Zerówkowicze z Gdańska zrobili kanapki dla potrzebujących. "Lodówka się zapełniła"

gazeta.pl 1 godzina temu
Zerówkowicze ze Szkoły Podstawowej nr 89 w Gdańsku udowodnili, iż nikt nie jest za mały, by pomóc potrzebującym. To właśnie dzięki nim do lodówki społecznej w dzielnicy Oliwia trafiły kanapki.Zaangażowanie dzieci jest godne podziwu. Uczniowie przygotowali posiłek dla osób, które najbardziej go potrzebują. Kanapki z porządną porcją warzyw zostały zawiezione do lodówki społecznej przy ul. Opata Rybińskiego w Gdańsku.
REKLAMA






Zobacz wideo

Michał Wrzosek ocenia jadłospis w państwowym żłobku i przedszkolu



Pomysłodawczynią była jedna z mamCała akcja powstała z inicjatywy jednej z mam, która zaproponowała, aby dzieci przygotowały kanapki dla osób potrzebujących. Pomysł od razu uzyskał poparcie wychowawczyni zerówkowiczów, Katarzyny Piskuły.Mama Ignasia przyniosła świeże bułki, a ja zadbałam o resztę składników: ser, szynkę i porcję warzyw- mówi wychowawczyni zerówki w SP 89 cytowana przez portal trojmiasto.pl.Dzięki współpracy dzieci, rodziców i nauczycieli lodówka społeczna w Oliwie wypełniła się po brzegi. To właśnie takie inicjatywy są najlepszym dowodem na to, iż nie należy tracić wiary w ludzi i choćby ci najmłodsi mogą zrobić coś dobrego. Psycholog zabiera głosO komentarz poprosiliśmy psycholożkę, Katarzynę Kaczmarek. Ekspertka opowiada, co sądzi o takich akcjach pomocy organizowanych w szkole. - Angażowanie dzieci w inicjatywy takie jak robienie kanapek do lodówek społecznych rozwija w nich poczucie odpowiedzialności i empatii. Dzieci uczą się tego, iż mogą wpływać na otaczający je świat, pomagając innym w sposób bezinteresowny. Takie doświadczenia mogą wzmacniać w nich poczucie wartości oraz kształtować umiejętności współpracy i dzielenia się, które są najważniejsze w dalszym życiu społecznym - wyznaje.


Empatia zaczyna się w domuNie tylko szkoła angażuje najmłodszych w pomoc potrzebującym. Jedna z naszych czytelniczek w miarę regularnie stara się zanosić jakieś jedzenie do lodówek społecznych- Po świętach, urodzinach czy jakichś większych spotkaniach rodzinnych zawsze zostaje nam trochę jedzenia. Wiadomo, nie zjemy wszystkiego, sporo może się zmarnować. Dlatego już od jakiegoś czasu razem z córką zanosimy posiłki do takiej lodówki, którą mamy w naszej miejscowości. Robię to oczywiście dla osób potrzebujących, ale też dla córki, by nauczyła się, iż pomaganie innym daje ogromną satysfakcję - wyznaje w rozmowie z portalem eDziecko.A Ty, jak taką pomoc postrzegasz? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału