Zamieniłem miłość na bogactwo. A los zwrócił mi ją – w ciąży, podając jedzenie w ekskluzywnej restauracji.

polregion.pl 23 godzin temu

Wymieniłem miłość na bogactwo. Los jednak zwrócił ją do mnie ciężarną, podającą jedzenie w ekskluzywnej restauracji. To, co wydarzyło się tej nocy, nie tylko zakończyło moje zaręczyny, ale też odmieniło całe moje życie.

Witold, milioner, siedział przy stoliku w eleganckiej restauracji obok swojej narzeczonej Marceliny, gdy młoda kelnerka podała mu menu. Gdy podniósł wzrok, serce zamarło mu w piersi to była Halina.

Ich spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, oboje zaskoczeni. Halina była jego pierwszą miłością, gdy jeszcze był biednym chłopakiem z małej wioski. Przysięgali sobie wieczną miłość, siedząc na dachu swojego domu, patrząc na zachód słońca.

W tamtej chwili coś, co Witold pogrzebał głęboko w sercu, znów odżyło miłość. I wydawało się, iż Halina czuje to samo.

Wkrótce Marcelina, jego narzeczona, zauważyła dziwne napięcie i zapytała, czy się znają. Witold gwałtownie odpowiedział tak, ale nie przyznał, iż Halina była wielką miłością jego młodości. Halina dalej spokojnie podawała dania, ale Witold dostrzegł coś była w ciąży. Wątpliwości zaczęły go dręczyć co się z nią działo przez te wszystkie lata?

Ostatni raz widział ją przed wyjazdem na studia. W bolesnym pożegnaniu Halina błagała, by został, ale on wybrał swoje marzenie chciał dorosnąć, zdobyć majątek i zostawić ubogie życie za sobą. W wielkim mieście osiągnął to wszystko, ale zawsze czuł pustkę. Pieniądze rozwiązywały niektóre problemy, ale nie zaleczyły wszystkich ran.

Gdy poznał Marcelinę, myślał, iż znalazł idealną partnerkę bogatą, piękną, wpływową. ale w głębi duszy czuł, iż nie była osobą, którą powinien kochać. Teraz, widząc Halinę, wątpliwości zmieniły się w pewność.

Podczas kolacji Marcelina wyszła do toalety, zostawiając Witolda samego, jeszcze bardziej zamyślonego. Wtedy Halina podeszła do stolika, by zapytać, czy czegoś nie potrzebują. Wtedy Witold, nie mogąc się powstrzymać, poprosił, by usiadła i porozmawiała.

Halina mówiła z prostotą. Opowiedziała, iż wyjechała do miasta, szukając Witolda, ale spotkały ją tylko trudności. Nie dostała się na studia, podejmowała się słabo płatnych prac. Czasem spała na ulicy, aż w końcu schronienia udzielił jej właściciel restauracji, który ją oszukał, a potem porzucił, zostawiając ją samą z dzieckiem. Łzy spływały po jej policzkach, gdy opowiadała o swoim bólu. Witold objął ją, czując się bezradny, bo wciąż był związany.

Niedługo potem poszedł do toalety, szukając Marceliny. Gdy otworzył drzwi, zobaczył ją w namiętnej scenie z kucharzem. Oszalały z szoku, zapytał, co to znaczy, a ona, bez cienia skruchy, przyznała, iż ten romans trwa już od siedmiu miesięcy.

Ku jej zdumieniu, Witold nie rozpaczał. Poczuł ulgę. Uśmiechnął się i oznajmił, iż ich zaręczyny dobiegły końca. Wrócił do sali, szukając Haliny, ale kierownik powiedział mu, iż już wyszła.

W rozpaczy Witold wybiegł na deszcz. I wtedy ją zobaczył szła sama, ze złamaną parasolką. Podbiegł do Haliny, poprosił, by zaczekała, i opowiedział wszystko, co się stało. Pocałowali się namiętnie, jakby czas się cofnął.

W tej chwili oboje poczuli, jak lata rozłąki znikają. Samotność wreszcie odeszła. Jakby światło miłości rozświetliło cały mrok, ogrzewając serca ciepłem, które przywróciło im euforia życia. Serce biło gwałtownie, w rytm padającego deszczu. Krople spływały po twarzach, mieszając się z gorącym pocałunkiem, zamkniętymi powiekami i zaciśniętymi ustami, tworząc uczucie czegoś nowego jakby życie zaczęło się od nowa w tej jednej chwili.

Witold obiecał zaopiekować się nią i dzieckiem. niedługo kupił dom na przedmieściach, przywracając Halinie spokój, na który zawsze zasługiwała. Tego właśnie pragnął miłości. Miłości, której nie da się kupić za żadne pieniądze. Czystej, świętej i wspólnej, która przychodzi jak dar losu niespodziewana i bezcenna, zdolna odmienić wszystko wokół.

Gdy urodził się ich syn, trójka Witold, Halina i dziecko weszli na dach domu, jak za dawnych czasów. Trzymając się, patrzyli na zachodzące słońce, przysięgając, iż już nigdy się nie rozstaną.

Idź do oryginalnego materiału