Zdecydowałam się na adopcję dziecka porzuconego w Oknie Życia przy szpitalu św. Rodziny w Warszawie trzy miesiące po śmierci męża – po szybkiej organizacji dokumentów i pozytywnych kontrolach zamieszkał ze mną synek nazwany imieniem taty, a gdy dorósł i zaczął pytać o rodzeństwo, przyjęłam do rodziny także dziewczynkę z Okna Życia, dzięki czemu dziś tworzymy szczęśliwą trójkę: ja, mój syn i moja córka.

twojacena.pl 6 godzin temu

Dziś wieczorem, kiedy siedziałam przy moim ulubionym kubku herbaty z malinami, rozmyślałam o drodze, jaką przeszłam przez ostatni rok. Czasem trudno mi uwierzyć, iż zdecydowałam się na adopcję po tym, jak trzy miesiące po śmierci mojego ukochanego męża zostałam sama. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak bardzo moje życie się odmieni. Wszystko zaczęło się, gdy usłyszałam wiadomość, iż w Oknie Życia przy szpitalu św. Zofii w Warszawie pozostawiono niemowlę.

Podjęłam decyzję niemal instynktownie. Wiedziałam, iż jestem gotowa otworzyć serce przed tym maleństwem. gwałtownie zaczęłam kompletować wszystkie potrzebne dokumenty dzięki uporowi i wsparciu najbliższych wypełniłam stos formularzy i przeszłam przez szereg urzędowych procedur. Były wizyty kuratorów, wywiady środowiskowe, rozmowy z psychologiem. Ostateczna opinia była pozytywna, a ja mogłam przywitać w domu mojego synka. Dałam mu imię po moim mężu: Wojciech. Mówiąc je, czułam, jakbyśmy znów byli razem.

Wojtek, dorastając, zaczął dopytywać mnie, czy będzie miał rodzeństwo. Szczerze mówiąc, nie miałam nic przeciwko moje życie zawodowe prowadziłam z domu, pracując jako graficzka komputerowa, co dawało mi elastyczność i spokój. Gdy pojawiła się kolejna wiadomość o noworodku w tym samym Oknie Życia, nie wahałam się ani chwili.

W szpitalu zawiodła mnie do malutkiej sali pielęgniarka; tam w drewnianym łóżeczku spała trzydniowa dziewczynka. Spojrzałam na nią i już wiedziałam, iż należy do nas. Tym razem wiedziałam, jak załatwić formalności wszystko poszło znacznie sprawniej i szybciej. Nazwałam ją Jadwiga na cześć mojej ukochanej babci, która zawsze powtarzała, iż największym skarbem jest rodzina.

Tak oto jesteśmy: ja, Wojtek i Jadwiga. Tworzymy rodzinę, której wcześniej choćby sobie nie wyobrażałam. Każdego dnia, wracając do naszego mieszkania na Mokotowie, czuję się spełniona i szczęśliwa. Żadne pieniądze choć oszczędności w złotówkach topnieją szybciej niż kiedyś nie dadzą mi tego, co moje dzieci: ciepła, śmiechu i miłości, które wypełniły mój dom po brzegi.

Idź do oryginalnego materiału