ZAKAZANA MIŁOŚĆ

newsempire24.com 13 godzin temu

Pamiętam, jak dawno temu w naszej małej wsi, otoczonej złocistymi łanami, rozgrywała się opowieść o miłości, której nigdy nie udało się połączyć z rozsądkiem.

Co teraz będzie? zapytała niepewnie Ola, skierowując pytanie najpierw do siebie, a potem ku swemu kochanemu.
A co? Będę ci przesyłał zalotników. Czekaj odparł chłopak spokojnie, nie zdradzając emocji.

Ola wróciła z pierwszego spotkania (to spotkanie później odmieniło całe jej życie) pełna euforii i tajemnicy. Dwie młodsze siostry słuchały z zaciekawieniem szczegółów spotkania z Borysem. Siostry wiedziały, iż Ola była szaleńczo zakochana w Borysie, który obiecał poślubić ją jesienią, po zakończeniu ważnych prac w okolicy.

Gdy w stodole doszło do bliskiego spotkania, chłopak powinien był od razu zaproponować rękę i serce. Jednak pola już były zebrane, plony leżały w spichlerzach, zbliżał się Nowy Rok, a zalotnicy nie mieli gdzie się podjąć. Mama Oli, ciotka Gienia, zaczęła dostrzegać zmiany w najstarszej córce. Zwykle wesoła, Ola stała się przygnębiona i nagle przybrała na wadze w sposób nierównomierny. Doszło do rozmowy przy kominku. Po gorzkiej wyznaniu ciotka Gienia postanowiła osobiście spojrzeć w oczy przyszłemu zięciowi i dowiedzieć się, czy zalotnicy nie zaginęli.

Nie tracąc czasu, Gienia udała się do sąsiedniej wsi, gdzie mieszkał Borys. Powitała ją matka chłopaka, nieświadoma jego prywatnych spraw. Ciotka Gienia wyznała wszystko, co myślała, i obie kobiety stanęły przeciwko Borysowi. Ten odpowiedział z gniewem:

Skąd mam wiedzieć, czy u Oli będzie dziecko? W wiosce jest wielu chłopaków. Czy mam przyjąć wszystkich za własnych?

Gienia rozpłakała się i, wychodząc z domu, rzuciła Borysowi jedno życzenie:

Niech cię los połączy w małżeństwie na zawsze, łobuzie!

Pewnie te słowa dotarły aż do niebiańskich biur. Borys po latach miał cztery małżeństwa. Na twarzy matki Oli widać było, iż los nie był łaskawy. Gienia surowo ostrzegła wszystkie swoje córki:

Tacie nie mówcie nic! Rozwiążemy to sami.

Ola wyruszyła do Żytomierza, by odwiedzić krewnych. Gdy dziecko się urodziło, zostawiła je w szpitalu. Gdyby nie to, babki w wiosce przemówiłyby nieustannie, a nigdy nie odsapnęliśmy.

Ojciec Gieni, Denis Walerianowicz, był nauczycielem w miejscowej szkole. Mieszkańcy szanowali go za sprawiedliwość i mądrość, przychodzili po radę, a on rozstrzygał spory. Gdy własna córka przyniosła dziecko na świat, wywołało to wstyd w całej wsi. Gienia nie mogła tego zaakceptować, więc odesłała winowajczynię do krewnych. Odpowiedziała mężowi:

Niech Ola wyjedzie do miasta pracować. Czas minął już dwadzieścia lat.

Wkrótce średnia siostra Staśka wyjechała na nauki do Połtawy, najmłodsza Ewela do Kijowa. Plotki o rodzinnych tarciach dotarły choćby do uszu Denisiego. Usłyszawszy od własnych uczniów, iż w jego domu są kłopoty, wybuchł gniewem i wyrządził swojej żonie niebywałą furię.

Jak mogłaś pomyśleć, iż dziecko trafi do domu dziecka? To nasza pierwsza wnuczka! Chcę ją zobaczyć w naszym domu!

Gienia nie spodziewała się takiej reakcji męża, choć sama przemówiła cały ostatni rok. Bała się odwiedzać swoją wnuczkę w domu dziecka, bała się własnego krwi.
Wkrótce Gienia i Ola przywiozły dziecko do wsi. Nazwały je Anią. Przez rok Ania nie znała swojej rodziny. Ten grzech Ola nosiła do końca życia. Bez względu na to, co Ania robiła, Ola przyjmowała ją cierpliwie i bez sprzeciwu.

Wychowywać Anię pomagali zarówno Denis, babcia Gienia, jak i sama Ola. Często Ola wspominała ostatnie spotkanie z Borysem zapach suszonych ziół i słodkie, nieokiełznane chwile miłości na stogu. Wciąż kochała Borysa, choć go oszukał i zranił. To była miłość złamana, a miłość nie jest ziemniakiem, który można wyrzucić przez okno.

Ola stała się samotną matką. Patrząc na Anię, dostrzegała w niej cechy Borysa uparty charakter, dziką naturę. Żyła w mgławicy, nic nie sprawiało jej przyjemności. choćby wesoła Ania budziła smutek.

Gdy Ola skończyła dwadzieścia pięć lat, zaczęli do niej podchodzić zalotnicy, w tym jej przybrany brat, Feliks syn wdowy, która kiedyś poślubiła trójkę dzieci. Feliks był jednym z tych dzieci.

Ola niechętnie przyjmowała zaloty Feliksa. Nie była jeszcze pewna, czy jego przyjęcie będzie dobre dla Ani. Feliks znał całą historię nieszczęśliwej miłości Oli, a jednocześnie podziwiał ją od dziecka. Mógłby być dla niej dobrym mężem, gdyby nie Ania…

Wioska zorganizowała sielankowy ślub. Feliks wraz z rodziną wyjechał do Kijowa, by żyć z dala od oczu sąsiadów. Młoda rodzina nosiła w sobie kruchą tajemnicę. Po krótkim czasie Ola urodziła córkę Łucję. Dla Feliksa obie dziewczynki były prawdziwymi dziećmi, a Anię przyjął jako własną. Nie rozróżniał różnic między siostrami.

Feliks żył i oddychał swoją rodziną. Ola okazała się dobrą gospodynią, matką i żoną. Feliks wniosł w jej życie nowe światło, otworzył złamane serce. W ich domu panował spokój i wzajemne zrozumienie.

Minęło dziesięć lat. Pewnego lata Ania, Łucja i jeszcze czwórka wnucząt spędzały wakacje u babci Gieni. Babcia, dumna i szczęśliwa, krążyła po wsi, a jej trzy córki już były zamężne, a ona miała trzech wnuków i trzy wnuczki.

Jednego dnia wnuczka ze średniej siostry natknęła się w zapomnianym strychu na stary notes. Czytając zapiski, odkryła szokującą prawdę: w każdej linii powtarzał się imię Borys. Zrozumiała, iż to prywatny dziennik ciotki Oli.

Niewierna wiadomość nie mogła pozostać w tajemnicy. Dziewczyna natychmiast podzieliła się nią ze swoją kuzynką Anią. Ania chwyciła notes jako dowód i ruszyła do babci Gieni po wyjaśnienia.

Baba Gienia, ze łzami w oczach, opowiedziała całą historię, żałując, iż nie spaliła tego przeklętego notesu. Ania nie mogła pojąć, iż jej prawdziwy ojciec był ukryty przed nią przez tyle lat. Poprosiła o spotkanie z nim. Gienia podała jej adres nieślubnego ojca.

Ania wzięła ze sobą siostrę wyjawicielkę i wyruszyła w drogę do sąsiedniej wsi. Przy progu domu przywitała je matka Borysa, rozpoznając wnuczkę od razu. Ania przypominała ojca w każdej minucie.

Matka Borysa zaczęła przygotowywać jedzenie, a po chwili pojawił się sam Borys. Spojrzał na dwie niebieskookie siostry i zapytał:

No cóż, przyznajcie się, która z was jest moją córką?

Ania odważnie odpowiedziała:

Mogłam być twoją córką!

Borys skinął głową i zaprosił Anię na podwórko. Po chwilzie Ania wróciła, rozgniewana. Matka Borysa widząc napięcie, przyprowadziła wszystkie do stołu, nalała im mocnego domowego wódki i, żartobliwie, dodała:

Co wy? W mieście w naszym wieku nie pijemy! Jesteśmy jeszcze za młode na alkohol.

Po kilku kieliszkach nie pamiętały już drogi do domu. Po powrocie Ania opowiedziała, iż ojciec zaoferował jej pieniądze, ale ona nie przyjęła i nie podobał jej się ten tata. Dodała:

Poza ojcem Feli, nie mam innych ojców!

Od tej pory Ania nosiła w sobie żal do matki. Oskarżała Olę, iż uległa strachowi przed plotkami. Rozczarowała się, iż matka oddała dziecko do domu dziecka.

Ola przez całe życie powtarzała:

Przepraszam, Aniu, za moją nieodpowiedzialną matkę!

Lata mijały, Ania i Łucja dorosły, wyszły za mąż, a Ania urodziła dwóch synów najstarszego, którego nazwano Borys, tak na cześć swego dziadka.

A co z Borysem? Nie zapominał Oli. Spotykał się z nią czasem w Kijowie. Ola przychodziła na rzadkie spotkania, aby pokazać mu, iż żyje w dostatku, w miłości, i nie potrzebuje go. Nie mówiła mu, iż Ania od dziesięciu lat zabrania jej kontaktu z wnukami. Ania sama nie utrzymywała z nią kontaktu. Stare grzechy rzucały długie cienie. Ola rozumiała to i cierpiała. Jedynym jej pocieszeniem był mąż. Feliks widział w Oli słońce bez skazy. Nie skrywał żadnych pretensji, a przed ich ślubem żartował:

Czerwona jabłko niech ma jedną plamkę, niech nie szkodzi.

Ola od dawna przywiązała się do Feliksa całym sercem. Nie dało się go nie kochać. Dożyli razem złotego jubileuszu. Na przyjęcie przybyli dzieci, wnuki, prawnuki.

W szczycie uroczystości Ania odciągnęła Olę na bok, łzy spływały po policzkach i powiedziała:

Przebacz mi, mamo za wszystko. Nie miałam prawa cię osądzać!

Borys również zadzwonił, by złożyć życzenia.

Nie dożyję złotego ślubu. Z ostatnią żoną mam dziesięć lat. Czwarta ona Przepraszam, Olko! Dlaczego, głupcze, odrzuciłeś mnie? płakał Borys.

Ola przerwała mu:

Nie kontynuuj, nie musisz. Odrzuciłem, więc nie kochałem. Wiedz, iż jestem szczęśliwa! Tak, za młode lata płaciło się za błędy, ale teraz mam wszystko i przede wszystkim Feliksa. Nie obwiniam nikogo. Przebaczyłam ci dawno temu.

Z takim pożegnaniem Borys odszedł w milczeniu, a Ola, otulona wspomnieniami, patrzyła na rozświetlony dom, w którym miłość, choć naznaczona grzechem, znalazła swój spokój.

Idź do oryginalnego materiału