REKLAMA
Zobacz wideo
12 proc. podstawy programowej w rosyjskich szkołach to czysta propaganda
"To i tak była fikcja". Ministra broni decyzji resortuDo tematu prac domowych odniosła się ostatnio Ministra Edukacji Barbara Nowacka. W rozmowie na antenie Radia Szczecin tłumaczyła, dlaczego utrzymywanie obowiązkowych zadań nie miało większego sensu. Z jednej strony zabierały one uczniom czas, który mogli spożytkować na realizację własnych zainteresowań, z drugiej często były przepisywane bądź odrabiane dzięki sztucznej inteligencji.Utrzymywanie prac domowych nie miało sensu, w żaden sposób nie pomagało w nauce- mówiła Nowacka w "Rozmowie pod Krawatem".Zaznaczyła także: - Odpisana praca nie jest pracą własną i nie uczy. To było trochę udawane. Nie ma żadnego wpływu na egzamin ósmoklasisty. Młodzież ma czas na rozwijanie pasji, zajęć dodatkowych, więc uważam, iż to jest niezłe rozwiązanie. Raport pokazuje zarówno plusy, jak i problemyKilka miesięcy temu Instytut Badań Edukacyjnych opublikował raport analizujący skutki wprowadzenia nowych zasad dotyczących prac domowych. Badanie pokazało, iż część środowiska szkolnego dostrzega pozytywne efekty zmian. Ponad 60 proc. dyrektorów szkół oraz połowa nauczycieli przyznała, iż uczniowie mają teraz więcej czasu w odpoczynek, zabawę oraz aktywność fizyczną. Dla wielu dzieci oznacza to również większą możliwość rozwijania pasji i zainteresowań po lekcjach.
Jednocześnie w raporcie pojawiły się także bardziej krytyczne wnioski. Część nauczycieli zauważyła spadek motywacji do nauki oraz mniejszą samodzielność uczniów w utrwalaniu materiału. Wskazywano również, iż niektórzy uczniowie po prostu rzadziej sięgają po podręczniki czy zeszyty po powrocie ze szkoły. To zjawisko budzi niepokój i jak przyznają przedstawiciele resortu, jest jednym z aspektów, które wymagają dalszej obserwacji."To był martwy przepis"- Syn dziś chodzi do trzeciej klasy szkoły podstawowej i my w ogóle tego nie odczuliśmy. Na pierwszym zebraniu z wychowawczynią ustaliliśmy, iż wciąż będzie zadawała prace domowe - mówi w rozmowie z eDziecko.pl pani Natalia (nazwisko do wiadomości redakcji).Dodaje: - Niby nazywają się "dla chętnych", ale wiadomo, iż wszystkie są obowiązkowe. Nie wiem, jak w innym przypadku dzieciaczki miałyby się czegoś nauczyć, coś utrwalić i zapamiętać. Pewnie w starszych klasach tych prac domowych kiedyś było za dużo, ale w I-III z tego, co wiem, przeważnie było ok.Jej zdaniem nowe przepisy od początku były w praktyce martwe. - jeżeli starsi uczniowie rzeczywiście mieli za dużo zadań domowych, można było je ograniczyć, a nie wprowadzać zakaz zadawania wszystkim - mówi czytelniczka.
A Ty co sądzisz o pracach domowych? Powinny wrócić do szkół jako obowiązkowe? Daj znać w komentarzu lub napisz w wiadomości do redakcji: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.













