Zdradził i stawia warunki: Gorzka cena rodzinnego szczęścia—historia Świetłany i Borysa z pięcioletnią Polą, zdradą, szantażem i walką o to, co najważniejsze dla polskiej mamy

newsempire24.com 5 godzin temu

Wiesz co, Jagoda, nie mam ani czasu, ani ochoty wysłuchiwać twoich ciągłych narzekań. Albo teraz przestajesz grać pokrzywdzoną ofiarę i żyjemy normalnie dalej, albo jutro pakuję walizkę i sama tłumaczysz naszej córce, dlaczego tata wyjechał. Sama! Kapujesz?

A co to znaczy normalnie, Paweł? zapytała cicho. Tak, jakby nic się nie stało? Jakbym nie widziała tych wiadomości?

Jakby Andrzej Mechanika nie pisał ci o drugiej w nocy, iż tęskni za twoimi rękami?

Paweł ciężko westchnął i zaczął zdejmować adidasy, naciskając piętą na zapiętek.

Znowu to samo Ile można. Przecież ci mówiłem po polsku: skończone. Jestem w domu? Jestem. Jestem z tobą? Jestem. Daję ci na wydatki? Daję.

Czego ci jeszcze brakuje? Mam klękać? Nie doczekasz się!

Nie trzeba. Po prostu przestań rozmawiać ze mną tak, jakbym ci przeszkadzała żyć. Cały czas jesteś opryskliwy, dogryzasz, rzucasz uszczypliwości…

Bo jesteś nie do wytrzymania! przerwał jej. Chodzisz po domu jak zjawa, ciągle z miną jakbyś cytrynę żuła.

Myślisz, iż mi się taki klimat podoba? Wracam i od razu albo przesłuchanie, albo ciche fochy!

Inna kobieta już dawno machnęłaby ręką na to wszystko dla dobra rodziny. Ale nie, ty musisz dłubać w tej ranie patykiem.

Przeszedł obok niej do kuchni, lekko ją szturchnął ramieniem. Jagoda się zachwiała, ale ustała.

Zawsze myślała, iż złapała szczęście za nogi. Paweł zaradny, zdecydowany, świetny ojciec. Mieli córkę, pięcioletnią Hanię, wspólne mieszkanie w Warszawie, oboje dobrze zarabiali.

Zdrada, do której doszło pół roku temu, to nie był przypadek mąż prowadził podwójne życie przez kilka miesięcy.

Jagoda dowiedziała się o wszystkim przypadkiem, kiedy Hania bawiła się telefonem taty i nagle wyskoczyła wiadomość: Andrzej Mechanika pytał, czy Paweł kupił już tę bieliznę, która tak dobrze leży.

Po odkryciu Paweł nie zaprzeczał. Najpierw milczał, potem się wkurzył, a na końcu powiedział:

Tak, było. Było i się skończyło. Nie rób z igły widły, przecież jestem tu.

Przez te pół roku nie usłyszała od niego ani słowa przeprosin, choćby cienia skruchy. W ogóle nie czuł się winny, a to boleśnie ją dotykało.

Kiedy przyszła do kuchni, Paweł już siedział przy stole i scrollował coś w telefonie. Przed nim stał talerz z pieczonym karpiem, który Jagoda przykryła drugim talerzem, żeby nie ostygł.

Pożałowałaś soli? rzucił, zdejmując przykrywkę. Czy od płaczu straciłaś smak?

Paweł, przestań. Hania jest w pokoju, wszystko słyszy.

I niech słyszy uśmiechnął się ironicznie, wpychając sobie rybę do ust. Niech wie, iż mama robi wszystko, żeby tata wyprowadził się z domu. Tego przecież chcesz? Żebym zniknął?

Chcę tylko, żebyś był człowiekiem. Przecież obiecałeś, iż będziemy ratować tę rodzinę. A wyglądam na kogoś, komu pomagasz takimi upokorzeniami?

Paweł odłożył widelec.

Posłuchaj mnie, kochanie. Rodzina to inwestycja, a ja się w nią angażuję. Bawię się z Hanią, płacę za jej zajęcia, odprowadzam do przedszkola.

Chciałaś, by dziecko miało ojca? Ma. I nie muszę być dla ciebie miły, skoro od trzech miesięcy katujesz mnie tą samą historią!

Stawiam sprawę jasno: zamykamy temat raz na zawsze albo się pakuję. Ale jak się wyprowadzę, to zostajesz bez złotówki.

Mieszkanie podzielimy, będzie trzeba sprzedać i jeszcze mi wypłacić połowę. Masz na to pieniądze? Nie. Więc wynajem, inna dzielnica, inny przedszkole dla Hani. Chcesz to jej zafundować?

Jagoda milczała. On znał jej słabe strony lepiej niż ona sama. Myśl o tym, iż córka będzie musiała zostawić swoje miejsce, przyjaciół z przedszkola i przenieść się do obcej, byle jakiej kawalerki zanim wszystko się rozstrzygnie, napawała ją przerażeniem.

No to siedź cicho podsumował Paweł. Jedz. Bo już skóra i kości, patrzeć nie mogę.

***

Wieczorem, gdy Hania już spała wtulona w swojego pluszowego królika, Jagoda siedziała na balkonie i rozmyślała.

Paweł faktycznie był dobrym ojcem nie pił, ręki nie podnosił, a Hania go uwielbiała.

Tatusiu, jesteś moim bohaterem szepcze mu rano do ucha.

Jak ona może zniszczyć jej świat?

Z pokoju dolatywał głos Pawła rozmawiał z kimś przez telefon. Jagoda mimowolnie się wsłuchała.

Tak, jutro aktualne. Pewnie, iż tak. Słuchaj, mówiłem, załatwimy ponarzeka i się uspokoi. A gdzie ona pójdzie?

Jagoda zamarła. Tak to o niej myśli… Przyciągnęła drzwi balkonowe.

Paweł rozparty na kanapie, nogi wyciągnięte. Zobaczył ją, to gwałtownie zakończył rozmowę.

Z kim rozmawiałeś? spytała.

Z kolegą z pracy. Chcesz, żebym ci pokazał kontakty? ironicznie podał jej telefon. Proszę, sprawdzaj, w końcu jesteś tu teraz naszym małym detektywem.

Ale zastrzegam: jeżeli znajdę choć jedną skasowaną wiadomość nie po twojej myśli, jutro jadę do mamy. I masz, co chciałaś.

Ty sobie żarty robisz, Paweł? Uważasz, iż masz prawo mi stawiać warunki po tym wszystkim?

Mam. Bo jestem facetem i to ja decyduję, jak będzie wyglądać moje życie. A ty albo za mną, albo radź sobie sama.

Podszedł do niej bardzo blisko.

Zrozum jedno, Jagoda obcy facet nigdy nie pokocha Hani tak jak ja. Będzie ją tylko tolerował, póki jesteś młoda, póki się podobasz.

A potem zacznie mu przeszkadzać. Tego chcesz? Ojczyma, który ma ją gdzieś?

Jesteś podłym człowiekiem, Paweł wyszeptała.

Jestem realistą uśmiechnął się. Dobra, idę pod prysznic. Przygotuj mi czystą koszulę na jutro, tę bordową.

I uprasuj ją, bo dzisiaj na kołnierzyku była fałda. Drażniło mnie to.

Poszedł, a Jagoda została jak wmurowana pośrodku pokoju.

***

Rano wszystko jak zwykle pośpieszny chaos, smażenie placków, Hania marudzi, iż nie chce rajstop.

Paweł przyszedł do kuchni w tej bordowej koszuli, którą jednak mu wyprasowała.

Mamo, pójdziemy w sobotę do zoo?

Pewnie, kochanie Jagoda próbowała się uśmiechnąć.

Tato, ty też pójdziesz? Obiecałeś mi pokazać ogromnego lwa!

Paweł pogłaskał córeczkę, od razu mu się twarz rozjaśniła.

Pójdziemy, słoneczko. O ile mama będzie grzeczna i nie zrobi tatusiowi przykrości, to pójdziemy na pewno.

Prawie upuściła łopatkę.

Paweł, co ty wygadujesz? wysyczała, gdy Hania zajęła się bajką.

Co? udawał zdziwienie. Uczę dziecko, co to hierarchia w rodzinie.

Chcesz, żeby przez twoje fochy zepsuł się nam weekend?

Jagoda już nic nie odpowiedziała. I tak przykrył wszystko dzieckiem.

***

Przez cały dzień w pracy chodziła jak w transie. Wszyscy pytali, czy wszystko ok, ale tylko zbywała, iż jest niewyspana.

Na przerwie zaglądała w ogłoszenia o wynajmie mieszkań. Ceny z kosmosu, a coś sensownego na Mokotowie znikało błyskawicznie.

Tańsze było gdzieś na Białołęce.

Dwie godziny dojazdu w jedną stronę. Przedszkole do szesnastej. Nie dam rady jej odbierać pomyślała, zamykając laptopa. I co dalej? Jak się za to zabrać?

Godzinę przed końcem pracy zadzwonił Paweł:

Wrócę później dzisiaj. Sprawy służbowe. Zjedzcie beze mnie. A i Jagoda…

Co?

Kup wino półsłodkie. Dobre, czerwone. Pogadamy spokojnie, bez twoich histerii.

Paweł, ale ja…

Nie proszę, tylko mówię przerwał jej. Daję ci szansę, żeby było normalnie. Nie zmarnuj jej. Buziaki. Hanię ucałuj.

Odłożył słuchawkę. Patrzyła na ekran telefonu, aż zgasł. Może spróbować pogadać gorzej już nie będzie.

***

Hania gwałtownie zasnęła, Jagoda już godzinę siedziała w kuchni sama. Na stole stała ta butelka półsłodkiego, kupiła ją… zła na siebie za to, ale kupiła.

Paweł wrócił koło jedenastej w świetnym humorze.

Dobrze, dobrze, kupiłaś cmoknął ją w policzek, aż odruchowo się odsunęła. No daj spokój, nie fochuj się tyle. Nalej trochę.

Myślałem Przydałby się nam urlop. Może byśmy do Turcji polecieli w przyszłym miesiącu? We trójkę. Hania uwielbia morze, hotel już mam na oku.

Paweł, jaki urlop? My żyjemy jak współlokatorzy!

Bo ty się stawiasz upił łyk wina. Ja właśnie próbuję wszystko poskładać. Ale! Musisz mi obiecać, iż już nigdy nie wrócisz do tej historii.

Żadnego grzebania w moim telefonie, żadnych sugestii, żadnych łez. Po prostu żyjemy dalej, jakby nic nie miało miejsca!

A co z zaufaniem? spojrzała mu prosto w oczy.

Zaufanie to luksus, na który teraz cię nie stać zaśmiał się. Tobie potrzeba stabilizacji, dziecku ojca, a ta chałupa musi mieć gospodarza.

Masz to wszystko. Koszt twoje milczenie. Korzystna transakcja.

A jeżeli nie zgodzę się na taką umowę?

Paweł odstawił kieliszek.

Wtedy jutro pakujesz walizkę. Nie żartuję, Jagoda. Mam już tego dość.

Jestem mężczyzną, potrzebuję spokoju, a nie wiecznie niezadowolonej żony.

Nie potrafisz wybaczyć i zapomnieć to nasze drogi się rozchodzą.

Ale pamiętaj: odbiorę ci wszystko, co zdołam. I to tylko twoja pycha będzie winna!

Wyszedł. Jagoda została sama w półmroku, słuchając szumu wody w łazience. Wiedziała, iż to szantaż, chamstwo, zwykły psychiczny nacisk.

Każda silna kobieta już dawno walnęłaby kieliszkiem o ścianę i ruszyła w siną dal. Tylko iż ona no nie jest taka.

Jest przede wszystkim matką, a liczy się tylko szczęście jej dziecka. Każdy może się raz pomylić.

Mąż poślizgnął się raz, zasługuje na drugą szansę. Przynajmniej dla Hani powinna spróbować o tym zapomnieć…

Mamo? cichy, zaspany głos z korytarza.

Jagoda od razu otarła policzek i zerknęła w drzwiach stała Hania.

Mamusiu, miałam straszny sen. Gdzie jest tata?

Tata jest, kochanie wzięła ją na ręce, mocno przytuliła. Tata w łazience, nigdzie nie poszedł. Chodź do mnie, już wszystko dobrze. Wszyscy jesteśmy w domu.

Na pewno? Hania wtuliła się jeszcze mocniej. Zawsze będziemy razem?

Jagoda zamknęła mocno oczy, czując jak serce jej pęka na drobne kawałki.

Zawsze, skarbie. Zawsze.

Odprowadzając córkę do pokoju, Jagoda w ciszy podjęła decyzję: rodzinę utrzyma. Od jutra zacznie zapominać o tej zdradzie. Ale to dopiero jutro…

Idź do oryginalnego materiału