ZAGUBIONA W POLSKICH WĘDRÓWKACH

polregion.pl 2 dni temu

Stasia, najstarsza córka, wydaje rodzinny wyrok. Z powodu trudnego charakteru i wysokich wymagań wobec narzeczonych nigdy nie wychodzi za mąż i w trzydziestkę zamienia się w zgorzkniałą mizantropkę prawdziwy koszmar mężczyzn w ludzkiej skórze.

Nowa mówi, jakby to była jedyna słowo, które potrafi wypowiedzieć. Młodsza siostra, Grażyna, pulchnyak z uśmiechem przytakuje. Matka milczy, ale na jej ponurej twarzy widać, iż nowa synowa również nie przypadła jej do gustu. Co mogłoby się jej podobać? Jedyny syn, filar rodziny, po służbie wojskowej przywozi żonę. Ta żona nie ma ani rodziców, ani pieniędzy. Nikt nie wie, czy rosła w domu dziecka, czy może u krewnych przetrzymywała się na jałcie. Tomek milczy, udaje, iż nie martwi się o rodzinny majątek. Kogo wprowadził w dom? Może jakąś złodziejkę? A może oszusta?

Od pierwszej chwili, gdy Nowa wstępuje do domu, Wiktoria Nikiticzka nie zamyka oczu po nocach. Drzemie na pół oka, czując, iż zaraz przyjdą jakieś podstępy od nowej bratniej. Dzieciakowi podpowiada się, by schował cenne rzeczki w rodzinnych szafach może futra, może złoto. Bo co, jeżeli pewnego pięknego poranka wszystkie przedmioty znikną?

Tomaś nie ma nic do powiedzenia w tym miesiącu co przywiózł? Gdzie były jego oczy? Nie ma skóry, nie ma twarzy! Ale nie ma co się poddawać, trzeba żyć. Zaczynają więc ustawiać Nową na miejscu.

Dom jest bogaty, ogród ma trzydzieści arówek, trójka prosiaków w kurniku, ptaki w ptaszarni nie da się tego wszystkiego zrobić w jeden dzień. Nowa nie narzeka. Gotuje, sprząta, dba o prosiaki, stara się zadowolić teściową. A jeżeli serce matki nie pozwoli, to choćby złoto nie pomoże.

W pierwszym dniu Nowa, z rozpaczą w głosie, mówi:

Nazywaj mnie imieniem i patronimkiem. Tak będzie lepiej. Mam już własne córki, a ty, choćbyś się starała, nie zastąpisz ich.

Od tej chwili Wiktoria nazywa ją Nową, a sama matka nie używa żadnego innego określenia. Trzeba coś zrobić powtarza, nie dodając nic więcej. Nie pozwala się rozpraszać innym krewnym, wkłada wszystkie siły w porządek domowy. Nie dlatego, iż lituje się nad Nową, ale dlatego, iż dom musi być spokojny.

Może życie miałoby się ułożyć, gdyby Tomek nie wpadł w kłopoty.

Jak mało kto wytrzyma, gdy od rana do nocy dwa głosy go pytają: Na kogo się ożeniłeś? Na kogo się ożeniłeś?. Stasia w końcu przedstawia mu jakąś przyjaciółkę, i wszystko się miesza. Słowiańskie siostry wiwatują, bo teraz wrogo nastawiona Nowa ma się uprzątnąć. Matka milczy, a Nowa udaje, iż nic się nie stało, jej oczy stają się puste.

Nagle, jak grzmot w bezchmurnym niebie, przychodzi dwie wiadomości: Nowa jest w ciąży, a Tomek chce się z nią rozwieść.

Nie może tak być mówi matka Tomka. Nie poślubiłam cię za żonę.

Jeśli już się ożeniłeś, żyj! Nie ma sensu się kłócić. Zostaniesz ojcem, a jeżeli zepsujesz rodzinę, wyrzucę cię z domu i nie będę cię już znała. A Shura zostanie tutaj.

Po raz pierwszy matka nazywa Nową po imieniu. Siostry zastygną w zaskoczeniu. Tomek wykrzykuje, iż to jego sprawa, iż to on decyduje. Matka z rękami w biodrach śmieje się:

Jakiś mężczyzna? Dopiero kiedy urodzisz dziecko, wyhodujesz je, nauczysz rozumu i wyprowadzisz w dorosłość, wtedy będziesz mężczyzną!

Matka nigdy nie kryje swoich myśli, ale Tomek dalej ją prześladuje.

Gdy przyjdzie pora, Shura zostaje sama. Po kilku miesiącach rodzi dziewczynkę i nazywa ją Wiktorią. Matka, kiedy się o tym dowiaduje, nie mówi nic, ale widać, iż cieszy się w duchu.

W domu nic się nie zmienia, tylko Tomek zapomina, jak wrócić do domu. Czuje uraz. Matka, choć ukrywa smutek, troszczy się o wnuczkę, kupuje jej słodycze, prezenty. Shura jednak nie wybacza matce, iż straciła syna, ale nigdy nie obciąża jej słowami.

Mija dziesięć lat. Siostry wychodzą za mąż, w wielkim domu zostają trzy: matka, Shura i Wiktoria. Tomek służy w armii i wyjeżdża z nową żoną na północ. Do Shury podchodzi emerytowany wojskowy, starszy od niej, który po rozwodzie otrzymuje mieszkanie, a sam mieszka w akademiku. Pracuje, dostaje rentę, jest poważnym kandydatem na męża.

Shura nie wie, gdzie go zaprowadzi do teściowej? Tłumaczy mu wszystko, prosi o wybaczenie i odchodzi. On, nie będąc głupi, przychodzi do matki i mówi:

Wiktorio Nikiticzko, kocham Shurę, nie mogę bez niej żyć.

Matka nie drgnie ani mięśnia.

Kochasz? mówi spokojnie to chodźcie i żyjcie razem.

Po chwili dodaje:

Nie dam ci zabierać Wiktorii z mieszkania. Tu będziecie razem.

Mieszkają razem, a sąsiedzi szepczą, iż szalona Wiktoria wypędziła syna z domu i przyjęła Nową. Nikt nie rozmawia z Wiktorią o młodzieży, trzyma się dumnie. Shura rodzi Kasię. Matka nie potrafi się cieszyć z wnuczek, choć nie są jej własne.

Nagle pojawia się nieszczęście Shura ciężko choruje. Mąż wali się na alkohol. Matka po cichu wypłaca wszystkie oszczędności, zabiera Shurę do Warszawy, załatwia leki, odwiedza lekarzy. Nie pomaga.

Rano Shura czuje się lepiej i prosi o rosół. Matka w mig zabija kurę, obiera, gotuje. Kiedy podaje rosół, Shura nie może go zjeść i po raz pierwszy w życiu płacze. Matka, której nigdy nie widziano płaczącej, płacze razem z nią:

Dlaczego odchodzisz, kochana? Gdy cię pokochałam? Co robisz?

Po chwili uspokaja się, wyciera łzy i mówi:

Nie martw się o dzieci, nie zginą.

Do końca nie płacze, trzyma Shurę za rękę, głaszcze ją i prosi o wybaczenie.

Mija kolejnych dziesięć lat. Wiktoria wyjmuje się za mąż. Stasia i Grażyna przyjeżdżają, starsze, zmierzwione, bez potomstwa. Zbiera się cała rodzina. Tomek przyjeżdża, choć z żoną rozstał się już dawno. Pije mocno, patrzy na piękną Wiktorię i cieszy się. Gdy usłyszy, iż jej ojciec jest obcym mężczyzną, gniewa się i obwinia matkę:

Wpuściłaś obcego mężczyznę do domu, niech się sprząta. Nie mam tu nic do roboty, ja ojciec.

Matka odpowiada:

Nie, synu. Nie jesteś ojcem. Jak nosiłeś spod spodni, nie wyrosłeś w mężczyznę.

Tomek nie znosi takiego upokorzenia, pakuję rzeczy i znów wyrusza w świat. Wiktoria wychodzi za mąż, rodzi syna i na cześć przybranego ojca nazywa go Aleksandrem. Babcię Wiktorię pochowano w pobliżu Shury.

Teraz leżą w rzędzie: synowa i teściowa. Wiosną przebija się tuż obok mała brzoza. Skąd się wzięła, nie wiadomo ani ktoś jej nie posadził. Może to ostatnie pożegnanie Shury, może ostatnie przeprosiny matki.

Idź do oryginalnego materiału