Dzisiaj znów nie mogę zasnąć. Sumienie gryzie mnie jak głodny wilk, nie dając chwili wytchnienia. Czuję, jakbym stała na krawędzi przepaści, rozdarta między obowiązkiem a własnym strachem. Jestem w ósmym miesiącu ciąży i moje życie zaraz zmieni się na zawsze. Po ślubie przeprowadziłam się do męża do innego miasta, zostawiając rodziców w naszej małej miejscowości pod Lublinem. Widujemy się rzadko raz oni do nas przyjadą, raz my do nich, ale te spotkania można policzyć na palcach jednej ręki.
Ostatnio, podczas takiej wizyty, siedziałyśmy z mamą w naszej małej kuchni w Warszawie. Przy herbacie opowiadała, jak ciężko było jej, gdy się urodziłam. Mówiła, iż została sama z niemowlęciem, iż płakała ze zmęczenia, a tylko babcia ratowała ją od rozpaczy. Jej słowa dotknęły mnie głęboko wyobraziłam sobie siebie na jej miejscu, bezradną, zagubioną, z noworodkiem. I nagle, nieoczekiwanie choćby dla siebie, wyrzuciłam z siebie: „Mamo, może przyjedziesz do nas po porodzie? Pomogłabyś mi trochę.” Jej oczy błysnęły, jakbym dała jej drugie życie. Ale wtedy powiedziała: „Ojej, z tatą z przyjemnością zamieszkamy u was na rok! A nasze mieszkanie wynajmiemy, żeby wam trochę pomóc finansowo.”
Zamarłam, jakby oblano mnie lodowatą wodą. Jej słowa dudniły mi w głowie. Kocham tatę całym sercem, ale prosiłam tylko mamę, i to nie na rok, tylko na miesiąc żeby się ogarnąć, nauczyć macierzyństwa. A tu nagle rok, i jeszcze z tatą! Od razu wyobraziłam sobie: tata wychodzi na balkon zapalić. Kiedy jesteśmy sami, przymykam oko na ten dym, który wsiąka we wszystko. Ale z dzieckiem? Nie chcę, żeby maleństwo oddychało tym smrodem. A zimą? Tata będzie ciągle otwierał drzwi, wpuszczając mróz do domu. Już widzę, jak moje dziecko kaszle, a ja wpadam w panikę.
I to nie wszystko. Tata u nas się nudzi albo ogląda telewizję na cały regulator, albo ciągnie męża na piwo i wracają późno w nocy. Nie mam nic przeciwko, żeby się zrelaksował, ale z niemowlakiem potrzebuję męża w domu, a nie na mieście z teściem. Gdy pomyślałam o tym roku hałas, dym, ciągły zamęt serce ścisnęło mi się z przerażenia.
W końcu zebrałam się na odwagę i powiedziałam mamie wprost: „Mamo, zapraszam tylko ciebie, i nie na rok, tylko na miesiąc.” Jej twarz zaciągnęła się chmurą, w oczach pojawiła się obraza. Odcięła się: „Bez taty nie przyjadę. Albo razem, albo wcale.” I wyszła, zostawiając mnie w ciężkiej ciszy. Teraz siedzę w ciemności i czuję, jak dusza rozpada się na kawałki. Czy postąpiłam słusznie? Może powinnam była się zgodzić, przełknąć strach dla dobra mamy? Ale jak przetrwałabym ten rok, skoro sama myśl o tym sprawia, iż brakuje mi tchu?
Sumienie szepcze, iż jestem egoistką, iż mama chce pomóc, a ja ją odtrącam. Ale serce krzyczy: nie dam rady, muszę chronić dziecko, swój dom, swoje nowe życie. Nie wiem, co robić. Leżę w nocy, słucham, jak mąż śpi obok, i myślę: a może jednak się mylę? Może mama ma rację, a ja odbieram jej szansę, by być przy mnie w tak ważnej chwili? Czy to ja mam rację i powinnam bronić swoich granic, zanim rozpadną się pod naporem cudzych oczekiwań? Gdzie leży prawda? Tonę w tych myślach i potrzebuję światła, by wydostać się z tej ciemności.














