Drogi Dzienniku,
Dziś znowu przeszłam przez korytarze szpitala w Krakowie, patrząc na schody oddziału położniczego, gdzie tłum krewnych przyklejał się jak mucha do miodu. Słyszałam szeptane pytania: Gdzie jest Wacek? Nie widać go nigdzie! Gdzie się podział?. Gdyby Wacek był ojcem nowonarodzonego dziecka, nie byłoby tyle niepokoju w głosach ale Wacek to w tym wypadku zdrobnienie od imienia Wacława, a adekwatnie od imienia Wacława, które w tej rodzinie pełniło rolę żeńską.
Cała tajemnica, iż Wacława nagle zniknęła, a nie trzymała w ramionach kopertę z małą córeczką, wydawała się nie do przyjęcia.
Uciekła! Przeklęta! wykrzyknęła matka mojego brata, gdy jej zięć Igor wraz z dzieckiem odebrali dokumenty i ostatni list porzuconej żony. List był typowym, wyciętym z szablonu pismem od ojca: Nie jestem gotowa, nie szukajcie mnie, nie odmawiam córki, będę płacić alimenty, ale to koniec. Nie było w nim ani adresu zwrotnego, ani wyjaśnienia, dlaczego szanowna kobieta, jeszcze pół roku temu marząca o macierzyństwie, nagle postanowiła tak nagle odejść.
Igorze, nie martw się. Wróci się do zdrowia, zrozumie i wróci pocieszała matka Wacławy swojego zięcia. Najstarsza córka, Zuzanna, nie powtarzała tych słów; jej wewnętrzny głos podpowiadał, iż Wacek nie wróci. Wiedziała, iż kiedy Wacława coś robi, robi to świadomie. Gdy raz postanowiła rzucić, to sięgnie po pełny odrzut.
Ty głupi, Zuzia! odrzuciła matka, gdy Zuzanna delikatnie zasugerowała, iż Wacława może już nie wrócić. Wróci. Minie miesiąc, dwa, i przypomni sobie, co znaczy matczyna miłość.
Po trzech miesiącach nadeszły papiery rozwodowe. Wacława nie stawiła się na rozprawy, odmówiła opieki nad córką, więc mała Warenka została z ojcem. Zuzanna coraz częściej odwiedzała byłego męża siostry, by pomóc przy dziecku i rozmawiać z Igorem. Ich losy połączyła wspólna bieda Zuzanna, po roku od narodzin syna, została porzucona przez narzeczonego, który miał się z nią wziąć, gdy ich dziecko skończy trzy lata i ona skończy urlop macierzyński.
Maksym, który miał zostać mężem Zuzanny, uciekł, zostawiając ją w problemach. Na szczęście udało się udowodnić w sądzie ojcostwo małego Andrzeja i Zuzanna otrzymała choćby skromne alimenty. Bała się, iż mąż jej siostry, Igor, zostawi ją samą z dzieckiem. Szukała w zachowaniu Igora niepokojących sygnałów, choć nigdy nie mówiła o tym otwarcie rodzinie.
W końcu odkryła, iż zwracała uwagę na niewłaściwą osobę. Kto by pomyślał, iż jej własna siostra okaże się tak… inna?
Igor kiedyś proponował odłożyć pięć lat, by zgromadzić trochę pieniędzy i zamienić małe dwupokojowe mieszkanie w trzypokojowe, ale Wacława go pospieszała. I tak doszło do tego porzuciła małą Warenkę, tak bezbronną i potrzebującą matki.
Może to, iż Zuzanna sama stała się matką, pomogło jej przyjąć Warenkę jak własną córkę. Igor kilka razy podawał dziewczynkę Zuzannie, mówiąc: Idź do mamy po ręce. Zaproponował też Zuzannie, by zamieszkali razem z Warenką, a w swoim mieszkaniu wynajmowała pokoje, by spłacać kredyt, zamiast prosić matkę o pomoc.
Kiedy matka dowiedziała się, iż Zuzanna wprowadziła się do Igora, zaczęła ją krytykować, mówiąc, iż przyglądanie się mężowi siostry jest grzechem. Igor wyrzucił ją z domu, twierdząc, iż to nie jego sprawa. Po kilku kieliszkach przyznał jednak, iż chce wziąć Zuzannę za żonę i przyjąć jej syna pod swoje skrzydła.
Wszystko będzie uczciwe, Zuzanno. Wychowujesz moją córkę jak swoją, a syna traktuję jak własnego. Nie będę ci niczego narzucał, sam zdecydujesz, a my będziemy razem. Mam pracę, wiem jak radzić sobie z pieluszkami, lewymi i prawymi. Ty świetnie zarządzasz dziećmi, choć w przedszkolu nie zarabiasz wielkich pieniędzy, bo to prywatny zakład.
Igor miał raczej praktyczną propozycję może już czas wziąć sprawy w swoje ręce? On nie pije, nie pali, zawsze wspiera nas pieniędzmi, a Warenka przyzwyczaiła się do niego i zaczęła go nazywać mamą. Czy to nie znak, iż wszystko dobrze, iż co się nie zdarzy, to dobrze?
Matka nie przyjechała na wesele nie była wcale zaproszona. Po ceremonii wypiliśmy po kieliszku z przyjaciółmi, usłyszeliśmy życzenia i wróciliśmy do mieszkania Igora, gdzie mieszkaliśmy już czworo. Życie nie zmieniło się znacząco, oprócz faktu, iż dzieci dzielą pokój, a dorośli drugi.
Pojawienie się Wacławy było niczym grzmot w słoneczny dzień. Wtedy Zuzanna była w kącie, a Igor otworzył drzwi. Nie patrzył wprost, bo czekał na kuriera. Z drzwi ruszyła była żona.
Kochany, wróciłam! krzyknęła. Kiedy Igor odebrał jej ręce i delikatnie odepchnął, ona, mrugnąc, zapytała: Nie jesteś zadowolony?
Czy mam być? odpowiedział złośliwie Igor. Myślał o tym, co powiedzieć, kiedy ją spotka, ale kiedy już doszło do konfrontacji, jedyne co zdołał, to zapytać, po co przybyła.
Chcę zobaczyć naszą córkę. Myślałam, iż naprawimy nasze relacje.
Wiedziałem, iż już nie ma miejsca dla zdrajców w moim sercu.
Zuzanna właśnie wyszła z prysznica i zobaczyła lekko uchylone drzwi pokoju dziecięcego, przez które patrzyły małe oczy. Wacława zobaczyła dzieci, przeszła obok Igora i rzuciła się w stronę dziewczynki.
Warenko, córeczko, jakaś dorosłaś!
Kiedy podniosła dziecko, Andrzej, mały chłopiec, szarpnął ją za nogę, krzycząc: Puść moją siostrę, czarownico! Wacława, w samym bieliźnie, krzyczała, próbując uwolnić się od bólu. Dzieci uciekły do Zuzanny, a Wacława spojrzała na scenę z wściekłością i wyszeptała:
Ty, wężowa! Postawiłaś przeciwko mnie własną córkę! Nie zostawię tego tak!
Po latach odmowy opieki, Warenka nie znała matki, a każda próba odzyskania dziecka skończyła się niepowodzeniem. choćby matka, próbując nas odwrócić, nie przyniosła skutku. Na koniec Igor i Zuzanna zerwali kontakt z matką i przeprowadzili się do innego miasta, nie zostawiając adresu. Teraz żyją szczęśliwie, wychowując troje dzieci.
Tylko najbliżsi przyjaciele wiedzą, iż Warenka jest w rzeczywistości córką prawdziwej czarownicy, a jej mama Zuzanna, niczym dobra wróżka, uratowała ją przed powrotem do mrocznej matki. Andrzej potwierdza tę opowieść, mówiąc, iż jego tata, podobnie jak czarownik, porzucił dobrą wróżkę i uciekł.
Cieszę się, iż w końcu znalazł się dobry tata, a ich rodzina jest pełna miłości mamy mamę, tatę i małą siostrzyczkę z braciszkiem. Bo bajki zawsze powinny mieć szczęśliwe zakończenie.
Pozdrawiam,
Zuzanna.











