Jej jedyny syn, Marek, zginął w wypadku samochodowym. Miał zaledwie dwadzieścia sześć lat. Jeszcze tydzień wcześniej siedzieli razem przy stole, pili herbatę i planowali wakacje nad morzem.
– Mamo, obiecuję, iż w tym roku naprawdę pojedziemy – mówił z uśmiechem.
Nie zdążyli.
W dniu pogrzebu dom był pełen ludzi, ale Anna czuła się zupełnie sama. Po powrocie z cmentarza zdjęła czarny płaszcz i usiadła w kuchni. Cisza była tak ciężka, iż aż bolała.
Patrzyła na zdjęcie syna stojące na komodzie.
– Dlaczego tak wcześnie? – wyszeptała.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
Anna przez chwilę nie ruszała się z miejsca. Myślała, iż to ktoś z rodziny wrócił po zapomnianą rzecz.
Kiedy otworzyła drzwi, na progu stała młoda dziewczyna. Może dwadzieścia lat. W ramionach trzymała niemowlę zawinięte w koc.
Dziewczyna była blada i zdenerwowana.
– Czy pani jest mamą Marka? – zapytała cicho.
Serce Anny zabiło mocniej.
– Tak… a pani?
Dziewczyna spojrzała na dziecko.
– Muszę z panią porozmawiać.
Anna wpuściła ją do środka. Usiadły przy kuchennym stole. Przez chwilę żadna się nie odzywała.
W końcu dziewczyna odezwała się drżącym głosem.
– Nazywam się Karolina. Marek był… był ojcem mojego dziecka.
Anna poczuła, jak ziemia usuwa jej się spod nóg.
– Co pani mówi?
Karolina podniosła kocyk. Niemowlę spało spokojnie.
– Urodziłam miesiąc temu. Marek wiedział. Obiecał, iż powie pani, kiedy wszystko się trochę uspokoi.
Anna patrzyła na maleńką twarz dziecka. Mały nos, ciemne włosy… coś w tym spojrzeniu było znajome.
– Dlaczego nie przyszliście wcześniej? – zapytała szeptem.
Karolina spuściła wzrok.
– Marek chciał najpierw wszystko poukładać. Bał się pani reakcji. A potem… – głos jej się załamał – potem wydarzył się wypadek.
W kuchni zapadła cisza.
Anna nagle przypomniała sobie ostatnią rozmowę z synem. Był dziwnie zamyślony.
– Mamo, gdyby coś się kiedyś wydarzyło… – zaczął wtedy.
– Nie mów takich rzeczy – przerwała mu.
Teraz zrozumiała.
– Dlaczego przyszłaś dziś? – zapytała.
Karolina otarła łzy.
– Bo dziś był jego pogrzeb. I pomyślałam, iż pani powinna wiedzieć… iż część Marka wciąż żyje.
Anna długo patrzyła na dziecko.
Powoli wyciągnęła ręce.
– Mogę ją wziąć?
Karolina podała niemowlę.
Dziewczynka poruszyła się lekko i otworzyła oczy. W tym spojrzeniu Anna zobaczyła coś, co ścisnęło jej serce.
To były oczy jej syna.
Łzy popłynęły jej po policzkach.
Jeszcze rano stała nad trumną, przekonana, iż straciła wszystko.
A teraz w jej ramionach spało maleńkie życie, które było ostatnim śladem po Marku.
– Jak ma na imię? – zapytała.
– Lena – odpowiedziała Karolina.
Anna przytuliła dziecko mocniej.
Tego dnia wróciła z pogrzebu przekonana, iż zamyka najważniejszy rozdział swojego życia.
Nie wiedziała, iż na jej progu czeka nowy.
To też może cię zainteresować:
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach:








