Zaproponowałam mamie, by zamieszkała z nami na miesiąc po narodzinach dziecka, a ona postanowiła wprowadzić się na rok i przyprowadzić tatę

polregion.pl 3 godzin temu

Trzy noce z rzędu nie śpię. Sumienie kąsa mnie jak głodne zwierzę, nie dając ani chwili wytchnienia. Czuję, jakbym stała na krawędzi przepaści, rozdarta między poczuciem obowiązku a własnym strachem. Wszystko przez to, iż jestem w ósmym miesiącu ciąży, a moje życie zaraz zmieni się na zawsze. Po ślubie zamieszkałam z mężem w obcym mieście, zostawiając rodzinny dom w małej wsi pod Łodzią, setki kilometrów stąd. Rodzice zostali tam sami, widujemy się rzadko czasem oni do nas przyjadą, czasem my do nich, ale te spotkania można policzyć na palcach jednej ręki.

Ostatnio, podczas jednej z takich wizyt, siedziałyśmy z mamą w naszej małej kuchence w warszawskim mieszkaniu. Przy kubku herbaty opowiadała, jak ciężko było jej, gdy ja się urodziłam. Mówiła o samotności, o zmęczeniu do łez, o tym, iż tylko babcia ratowała ją przed rozpaczą. Jej słowa dotknęły mnie do żywego wyobraziłam sobie siebie na jej miejscu: bezradną, zagubioną, z noworodkiem na rękach. Nagle, nieoczekiwanie choćby dla siebie, wyrzuciłam z siebie: Mamo, przyjedź do nas po porodzie, pomieszkaj trochę, pomożesz mi. W jej oczach zapalił się ogień, ożywiła się, jakbym dała jej drugie życie. Ale wtedy zaskoczyła mnie: Ojej, my z tatą z chęcią zamieszkamy u was na rok! A nasze mieszkanie wynajmiemy, żeby wam trochę dorzucić do budżetu.

Zamarłam, jakby oblał mnie lodowaty wicher. Jej słowa dudniły w głowie niczym dzwon na trwogę. Kocham tatę, całym sercem, to dla mnie cały świat. Ale zapraszałam tylko mamę, i nie na rok, a najwyżej na miesiąc tylko na ten czas, aż ogarnę macierzyństwo. A tu nagle rok, i to razem z tatą! Natychmiast przed oczami stanął mi obraz: tata, jak zawsze, wychodzi na balkon zapalić papierosa. Gdy jesteśmy sami, przymykam oczy na ten dym, który wsiąka w meble i ściany. Ale z dzieckiem? Nie chcę, żeby mój maluch oddychał tym smrodem, żeby jego delikatne płuca męczyły się od tego gryzącego swądu. A zimą? Tata będzie co chwilę otwierał i zamykał drzwi balkonowe, wpuszczając do domu mroźne powietrze. Już widzę, jak moje dziecko kaszle, przeziębione, a ja rzucam się w panice, nie wiedząc, jak je ochronić.

I to nie wszystko. Tata u nas się nudzi nie ma co robić. Albo cały dzień ogląda telewizję, puszczając głośno swoje stare filmy, albo ciągnie męża na piwo i znikają gdzieś do późna. Nie mam nic przeciwko, żeby się odstresował, ale z niemowlakiem w domu potrzebuję męża przy sobie, a nie na długich rozmowach z teściem. Wyobraziłam sobie ten rok hałas, dym, nieustanny zamęt i wszystko we mnie ścięło się z przerażenia.

Zebrałam się w sobie i powiedziałam mamie wprost: Mamo, zapraszam tylko ciebie, i nie na rok, tylko na miesiąc, nie dłużej. Jej twarz pociemniała, oczy nabrały goryczy. Odcięła się ostro: Bez taty nie przyjadę. Albo razem, albo wcale. I wyszła, zostawiając mnie w ciężkiej ciszy. Teraz siedzę, wpatrzona w ciemność, i czuję, jak dusza rozpada mi się na kawałki. Czy postąpiłam słusznie? Czy nie byłam zbyt ostra? Może powinnam była się zgodzić, przełknąć strach dla dobra mamy? Ale jak przeżyję ten rok, skoro już teraz dławię się na samą myśl o tym?

Sumienie szepcze, iż jestem egoistką, iż mama chce pomóc, a ja ją odtrącam. Ale serce krzyczy: nie dam rady, muszę chronić moje dziecko, mój dom, moje nowe życie. Nie wiem, co robić. Leżę nocami, słucham, jak mąż oddycha obok mnie, i myślę: a może to ja się mylę? Może mama ma rację, a ja odbieram jej szansę, by być przy mnie w tej ważnej chwili? A może jednak ja mam rację i muszę bronić swoich granic, zanim rozpadną się pod naporem cudzych oczekiwań? Gdzie tu leży prawda? Tonę w tych myślach i potrzebuję światła, by wydostać się z tej ciemności.

Idź do oryginalnego materiału