Wytrwaj, córeczko! Jesteś już w innej rodzinie i musisz szanować ich zasady. Wyszłaś za mąż, nie przyjechałaś na gości. Jakie to zasady, mamo? Wszystko tu jest po prostu kuku! Zwłaszcza teściowa! Ona mnie nienawidzi, to oczywiste! A czy kiedykolwiek słyszałaś, iż teściowe mogą być miłe?
Hula! Hula! Co za hulanki! Jadwiga Piotrowna stoi pośrodku kuchni, twarz ma czerwoną od gniewu, a oczy płoną wściekłością. jeżeli mąż huluje, to babcia sama jest winna. Co mam ci teraz tłumaczyć?
Teściowa jest w szale. Krzyczy na swoją synową Zosię, jakby straciła rozum. Wszystko przez to, iż podejrzewa swojego syna Borysa o niewierność.
Zosia, młoda, delikatna dziewczyna z dużymi, naiwnymi oczami, przylega do ściany, próbując uspokoić rozgniewaną kobietę.
Jadwigo Piotrowna, to jednak nielogsza. On ma rodzinę, dzieci zaczyna bronić się Zosia, ale teściowa natychmiast ją przerywa, machając ręką jakby odpędzała uciążliwą owcę.
To twoja rodzina? Czy to twoje dziecko, które nie wpuszcza nas z dziadkiem do domu? szydzi teściowa. Twoje wychowanie, przy okazji!
Jakie to wychowanie, Jadwigo Piotrowna? Iwan ma dopiero rok. On pozostało mały cicho protestuje Zosia.
Mały? kobieta marszczy brwi. W rodzinie Jędrzeja wnuk pozostało mniejszy. Chodzi po rękach, nie ma jeszcze kroków, a ty wskazuje w stronę pokoju dziecięcego.
adekwatnie to on jest waszym wnukiem odpowiada Zosia, choć drży jej głos. Dzieci wyczuwają złych ludzi. Może dlatego nie przychodzi do was.
My jesteśmy źli? To już krowa w kłótnie! teściowa przechodzi na krzyk. A od kogo, piękna nasza, żyjesz na darmo? Czyje jedzenie spożywasz? Czyje pieniądze wydajesz? Niewdzięczna!
Zosia nie chce już dyskutować z konfliktową teściową. Już tysiąc razy mówiła Borysowi, iż chce mieszkać osobno od rodziców, ale Borys, rozpuszczony syn matki, nie widzi w tym potrzeby.
Lubi mieszkać z rodzicami. Czuje się tam, jak w kołdrze Chrystusa. Spokojnie chodzi do pracy, a wszystkie domowe sprawy rozwiązują starzy pranie, sprzątanie, gotowanie. Nie życie, a bajka!
Z drugiej strony szkodliwa teściowa Elżbieta wciąż pyta o każdy szczegół. Z początku Zosia usiłuje nawiązać kontakt.
Pomaga w domu, wspiera we wszystkim, choćby słucha jej niekończących się narzekań na życie i sąsiadów. Z czasem jednak dostrzega, iż wszystko jest na nic.
Bez względu na to, jak dobrą i służącą chciałaby być Zosia, nie potrafi ukryć nienawiści do teściowej.
Przyniosłaś do domu tę nieudaczną, jakby nie było normalnych dziewczyn opowiadała Jadwiga Piotrowna sąsiadce, gdy Zosia stała przy rogu domu, zbierając porozrzucane przez Borysa zabawki i wsłuchując się w wszystko.
Aż do drugiej wsi po niej pojechała! Byłby powód! Nasze babcie są o wiele lepsze, pracowite i mądrzejsze.
Nie mów! podtrzymuje ją sąsiadka, miejscowa plotkarz babcia Mania, która już zdążyła przebrać kości całej wsi.
Rozumiem, gdybyś coś umiała. A ty, Piotrowna, sama mówiłaś, iż ręce nie z tego miejsca w niej. Nie uda się nic porządnie zrobić.
Nie wyobrażasz sobie, jak to jest! Nie można jej nic powierzyć. Albo zgubi, albo zniszczy. A dziecko u niej nie takie.
U Jędrzeja wnuk to inna sprawa. Spokojny, rozumny chłopiec. Ten cały czas się zachowuje, wymiata. Wygląda na to, iż geny nie są dobre.
Gdy życie staje się nie do zniesienia, Zosia dzwoni do matki w sąsiedniej wsi, skarży się, płacze, a matka odpowiada:
Wytrwaj, córeczko! Jesteś już w innej rodzinie i musisz szanować ich zasady. Wyszłaś za mąż, nie przyjechałaś na gości.
Jakie zasady, mamo? Wszystko tu jest po prostu kuku! Zwłaszcza teściowa! Ona mnie nienawidzi, to oczywiste!
Czy kiedykolwiek słyszałaś, iż teściowe mogą być miłe? Przeszłyśmy to wszystkie, i ty też musisz. Najważniejsze nie pokazuj, iż ci ciężko. Wytrwaj.
Zrozumiawszy, iż nie da się ugotować z jej płochliwej i niezdecydowanej mamy, Zosia grozi, iż zadzwoni i poskarży się ojcu.
Zaszczędź tatę! przeraża się matka. Wiesz, iż ma on warunkowy wyrok. Jeden krok w bok i wciągną twojego ojca za kratki!
Zosia wie o tym wszystko. Wie, iż ojciec bardzo kocha swoją jedyną córkę. Otrzymał on warunkowy wyrok za pobicie, które wymierzył, gdy ktoś obraził Zosię w miejscowym sklepie.
Wie też, iż ojciec nie będzie milczeć, jeżeli dowie się, jak znękają się nad jego ukochaną córką w cudzej rodzinie. Jest bardzo porywczy.
Dobrze, nie powiem tacie odpowiada Zosia. Ale jeżeli będą dalej w tym samym duchu, jeżeli teściowa tak będzie postępować nie wiem, co zrobię.
Wszystko się ułoży, córeczko powtarza matka, próbując ją uspokoić. Za kilka tygodni już nie będziesz o tej rozmowie pamiętać.
Zosia wolałaby nie wspominać, ale relacje z teściową nie poprawiają się. Jadwiga Piotrowna zdaje się jedynie bardziej się rozzłościć, jakby Zosia była winna wszystkich jej nieszczęść. choćby jej mąż, Janusz Stefankiewicz, starszy, zmęczony życiem, nie wytrzymuje.
Dlaczego ciągle krzyczysz na dziewczynę? pewnego ranka, gdy kłótnia osiąga szczyt, Janusz próbuje się wtrącić. Odeszła od nas! I dobrze zrobi!
Ja jej odejdę! wybucha Jadwiga Piotrowna, kierując całą swoją złość na męża. Złożę pozew, zwrócę każdą złotówkę, którą wydałyśmy przez te lata! I wezmę jej dziecko, żeby nie wychowywało się w takiej nikczemnej rodzinie!
Zosia rozumie, iż teściowa mówi bzdury, ale wciąż się boi. Zwłaszcza iż wciąż kocha swojego męża Borysa.
Plotki o tym, iż Borys potajemnie spotyka się ze swoją byłą Oksaną, okazują się jedynie wiejskimi pogadaninami, które babki takie jak Jadwiga rozprzestrzeniają po wiosce.
Nie wiadomo, ile jeszcze potrwałyby te znęcania teściowej nad synową, gdyby nie jej długie języki. Pewnego dnia, po kolejnej zwycięstwie nad synową, w farbach opowiada o swoich bohaterstwach najlepszej przyjaciółce, babci Mani. Dodaje coś nowego, przyozdabia, a potem przekazuje kolejnemu znajomemu, a w końcu mężowi i tak historia o głupiej synowej i surowej teściowej, z wiejskimi domysłami, dociera do ojca Zosi.
Ojciec Zosi, surowy mężczyzna, dwa metry wzrostu, szerokie barki, nie myśli długo. Bierze siekierę, którą właśnie użył do rąbania drewna, nie zrzuca roboczej kurtki, wsiada na swój stary motocykl Ural i, nie mówiąc słowa żonie, jedzie do sąsiedniej wsi wyzwolić córkę z upokarzającego uwięzienia.
W tym czasie w domu Jadwigi wybucha prawdziwy skandal. Młoda mama na chwilę zostawia małego Wiktora na nowym, jaskrawo żółtoczerwonym kanapie, by iść po świeżą pieluszkę. Wraca i widzi pod dzieckiem małą, brązową plamę. W oczach teściowej ta plama rośnie do niewyobrażonych rozmiarów, niczym czarna dziura, gotowa pochłonąć całe mieszkanie. Kobieta wpadła nagle jak burza i od razu zaczyna krzyczeć na synową.
Popsułaś kanapę! Mój ulubiony! Wiesz, ile za nią zapłaciłam? Ręce ci odetnę, a potem przyczepię, żeby nie krzywiła się!
Naprawię wszystko. Posprzątam próbuje uspokoić teściowa Zosia drżącymi rękami, chwytając ściereczkę.
Co będziesz sprzątać? Przecież jest nowa! Skąd wiesz? Nigdy nie kupowałaś nic za własny koszt!
A wy jak za swoje? nie wytrzymuje Zosia i w tym momencie odważnie zadaje słowo teściowej, iż całe życie siedziała na karku męża.
Patrzcie na nią! Dość natarczywości, żeby obrażać teściową! twarz Jadwigi Piotrownej czerwieni się.
Teraz wytrzyj tę plamę, a potem idź na podwórko z synem! Będziecie u mnie mieszkać i brzydzić, dopóki nie nauczicie się zachowywać przyzwoicie!
Zosia, łzami spływając po policzkach, próbuje wytrzeć plamę. Brązowa plama na jaskrawo żółtoczerwonej tapicerce zdradliwie nie chce się poddać, jakby drwiła z jej bezsilności.
Mały Wiktor, czując matczyną niepokój, krzyczy na całe gardło, a jego płacz potęguje napiętą atmosferę w domu.
Jadwiga Piotrowna stoi nad Zosią i dalej rzuca na nią wyselekcjonowane wulgaryzmy. Nie zauważa, iż w drzwiach pojawia się nieznajoma postać. To ojciec Zosi, Mikołaj. Stoi tam jak pomnik, ręka mocno trzyma drewnianą rączkę siekiery.
Na chwilę Jadwiga, jakby wyczuła obecność, odwraca się. Jej wzrok pada na narzędzie. Doskonale wie, jak gorąca jest krew Mikołaja i zna jego warunkowy wyrok. Strach natychmiast przenika się w skórze Jadwigi.
Zrozumiawszy, iż brat wniósł wystarczająco dużo, sprawa nabiera poważnego obrotu, Jadwiga próbuje zachować twarz i bronić swojego racji, choć głos jej drży.
O, witaj, Mikołaju! Ja właśnie Zosię waszą wychowuję
Słyszałem, jak ją wychowujesz ryczy brat i wchodzi do pokoju w prostych butach.
Podniósł siekierę nad głową, zmuszając Jadwigę do zamrużenia i odskoku. Zamiast uderzyć, lekko położył ją na ramię i wyciągnął rękę do córki.
Chodźmy, Zosiu, nie ma tu nic dla ciebie powiedział i poprowadził ją do wyjścia.
Stój, bracie Jadwiga, wytrząsnąwszy się po szoku, próbuje odzyskać kontrolę. Co powiem mojemu synowi?
Niech sam przyjdzie do mnie. Po swoją żonę. Porozmawiam z nim po męsku Mikołaj rzucił na nią krótki, lodowaty rzut oka, który mówił więcej niż słowa.
Mikołaj zabrał córkę i małego Wiktora. Borys długo nie przyjeżdżał po żonę i syna, obawiając się konfrontacji z teściem. W końcu jednak zebrał się na odwagę.
Mikołaj długo rozmawiał ze swoim zięciem. Nie groził, nie krzyczał, ale jego spokojny, stanowczy głos i siekiera leżąca na stole nadawały słowom wagę. Obiecał Borysowi, iż będą mieszkać oddzielnie, iż matka nie będzie wtrącać się w ich życie i iż będzie ich bronił oraz nie dopuści do obrazy.
Gdy Mikołaj mocno uścisnął Borysowi dłoń, ten poczuł, iż żarty z tym człowiekiem są nieodpowiednie i wszystkie obietnice będą musiały być spełnione.
Od tego dnia Jadwiga Piotrowna omija synową i wnuka. Nie rozmawia z nimi, choćby nie wita się, gdy mijają się na ulicy.
Borys i Zosia mieszkają osobno. Wszystko między nimi jest w harmonii i zrozumieniu. Czy to pamięć o przypowieściach teścia, czy prawdziwa miłość?












