo? Wszystko tu jest bez sensu! Zwłaszcza teściowa! Ona mnie nienawidzi, to i tak widać! Czy kiedykolwiek słyszałaś, iż teściowe mogą być miłe?

Panuje tu chaos! Nie da się go powstrzymać! krzyczała Jadwiga Nowak, stojąc w środku kuchni, twarz jej była czerwona od wściekłości, a oczy płonęły gniewem. jeżeli mąż się bawi, to wina zawsze spada na żonę. Co mam ci teraz wyjaśniać?

Teściowa była w szale. Ryknęła na swoją synową Zuzannę, jakby była szalona. Wszystko przez to, iż Zuzanna zaczęła podejrzewać jej syna, Bartosza, o zdradę.

Zuzanna, młoda, delikatna dziewczyna o dużych, naiwnych oczach, stała przy ścianie, próbując uspokoić rozgniewaną kobietę.

Jadwigo, to nie jest w porządku. On ma rodzinę, dzieci próbowała się bronić Zuzanna, ale teściowa przerwała ją machnięciem ręki, jakby odpędzała natrętną muchę.

To twoja rodzina? A może to twoje dziecko, które nie wpuszcza dziadków do domu? powiedziała z pogardą. Twoje wychowanie, przy okazji!

Jakie wychowanie, Jadwigo? Iwanek ma dopiero rok. pozostało maleńki cicho protestowała Zuzanna.

Maleńki? zmarszczyła się kobieta. W rodzinie Jankowskich wnuk pozostało mniejszy. Zawsze w rękach, nie potrafi choćby mówić, taki… twój… wymachiwała ręką w stronę pokoju dziecięcego.

W rzeczywistości to wasz wnuk odparła Zuzanna, choć głos jej drżał. Dzieci wyczuwają złe osoby. Może dlatego nie podchodzi do was.

My jesteśmy tacy źli? To jakaś kpina! krzyknęła teściowa. A w kim mieszkasz, nasza piękna? Czyje jedzenie zjesz? Czyje pieniądze wydajesz? Niewdzięczna!

Zuzanna nie chciała już dłużej kłócić się z tą skandaliczną teściową. Mówiła już setki razy Bartoszowi, iż chce mieszkać samodzielnie, ale Bartosz, rozpieszczony syn matki, nie widział w tym potrzeby.

Lubił żyć z rodzicami. Czuł się wtedy jak w kościelnym kołowrotku. Pracował spokojnie, a wszystkie domowe sprawy rozwiązywały osoby starsze pranie, sprzątanie, gotowanie. Nie życie, a bajka!

Zuzanna najpierw starała się nawiązać kontakt z Jadwigą. Pomagała w domu, wspierała ją we wszystkim, choćby słuchała jej niekończących się narzekań o sąsiadach. Z czasem jednak zrozumiała, iż to nic nie zmieni.

Jakkolwiek chciała być dobrą i pomocną synową, nie potrafiła ukryć nienawiści.

Przyprowadziliśmy tę nieudacznicę, jakby nie było normalnych dziewczyn opowiadała Jadwiga sąsiadce, kiedy Zuzanna stała pod rogiem domu, zbierając porozrzucane przez Bartosza zabawki i wsłuchując się we wszystkie krzyki.

Aż do innej wsi po nią jeździ! My nasze babcie są lepsze, pracowite i mądrzejsze.

Nie mów! popierała ją miejscowa plotkarz, starsza sąsiadka Zofia, która już zdążyła przełknąć wszystkie plotki wioski.

Rozumiem, iż nie wiesz, co zrobić. A ty, Pani, sama przyznałaś, iż ręce nie masz w tym dobrych. Nic nie da się naprawić.

Nie wyobrażasz sobie, jak to jest! Nie można jej nic powierzyć. Albo zgubi, albo zepsuje. A dziecko u niej to już inna sprawa.

U Jankowskich wnuk jest zupełnie inny spokojny, rozważny chłopiec. Ten cały czas płacze i marudzi. Geny chyba nie z naszych stron.

Kiedy sytuacja stała się nie do zniesienia, Zuzanna dzwoniła do mamy z sąsiedniej wsi, narzekała, płakała, a ta odpowiadała:

Trzymaj się, córeczko! Teraz jesteś w innej rodzinie, musisz przyjąć ich zasady. Wyszłaś za mąż, nie po prostu wpadłaś w gościnę.

Jakie zasady, mamo? Wszystko tu jest bez sensu! Zwłaszcza teściowa! Ona mnie nienawidzi, to widać!

Czy kiedykolwiek słyszałaś, iż teściowe mogą być dobre? Przeszłyśmy to wszystkie, i ty też musisz. Najważniejsze nie pokazuj, iż ci ciężko. Trzymaj się.

Zrozumiawszy, iż z niepewną mamą nie da się nic zrobić, Zuzanna zagroziła, iż zadzwoni do taty.

Zrób nam psikusa tata! przestraszyła się mama. Wiesz, iż ma on już warunkowe zwolnienie. Jeden krok w tył i wciągną twojego ojca do aresztu!

Zuzanna wiedziała, iż ojciec bardzo kocha swoją jedyną córkę. Sam dostał warunkowe zwolnienie za bójkę w sklepiku, kiedy ktoś obraził Zuzannę. Wiedziała też, iż nie zostanie cicho, jeżeli usłyszy, jak jego córka jest maltretowana w obcym domu. Był człowiekiem o gorącym temperamencie.

Dobrze, nie powiem tacie zgodziła się Zuzanna. Ale jeżeli będą dalej tak postępować, nie wiem, co zrobię.

Wszystko się ułoży, kochanie zapewniała mama, próbując ją uspokoić. Za kilka tygodni nie będziesz już o tym pamiętać.

Chciałaby Zuzanna o tym nie wspominać, ale relacje z teściową nie poprawiały się. Jadwiga zdawała się coraz bardziej nienawidzić synową, jakby Zuzanna była przyczyną wszystkich jej problemów. choćby jej mąż, Iwo Stasiak, zmęczony życiem starszy człowiek, nie wytrzymał.

Po co tak krzyczysz na dziewczynę? rzekł pewnego ranka, kiedy kłótnia osiągnęła szczyt. Ona i tak od nas odejdzie!

Ja jej odejdę! wykrzyknęła Jadwiga, rzucając całą swoją złość na męża. Złożę pozew, odzyskam każdą złotówkę, którą wygraliśmy przez te lata! I wezmę dziecko, żeby nie rosło w takiej nędznej rodzinie!

Zuzanna wiedziała, iż teściowa gada bzdury, ale i tak się bała. Przecież dalej kochała swojego męża Bartosza.

Plotki o tym, iż Bartosz potajemnie spotyka się ze swoją byłą Olgą, okazały się jedynie wiejskimi paplaninami, które takie babcie jak Jadwiga podchwytywały i rozpowiadały dalej.

Gdyby nie długie języki teściowej, te nękanie nie trwałyby tak długo. Pewnego razu, po kolejnej zwycięskiej z nią konfrontacji, Jadwiga opowiadała swoje bohaterstwa przyjaciółce babci Zofii. Dodawała coś nowego, wyolbrzymiała, a potem przekazywała dalej, aż historia dotarła do ojca Zuzanny.

Ojciec Zuzanny, surowy mężczyzna, prawie dwa metry wzrostu, szerokie barki, wziął siekierę, którą właśnie używał do rąbania drewna, nie zrzucając roboczej kurtki, wskoczył na swój stary motocykl Ural i, nie mówiąc nic żonie, pojechał do sąsiedniej wsi, by uwolnić córkę z poniżenia.

W tym momencie w domu Jadwigi wybuchł prawdziwy skandal. Młoda mama na chwilę zostawiła malucha Wiktora na nowym, jaskrawo żółtym kanapie, by pobrać świeżą pieluszkę. Kiedy wróciła, zobaczyła pod dzieckiem małą brązową plamkę. W oczach teściowej ta plamka rozrosła się do niewyobrażonych rozmiarów, niczym czarna dziura, gotowa pożreć całe mieszkanie. Pojawiła się nagle, jak burza, i od razu zaczęła wykrzykiwać:

Zniszczyłaś kanapę! Mój ulubiony mebel! Wiesz, ile kosztował? Odrywam ci ręce, a potem zszyję je, żeby nie bolało!

Naprawię wszystko, posprzątam starała się uspokoić Zuzanna drżącymi rękami, chwytając ścierkę.

Co chcesz sprzątać? To nowa kanapa! Skąd wiesz, co to? Nigdy nie kupowałaś nic za własne pieniądze!

A wy nigdy nie kupowaliście? wybuchnęła Zuzanna i w tym momencie odważyła się skrytykować teściową, iż całe życie siedzi na karku męża.

Popatrzcie na nią! Dość bezczelności wobec teściowej! oblicze Jadwigi przybrało czerwony kolor.

Teraz wytrzyj tę plamę i później ruszajcie się razem z synem! Będziecie u mnie mieszkać i głuchać się, dopóki nie nauczicie się zachowywać!

Zuzanna, płacząc, próbowała wytrzeć plamę. Brązowy ślad nie chciał zniknąć, jakby drwił z jej bezsilności. Mały Wiktor, wyczuwając matczyną panikę, ryczał na cały głos, a jego płacz podnosił napięcie w domu.

Jadwiga stała nad głową Zuzanny, zalewając ją wyzwiskami. Nie zauważyła, iż w drzwiach pojawił się nieznajomy to był ojciec Zuzanny, Michał. Stał jak pomnik, trzymając mocno rękojeść siekiery.

Na chwilę Jadwiga odwróciła się, czując czyjąś obecność, i spojrzała na narzędzie. Wiedziała, iż Michał to człowiek o gorącym temperamencie i iż ma za sobą warunkowe zwolnienie. Strach przeszył ją natychmiast.

O, witaj, Michale! A ja właśnie Zuzankę wychowuję

Słyszałem, jak ją wychowujesz ryknął ojciec, wchodząc boso do pokoju. Podniósł siekierę, ale zamiast uderzyć, położył ją na ramię i wyciągnął rękę do córki.

Chodź, Zuzio, nie ma tu nic dla ciebie powiedział i poprowadził ją w stronę wyjścia.

Stój, teściowo! zakrzyknęła Jadwiga, odzyskując równowagę. Co powiem mojemu synowi?

Niech przyjdzie do mnie sam, po żonę. Porozmawiamy, jak przystało na mężczyznę rzucił Michał zimnym, krótkim spojrzeniem.

Michał zabrał córkę i malucha Wiktora. Bartosz długo się wahał, by przyjechać po nich, obawiając się konfrontacji z teściem, ale w końcu podjął ryzyko.

Michał rozmawiał spokojnie, ale stanowczo z zięciem. Nie groził, nie krzyczał, ale jego mocny głos i leżąca na stole siekiera nadawały słowom wagę. Bartosz obiecał, iż będą mieszkać osobno, iż matka nie będzie wtrącać się w ich sprawy i iż będzie bronił żony i dziecka.

Kiedy Michał mocno uścisnął rękę Bartosza, zięć poczuł, iż żarty z tym człowiekiem nie mają sensu i wszystkie obietnice muszą być dotrzymane.

Od tego dnia Jadwiga omijała Zuzannę i wnuka. Nie rozmawiała już z nimi, nie witała ich na ulicy.

Bartosz i Zuzanna zamieszkali osobno. Żyli w spokoju i wzajemnym zrozumieniu. Czy to był efekt rad teścia, czy po prostu prawdziwa miłość?

Idź do oryginalnego materiału