Cześć, muszę Ci coś opowiedzieć, bo aż śmiać mi się chce, jak o tym myślę z dzisiejszej perspektywy. Wiesz, nazywam się Przemek. Uważam się za naprawdę szczęściarza w życiu, bo zostałem tatą i mężem. Żonę Anetę poznałem już w liceum i od razu wiedziałem, iż to właśnie ona. Czekała na mnie, jak byłem w wojsku, a kiedy wróciłem, od razu wzięliśmy ślub.
Najpierw urodził nam się najstarszy syn, Olek. Trzy lata później przyszedł na świat drugi syn, Kuba. Ale powiem Ci szczerze marzyła mi się zawsze córeczka. choćby jak Aneta była pierwszy raz w ciąży, każdemu mówiłem, iż chcę dziewczynkę. Śmiali się ze mnie, bo wiadomo faceci to zwykle chcą syna, a ja uparcie swoje. No, ale potem okazało się, iż mamy syna. A za trzy lata znowu chłopiec.
Życie nam się bardzo dobrze układało, chłopaki rosły jak na drożdżach, a tu pewnego dnia Aneta mówi mi: Przemek, jestem znowu w ciąży. Byłem w szoku, serio nie planowaliśmy trzeciego dziecka. Ale powiem Ci byłem bardzo szczęśliwy. Ucałowałem ją i mówię: No teraz to już będziesz musiała mi dać dziewczynę!. Aneta się uśmiechnęła i mówi: Też myślę, iż tym razem to już na pewno będzie córeczka.
Wiesz, zarówno moja mama, jak i teściowa, patrząc na brzuszek Anety, były pewne, iż to dziewczynka. choćby na USG lekarz powiedział, iż chyba dziewczyna. My wraz z chłopakami od razu wymyśliliśmy imię dla siostrzyczki.
Przyszedł odpowiedni moment, Aneta zaczęła rodzić, zawiozłem ją do szpitala na Żoliborzu. Nie spałem całą noc, denerwowałem się, czy wszystko pójdzie dobrze i czy to faktycznie dziewczynka. Rano dzwonię do szpitala pielęgniarka mówi: Gratulacje, urodził się chłopiec, waga 3200 gramów, długość 54 centymetry.
Myślałem, iż chyba źle usłyszałem. No przecież miała być córka! Ale nie żadnej pomyłki, po raz trzeci zostaliśmy rodzicami synka. Muszę Ci przyznać, miałem wielkie zaskoczenie. Każdy z nas był przekonany, iż urodzi się dziewczynka, choćby lekarz na USG… Ale nie rozumiałem, jak można się tak pomylić! Dzwonię do Anety, wkurzony i trochę zdezorientowany mówię: Ty, może my sąsiada mamy zbyt miłego? Zwariowałeś do reszty?! Co ty gadasz za głupoty?! Przecież miała być dziewczynka! Na głowę ci padło!. No i rozłączyła się na mnie obrażona.
Aneta z małym wróciła do domu. Rozwinęliśmy becik i patrzę na tego maleńkiego chłopczyka, takiego bezbronnego i kochanego. Od razu pokochałem go na zabój. No i wiesz, minęło cztery i pół roku, mały dostał imię Witek. Uczyłem go jeździć na hulajnodze, taki był dumny! Tylko, kurczę, nie był do mnie podobny. Ledwo coś tam miał z Anety, ale wyraźnie różnił się od starszych braci, którzy byli moimi kopiami.
Pewnego dnia wracam ze sklepu i słyszę, jak dwie sąsiadki gadają pod blokiem: A widziałaś, jak ten Witek wygląda jak Igor z drugiego piętra?. Trochę mnie to ruszyło wiesz, jak to jest. Przychodzę do Anety cały nabuzowany i pytam: Powiedz mi, czy Witek to naprawdę mój syn?. Ona aż kipnęła: Znowu swoje! Jak możesz mi to zarzucać?! Widzisz i wiesz, iż byłam już w ciąży, kiedy Igor mnie raz odwoził z pracy, bo ciągle mnie mdliło i miałam torby z zakupami. O co Ci chodzi?!. Ja swoje: No niby nic… Ale Witek naprawdę nie jest do mnie podobny.
Pokłóciliśmy się wtedy ostro. Miałem taki mętlik w głowie… Postanowiłem zrobić test DNA, a Aneta od razu Nie ma mowy!. Dwa tygodnie trwała wojna na ciche dni, aż w końcu powiedziała Dobra, robimy ten test. Ale od razu po nim się rozwodzę, bo nie mam już siły się tłumaczyć.
Raz choćby spotkałem Igora pod klatką, patrzyłem mu prosto w twarz, porównywałem w myślach do Witka, ale zupełnie nie widziałem żadnego podobieństwa. Wróciłem do domu, usiadłem w kuchni, myślę sobie: A może to ze mną coś nie tak?. Witek przybiegł, wdrapał mi się na kolana, przytulił się i zaczął coś opowiadać. Wiesz co, wtedy zrozumiałem, iż on jest moim synem, tego się nie da podważyć żadnym testem. Serducho wie swoje.
Poszedłem do Anety z Witkiem na rękach i powiedziałem: Nie robimy żadnych testów!. Ona już gotowa z papierami, a ja: Wybacz mi, głupio myślałem, niepotrzebnie. Długo ją przepraszałem, ale w końcu mi wybaczyła.
Chłopaki rosły, Olek się ożenił, zostaliśmy dziadkami, bo synowa urodziła nam wnuczkę. W końcu mam dziewczynkę w rodzinie! Wiesz, jak ją kocham i jak ją rozpieszczam? Ale kocham ją dokładnie tak bardzo, jak każdego z moich trzech synów.
Tyle z mojej historii wiesz, życie często idzie swoimi drogami. Najważniejsze to umieć docenić to, co się ma przy sobie choćby jeżeli los trochę z nas żartuje.





