Zdradził i stawia warunki: „Albo przestajesz się użalać i zapominasz, albo jutro się wyprowadzam — sama wszystko wytłumaczysz Poli”. Opowieść o rodzinie, gdzie ojciec szantażuje żonę po zdradzie, a ona dla córki próbuje uratować małżeństwo za wszelką cenę

polregion.pl 9 godzin temu

Zdradził i stawia warunki

Słuchaj, Grażyno, nie mam ani czasu, ani ochoty wysłuchiwać twoich niekończących się żali.

Albo w tej chwili przestajesz grać rolę skrzywdzonej ofiary i żyjemy dalej normalnie, albo jutro pakuję walizkę i sama tłumaczysz córce, czemu tata odszedł.

Sama! Zrozumiałaś?

Normalnie, czyli jak, Bartku? zapytała cicho. Jakby nic się nie wydarzyło? Jakbym nie widziała tych wiadomości?

Jakby „Andrzej Części Samochodowe” nie pisał ci o drugiej w nocy, iż tęskni za twoimi dłońmi?

Bartek głośno westchnął, ściągał adidasy, mocno dociskając piętą zagniecione zapiętki, nie fatygując się, by rozwiązać sznurówki.

Znów to samo… Zacięła ci się ta płyta. Powiedziałem po polsku: koniec z tym. Jestem w domu? Jestem. Jestem z tobą? Z tobą. Daję ci pieniądze? Daję.

Czego jeszcze ci brakuje? Mam uklęknąć na kolana? Nie doczekasz się!

Nie trzeba. Potrzebuję tylko, żebyś przestał rozmawiać ze mną, jakbym ci przeszkadzała żyć. Ciągle jesteś złośliwy, dogryzasz na każdym kroku

Bo jesteś nie do wytrzymania! wciął się jej mąż. Chodzisz po domu jak duch, wiecznie z miną, jakbyś zjadła kilo cytryn.

Myślisz, iż miło się wraca do takiego domu? Wchodzę i albo przesłuchanie, albo wielkie fochy!

Każda normalna baba już dawno by machnęła ręką dla dobra rodziny. Ale nie, ty musisz ciągle grzebać w tej ranie.

Przechodząc obok niej, potrącił ją ramieniem. Grażyna zachwiała się, ale się nie przewróciła.

Zawsze myślała, iż wygrała los na loterii. Bartek człowiek sukcesu, stanowczy, świetny ojciec. Mieli córkę, pięcioletnią Zosię, wspólne mieszkanie, przyzwoite zarobki po dwoje.

Zdrada, która wyszła na jaw pół roku temu, nie była przypadkiem prowadził podwójne życie od miesięcy.

Grażyna dowiedziała się przez przypadek Zosia bawiła się telefonem taty, gdy na ekranie pojawiła się wiadomość: „Andrzej Części Samochodowe” pytał, czy Bartek kupił tę bieliznę, w którą jej jest tak pięknie.

Prawda wypłynęła Bartek nie zamierzał się kajać. Najpierw milczał, potem wściekł się, w końcu wycedził:

Tak, było. Minęło. Nie rób z igły widły, jestem tu, prawda?

Przez pół roku ani razu nie przeprosił, nie okazał skruchy. W ogóle nie czuł się winny i to bolało Grażynę najbardziej.

Kiedy weszła do kuchni, mąż już siedział przy stole, przeglądając telefon. Przed nim stał talerz z pieczonym sandaczem, który przykryła drugą miską, żeby nie wystygł.

Oszczędzasz na soli? rzucił odkrywając potrawę. Czy może przez te łzy smak ci odjęło?

Bartek, przestań. Zosia jest w pokoju, wszystko słyszy.

I niech słyszy, uśmiechnął się krzywo, żując rybę. Niech wie, iż mama robi wszystko, żebym z domu zwiał. Tego właśnie chcesz, żebym wyszedł?

Chcę tylko, żebyś był człowiekiem. Przecież sam obiecałeś, iż będziemy ratować rodzinę. Tak wygląda twoja praca nad sobą? Upokarzasz mnie na każdym kroku?

Bartek odłożył widelec.

Słuchaj, kochana. Rodzina to projekt, a ja w niego inwestuję. Bawię się z córką, płacę za jej balet, zawożę ją do przedszkola.

Chciałaś, by miała ojca? Ma. Nie muszę cię adorować, skoro już od trzech miesięcy dręczysz mnie tym samym!

Mówiłem jasno: zamykamy temat, albo odchodzę. Ale jak odejdę, zostaniesz bez grosza.

Mieszkanie podzielimy, będziesz musiała sprzedać i oddać mi połowę. Skąd weźmiesz 400 tysięcy złotych? Nie masz. To będziesz z Zosią szukać piwnicy gdzieś na peryferiach i ciągać ją po obcych przedszkolach. Chcesz tego dla dziecka?

Grażyna zamilkła. Mąż znał jej słabości lepiej niż ona sama. Sama myśl o tym, iż córka musiałaby zostawić znajomych, swoje przedszkole i wylądować w obcej, zagrzybionej kawalerce, gdyby musiała walczyć o mieszkanie w sądzie, była przerażająca

No właśnie, podsumował Bartek. Jedz. Bo zrobiłaś się już sama skóra i kości, patrzeć nie można.

***

Wieczorem, gdy Zosia spała już wtulona w pluszowego królika, Grażyna wyszła na balkon i dumała nad swoim losem.

Bartek naprawdę, w oczach innych, był wzorowym ojcem: nie pił, nie podnosił ręki, dziecko za nim przepadało.

Tatusiu, jesteś moim bohaterem szeptała mu Zosia rano, przy śniadaniu.

Jak Grażyna mogłaby rozbić ten świat?

Z pokoju niósł się głos Bartka rozmawiał z kimś przez telefon. Grażyna niechcący zaczęła przysłuchiwać się rozmowie.

Tak, jutro aktualne. Pewnie. Mówię ci, ogarniemy to. Popłacze jeszcze i jej przejdzie. Gdzie ona ucieknie, na tonącym okręcie?

Grażyna zamarła. Tak o niej myśli Nacisnęła klamkę do salonu.

Bartek wylegiwał się na kanapie, wyciągnięty jak lord. Gdy ją zobaczył, gwałtownie rozłączył rozmowę.

Z kim rozmawiałeś? zapytała.

Z kolegą z pracy. Chcesz spis kontaktów? podał jej demonstracyjnie telefon. Proszę, sprawdzaj, w końcu jesteś naszą rodziną detektyw.

Ale wiedz: jeżeli znajdę choć jedno usunięte powiadomienie, które ci się nie spodoba jutro jadę do matki. I miej pretensje tylko do siebie.

Ty sobie kpisz, Bartku? Grażyna podeszła bliżej. Naprawdę uważasz, iż masz prawo stawiać mi warunki? Po tym, co zrobiłeś?

Mam. Bo jestem facetem i to ja decyduję, jak będzie wyglądała moja rodzina. Ty albo idziesz za mną, albo radź sobie sama.

Podszedł do niej, niemal przyciskając do ściany.

Wiesz, Grażynko, inny facet nigdy nie pokocha Zosi tak jak ja. Może zniesie ją, póki będziesz młoda i ładna. Ale jak mu się przejesz przeszkodzi mu. Tego chcesz dla córki? Ojczyma, co ma ją w nosie?

Jesteś podłym draniem, Bartek, wyszeptała.

Jestem realistą, odsunął się i uśmiechnął lekko. Dobra, idę pod prysznic. Przygotuj mi na jutro tę bordową koszulę. I pamiętaj wyprasować, bo dzisiaj na kołnierzyku była fałda. Drażni mnie to.

Zniknął w łazience, a Grażyna została w salonie sama.

***

Rano jak zawsze: krzątanina, smażenie serniczków, Zosia nie chciała ubrać rajstop.

Bartek wkroczył do kuchni już w tej bordowej, świeżo uprasowanej koszuli Grażyna jednak ją przygotowała.

Mamo, pójdziemy w sobotę do zoo?

Oczywiście, kochanie, Grażyna próbowała się uśmiechnąć.

Tato, a ty pójdziesz? Obiecałeś pokazać mi lwa!

Bartek pogładził córkę po głowie i na sekundę całe jego oblicze łagodniało.

Pójdę, księżniczko. O ile mama będzie się zachowywać, jak należy, i nie będzie denerwować taty, to pójdziemy na pewno.

Grażynie niemal wypadła łopatka z dłoni.

Bartek, coś ty powiedział? syknęła, gdy Zosia zapatrzyła się w bajki.

Co takiego? uniósł niewinnie brwi. Wychowuję w dziecku zrozumienie hierarchii rodzinnej.

Chyba nie chcesz, żebyśmy przez twoje fochy nie poszli razem do zoo?

Grażyna milczała. Wciąż zasłaniał się dzieckiem.

***

Cały dzień w pracy była nieobecna. Koleżanki pytały, czy wszystko w porządku, zbywała je narzekaniem na niewyspanie.

W przerwie na kawę weszła na stronę mieszkań na wynajem. Ceny były zaporowe, a przyzwoite oferty w okolicy znikały w mgnieniu oka.

Taniej było tylko na drugim końcu Warszawy.

Godziny dojazdu. Przedszkole czynne do osiemnastej. Nie zdążę jej odebrać pomyślała i zamknęła laptop. Gdzie iść? Jak to w ogóle rozegrać?

Na godzinę przed końcem pracy zadzwonił Bartek:

Słuchaj, dziś zostanę dłużej. Sprawy zawodowe. Zjedzcie kolację beze mnie. A, i Grażyna

Tak?

Kup półsłodkie, dobre, czerwone. Wieczorem porozmawiamy na spokojnie, bez twoich histerii.

Bartek, ja naprawdę

Grażyna, nie pytam wszedł jej w słowo. Daję ci szansę naprawić atmosferę. Nie zmarnuj jej. No, pa. Przytul Zosię.

Odłożył telefon. Grażyna patrzyła beznamiętnie na wygaszający się ekran. Może spróbować pogadać? Gorzej już nie będzie

***

Zosia zasnęła szybko, a Grażyna od godziny siedziała sama w kuchni. Butelka półsłodkiego wina stała na stole kupiła je, wściekła na swoją słabość.

Bartek wrócił około jedenastej w świetnym nastroju.

No, dobrze, pocałował ją w policzek, a ona odruchowo się cofnęła. Daj spokój, nie denerwuj się już. Wypijmy po lampce.

Wiesz co, pomyślałem Musimy odpocząć. Jedźmy do Turcji w przyszłym miesiącu. We troje. Zosia uwielbia morze, już znalazłem hotel.

Co ty opowiadasz, Bartek? Jaki wyjazd? Przecież żyjemy obok siebie jak sąsiedzi!

To ty się wycofujesz upił łyk wina. Ja próbuję to wszystko poskładać. Ale chcę, żebyś coś obiecała: zamykasz temat, już nigdy więcej do tego nie wracasz.

Żadnych sprawdzania telefonu, insynuacji, łez. Żyjmy normalnie, jakby nic się nie stało!

A co z zaufaniem? spojrzała mu prosto w oczy.

Zaufanie to luksus, na który cię nie stać uśmiechnął się lekko. Potrzebujesz stabilizacji, dziecku potrzebny ojciec, a dom potrzebuje gospodarza.

To wszystko masz. Cena twoje milczenie. Wydaje mi się, iż to uczciwy układ.

A jeżeli nie zgodzę się na taką umowę?

Bartek odstawił szkło.

Wtedy jutro pakujesz się i odchodzisz. Mówię poważnie, Grażyna. Mam dość tej szarpaniny.

Jestem facetem i potrzebuję wsparcia, a nie żony wiecznie niezadowolonej.

Jeśli nie umiesz mi wybaczyć i przejść nad tym do porządku dziennego to nie ma sensu.

Tylko pamiętaj: zabiorę wszystko, co będę mógł. I miej pretensje tylko do swojej dumy.

Wyszedł. Grażyna siedziała w ciemności, wsłuchując się w szum wody z łazienki. Rozumiała, iż to zwykły szantaż, bezczelność.

Każda silna kobieta już dawno cisnęłaby mu kieliszek w twarz i wyszła bez słowa. Ale ona przecież nie jest silna

Jest przede wszystkim matką. Musi myśleć o córce. Przecież każdy człowiek zasługuje na drugą szansę.

Mąż potknął się tylko raz, może warto mu wybaczyć? Chociażby dla dobra Zosi powinna spróbować o wszystkim zapomnieć

Mamo? cichy, senny głosik zabrzmiał w korytarzu.

Grażyna wytarła łzy i spojrzała: Zosia stała na progu.

Mamo, miałam straszny sen. Gdzie jest tata?

Jest tutaj, kochanie podniosła ją, mocno przytulając. Tata jest pod prysznicem, nigdzie nie idzie. Chodź do mnie, wszystko dobrze. Jesteśmy wszyscy w domu.

Na pewno? Zosia wtuliła się w szyję. Zawsze będziemy razem?

Grażyna zacisnęła powieki, czując, jak serce kruszy jej się w piersi.

Zawsze, maleńka. Zawsze.

Niosąc dziecko do pokoju, Grażyna już wiedziała: tę rodzinę utrzyma. Od jutra zrobi wszystko, żeby zapomnieć o zdradzie. Ale to będzie jutroAle kiedy wróciła do kuchni, nie wytrzymała. Oparła się o blat, a łzy spływały jej po policzkach w milczeniu. Zbyt dobrze znała tę ciszę po wielkich postanowieniach już nie raz obiecywała sobie cierpliwość, godziła się na przeczekanie. Wciąż bolało tak samo. Spojrzała na butelkę z winem, napoczętą ledwie kilkoma łykami. Z trudem przełknęła ślinę.

Gdy dom pogrążył się w śnie, Grażyna otuliła Zosię kocem, czując bijące ciepło maleńkiego serduszka. Usiadła na brzegu łóżka córki, wpatrując się w jej krągłą buzię. „Dla Zosi,” powtarzała w głowie. „Dla niej trzeba być silną, choćby jeżeli nie umiesz być silna dla siebie.”

A wtedy coś w niej pękło ale nie tak, jak zwykle. Nie była już tylko zastraszoną, zagubioną w niepewności kobietą. Po raz pierwszy zadrżała w niej myśl, której dotąd nie dopuszczała: „Można chcieć więcej niż przetrwania.”

Pogładziła Zosię po jasnych włosach. Z szafy wyjęła swoją starą torbę, schowała w niej kopertę z oszczędnościami, dokumenty, ulubioną zabawkę Zosi i gry planszowe, które zawsze rozkładały na dnie szuflady. W ciszy usiadła nad białą kartką papieru.

Bartek,
Nie jestem tutaj dla twoich warunków.
Jesteśmy rodziną, ale nie twoją własnością.
Kiedy to przeczytasz, już nas nie będzie.
Wyjeżdżamy nie dlatego, iż boję się życia. Tylko dlatego, iż chcę córce pokazać jego lepszą stronę.
Zosia zasługuje na dom pełen śmiechu, nie szantażu i lęku.
Ty jesteś jej ojcem, nie projektem do zarządzania.
Może kiedyś zrozumiesz.
Nie czekaj na mnie z kolacją.

Krótka chwila wahania i już zbierała kurtkę dziecka, przytulała je ostrożnie, by nie obudzić zbyt gwałtownie. Nie wiedziała jeszcze, dokąd pojadą. Może do siostry, może na koniec miasta, by patrzeć na wschód słońca nad Wisłą. Ale pierwszy raz nie czuła strachu tylko dziwną, cichą wolność.

Drzwi zamknęły się miękko za jej plecami. W nocnej ciszy usłyszała własny oddech i szept nadziei: „Możesz być silna, jeżeli stoisz po swojej stronie.” Po raz pierwszy od miesięcy wiedziała, dokąd idzie. I wiedziała, iż Zosia, choćby śpiąc, jest z niej dumna.

Za oknem właśnie zaczynało świtać.

Idź do oryginalnego materiału