Zdarza się…

twojacena.pl 5 godzin temu

Tak się czasem zdarza

Ryszarda rodzice bardzo wyczekiwali. Ciąża była jednak bardzo trudna i chłopiec przyszedł na świat znacznie przed terminem. Przez długi czas leżał w inkubatorze. Wiele narządów było niedorozwiniętych. Oddychał przez respirator. Dwukrotnie musiał przejść operację. Doszło do odwarstwienia siatkówki.

Dwa razy pozwolono rodzicom pożegnać się z Ryszardem, ale chłopiec przeżył.

Dość gwałtownie okazało się jednak, iż niemal nic nie widzi i prawie nie słyszy. Jego rozwój fizyczny powoli się poprawiał Rysiu usiadł, chwycił zabawkę, później zaczął chodzić przy krześle. Ale rozwój intelektualny był w martwym punkcie.

Rodzice długo mieli nadzieję najpierw walczyli razem, później tata po cichu zniknął, a mama została sama z ciężarem. Znalazła jakąś pulę refundacji i gdy Ryszard miał trzy i pół roku, założono mu implanty słuchowe. Teraz słyszał, ale rozwój i tak nie postępował. Zajęcia z surdopedagogiem, logopedą, psychologiem, mnóstwo terapii. Mama, pani Zosia, wielokrotnie przychodziła ze swoim synkiem do mnie.

Proponowałam kolejne metody, nowe pomysły na ćwiczenia i zabawy. Próbowała wszystkiego. Bez rezultatów. Rysio większość dnia spędzał w kojcu, obracając jakąś rzecz w rękach. Uderzał nią w podłogę, gryzł swoją dłoń albo coś innego. Czasem wył jednostajnie, czasem z modulacją. Mama przekonywała, iż Ryszard ją poznaje, woła do siebie cichym gruchaniem i uwielbia, gdy drapie mu się plecy i nóżki.

W końcu starszy psychiatra powiedział wprost: tu nie ma już wątpliwości. Ryszard jest jak warzywo na nogach. Trzeba podjąć decyzję i iść dalej albo oddać do placówki, albo po prostu nauczyć się życia razem z nim, co już pani opanowała. Nie ma powodu wierzyć w spektakularne zmiany ani tracić życie, siedząc przy jego kojcu. Był to jedyny człowiek, który wypowiedział się otwarcie. Zosia oddała Ryszarda do specjalnego przedszkola i wróciła do pracy.

Po jakimś czasie kupiła sobie motocykl zawsze o nim marzyła. Jeździła teraz po Krakowie i po Małopolsce z grupą motocyklistów gdy silnik ryczał, wszystkie smutne myśli odchodziły na bok. Ojciec płacił alimenty, a ona w całości przeznaczała je na opiekunki weekendowe Rysio nie był trudny w opiece, jeżeli tylko przywyknąć do jego wycia. Potem jeden z kolegów motocyklistów, Marek, powiedział Zosi: wiesz, ty masz w sobie coś niesamowitego, przyciągająco-tragicznego.

Chodź, pokażę ci, o co chodzi odpowiedziała Zosia.

Uśmiechnął się szeroko, myśląc, iż zaprasza go do siebie. Pokazała mu Ryszarda. Akurat miał dobry dzień i wył modulacją, gruchał może wyczuł mamę, może obcego.

Oj, nieźle! wykrztusił chłopak.

Na co się nastawiałeś? odpowiedziała Zosia.

Z czasem zaczęli jeździć razem i wspólnie mieszkać. Marek nie zbliżał się do Ryszarda (wszystko zostało wcześniej ustalone) i Zosia tego nie oczekiwała. Po jakimś czasie Marek powiedział: może byśmy mieli razem dziecko? Zosia odpowiedziała ostro: a jak znowu się nam taki trafi? Zamilkł na wiele miesięcy, ale w końcu wrócił do tematu. Tak przyszedł na świat Michaś. Na szczęście zupełnie zdrowy.

Marek, mając zdrowego synka, zapytał: może oddamy Rysia do całodobowej placówki? Skoro mamy teraz zdrowego dziecka? Zosia odpowiedziała: szybciej ciebie oddam. Marek zaraz się wycofał: No wiesz, tylko pytam

Michaś odkrył Ryszarda jako niemowlak, gdy zaczął raczkować. Od razu się zainteresował. Marek był przerażony: nie pozwalaj, to niebezpieczne. Ale cały czas był w pracy czy na motocyklu, a Zosia pozwalała chłopakom być razem. Gdy Michaś raczkował przy Rysiu, ten nie wył. A mamie wydawało się, iż wręcz czeka i się wsłuchuje. Michaś przynosił zabawki, pokazywał, jak się nimi bawić, sam układał palce Ryszarda.

Pewnego razu Marek rozchorował się i został w domu na weekend. Zobaczył, jak Michaś niepewnie chodzi i coś tam do siebie mówi, a za nim podąża Rysiek (wcześniej nie wychodził nigdy z własnego kąta). Marek zrobił awanturę i zażądał: albo odseparujesz mojego syna od twojego, albo non stop będziesz ich pilnować. Zosia tylko milcząco wskazała mu drzwi.

Przestraszył się. Pogodzili się później. Zosia przyszła do mnie:

On jest taki drętwy, ale go kocham powiedziała. To chyba chore?

To normalne odpowiedziałam. Kocha się dzieci bezwarunkowo

Ja mówiłam tak naprawdę o Marku wyjaśniła Zosia. A Rysiek dla Michasia to poważne zagrożenie, czy jak?

Odparłam, iż Michaś zdecydowanie prowadzi w tej relacji, ale oczywiście trzeba pilnować. I tak zostało ustalone.

Gdy Michaś miał półtora roku, nauczył Rysia układać wieże z klocków według rozmiaru. Sam już mówił pełnymi zdaniami, śpiewał proste piosenki i pokazywał wesołe wierszyki typu Sroczka kaszkę warzyła. On to chyba geniusz? zapytała mnie Zosia. Marek kazał spytać. Jest dumny, bo dzieci znajomych choćby mama-tata jeszcze nie mówią.

Myślę, iż to zasługa obecności Rysia odparłam. Nie każde dziecko w tym wieku ma okazję być przewodnikiem w rozwoju swojego brata.

No właśnie! ucieszyła się Zosia. Powiem tak temu mojemu drewienku z oczami.

Taką mieli rodzinę: warzywo chodzące, drewienko z oczami, kobieta na motocyklu i cudowne dziecko. Po opanowaniu nocnika, Michaś poświęcił pół roku, by nauczyć brata korzystania z toalety. Potem zadanie nauczenia Rysia jeść, pić z kubka, samodzielnie się ubierać i rozbierać Zosia powierzyła już bezpośrednio Michasiowi.

W wieku trzech i pół roku Michaś zażądał wyjaśnień: A co adekwatnie jest z Rysiem?

No, przede wszystkim, on nie widzi.

Widzi zaprotestował Michaś. Tylko słabo. To widzi, a tego już nie. I zależy, jakie jest światło. Najlepiej pod lampą w łazience tam widzi dużo.

Okulista był zadziwiony, gdy trzylatek tłumaczył mu zakres widzenia brata, ale wysłuchał, zlecił dodatkowe badania i dobrał leczenie oraz specjalistyczne okulary.

Michaś kompletnie się w przedszkolu nie odnalazł. On to powinien iść do szkoły! mówiła zirytowana wychowawczyni. Niemożliwy, wszystko wie najlepiej.

Jestem zwolenniczką, by nie zaczynał szkoły zbyt wcześnie: niech Michaś chodzi na zajęcia dodatkowe i przez cały czas wspiera rozwój Rysia. Marek tym razem się zgodził z moim zdaniem: niech Zosia zostanie z chłopcami w domu, nie ma sensu wpychać ich na siłę do przedszkola. Poza tym, czy zauważyłaś, iż twój już od roku nie wyje?

Po kolejnych kilku miesiącach Rysio powiedział: mama, tata, Michaś, daj, pić i miau-miau. Do szkoły obaj chłopcy poszli razem. Michaś bardzo się zamartwiał: jak Rysio sobie bez niego poradzi? Czy nauczyciele ze specjalnej szkoły rozumieją jego potrzeby? Czy będą go dobrze prowadzić? Do dziś odrabiają lekcje najpierw razem, potem Michaś swoje.

Rysiek mówi prostymi zdaniami. Potrafi czytać i obsługiwać komputer. Lubi gotować i sprzątać (Michaś albo mama mu wydają polecenia), uwielbia siedzieć na ławeczce pod blokiem, patrzeć, słuchać i wąchać. Zna wszystkich sąsiadów i zawsze się wita. Uwielbia lepić z plasteliny, budować i rozkładać klocki.

Najbardziej na świecie kocha, gdy cała rodzina jedzie motocyklami podkrakowskimi trasami on z mamą, Michaś z tatą, i wszyscy na głos śpiewają do wiatru.

Bo w życiu nie chodzi o to, by było idealnie jak w bajce, ale by mimo trudności i odmienności odnaleźć swój sposób na radość, bliskość, wsparcie i miłość. Wtedy choćby najtrudniejsza droga może być piękna.

Idź do oryginalnego materiału