Zgodziłam się na opiekę nad wnukiem tylko na kilka dni: Po miesiącu odkryłam, iż moje życie już na zawsze się zmieniło

newsempire24.com 3 godzin temu

Mamo, błagam, tylko na kilka dni. Nie wiem, co mam zrobić. Tomek zachorował, ja muszę iść do pracy w biurze przy ulicy Marszałkowskiej, przedszkole w Łodzi zamknięte. Tylko na kilka dni, naprawdę mówiła ze złamanym głosem moja córka Zuzanna, pełna napięcia, zmęczenia i desperacji.

Zgodziłam się natychmiast. Jak mogłam odmówić? Przecież to mój wnuk, czteroletni Kubuś, pełen energii i uśmiechu. Myślałam: co to za problem? Parę dni, może tydzień, dam radę.

Jednak tydzień minął, potem drugi. Zuzanna przestała mówić na chwilę i zaczęła krzyczeć jeszcze trochę. W międzyczasie Tomek trafił do szpitala w Krakowie, potem wrócił do domu, ale był zbyt słaby, by opiekować się dzieckiem.

Zuzanna brała nadgodziny, siedziała do późna przy komputerze, nie odbierała telefonów. Z każdym dniem czułam, iż to już nie przysługa, a nowy etap mojego życianikt mnie o zgodę nie pytał.

Kubuś to złote dziecko, ale opieka nad nim to pełnoetatowa praca. Budzenie w nocy, kiedy w śnie pojawił się potwór. Śniadanie z dokładnie trzema truskawkami i żadną zieloną papką. Bieganie po parku w Skaryszewskim, czytanie bajek, zabawa w dinozaury, tysiące pytań dziennie. A ja mam 63 lata. Kolana już nie dają rady, plecy bolą, a sen przestał przychodzić od tygodni.

Zaczęłam czuć się zmęczona, ale i inaczej. Ten dom, w którym po śmierci męża panowała cisza, nagle ożył. Zabawki pod stołem, śmiech na schodach, małe rączki obejmujące mnie za szyję.

Babciu, jesteś najcudowniejsza szeptał mi do ucha, gdy zasypiał. Czułam, iż wreszcie jestem potrzebna, iż nie jestem już tylko starszą panią z emeryturą i pustym mieszkaniem.

Zuzanna coraz rzadziej pytała, czy daję sobie radę. Coraz częściej po prostu zakładała, iż tak. Mamo, nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła mówiła przez telefon. W jej głosie nie było wdzięczności, a jedynie ulga, jakby zrzuciła z barków ciężar i nie chciała go już wracać.

Pewnego dnia zapytałam: A kiedy go odbierzesz? Zamilkła. Potem rzuciła: Teraz z Tomkiem jest naprawdę ciężko, ma rehabilitację, ja biorę podwójne zmiany Jeszcze nie teraz, dobrze?

Zrozumiałam wtedy, iż na kilka dni przestało istnieć. Nie ma planu, w którym wrócę do spokojnego życia. Nikt już nie zapyta mnie, czy chcę tak dalej żyć. Stałam się po prostu rozwiązaniem problemu.

Wewnątrz coś się zmieniło. Już nie byłam tylko zmęczona byłam wściekła. Miałam żal. Całe życie byłam tą, która zawsze pomaga, nigdy nie narzeka, wszystko przyjmuje na siebie. Dla córki zrobiłabym wszystko i właśnie to zrobiłam. Czy ona to widzi?

Zaczęłam mówić nie. Najpierw małymi krokami. Dziś nie wychodzimy, bo jestem zmęczona. Wieczorem mam spotkanie z koleżanką, a Kubuś pójdzie spać sam. Potem powiedziałam wprost: Potrzebuję, żebyś przejęła część obowiązków. On jest twoim dzieckiem.

Nie było łatwo. Były łzy, zarzuty, iż jestem egoistką, iż ona nie daje rady, iż kiedyś miałam łatwiej. Ale już wiedziałam, iż jeżeli teraz się nie postawię, zostanę z tym chłopcem na miesiące, a może lata. Mam też swoje marzenia, choć nie młode, prawo do odpoczynku i do bycia babcią, nie zastępczą matką.

Dziś Kubuś spędza ze mną weekendy. Uwielbiam te chwile: gramy w karty, pieczemy babeczki, oglądamy bajki. Wieczorami układamy puzzle albo budujemy z klocków miasto, które Kubuś nazywa imieniem naszego starego psa Burego. Śmieje się, przytula do mnie i mówi: Babciu, jesteś najukochańsza na świecie. Czuję, iż moje serce jest pełne, iż naprawdę jestem mu potrzebna ale na moich warunkach.

Niedzielny wieczór przychodzi, Zuzanna odbiera go z uśmiechem, czasem zmęczonym, ale już bez presji. Nauczyła się, iż nie jestem jej obowiązkiem ani darmową pomocą na każde zawołanie. Zrozumiała, iż choć jestem matką i babcią, jestem też człowiekiem z potrzebami i granicami. Nie mogę i nie chcę dźwigać całego świata na swoich barkach.

W tamtym miesiącu nauczyłam się, iż miłość to nie tylko dawanie. To też umiejętność powiedzenia dość. Bo jeżeli nie postawimy granicy, nikt jej za nas nie wyznaczy.

Jeśli nie powiemy, iż jesteśmy zmęczone, iż potrzebujemy wsparcia, odpoczynku, przestrzeni, każdy będzie brał od nas coraz więcej, aż pozostanie puste miejsce, w którym kiedyś była nasza własna tożsamość.

Nie jestem zła na Zuzannę. Wiem, iż było jej trudno, iż nie miała złych intencji. Ale przez całe życie uczyłam ją, iż mama zawsze da radę, iż nie ma prawa być słaba. Dopiero teraz, po tylu latach, uczymy się nowych relacji dorosłych, partnerskich, opartych nie na poświęceniu, a na wzajemnym szacunku.

Dziś, gdy wieczorem zamykam za Kubusiem drzwi, siadam w fotelu z herbatą i słucham ciszy. Już nie boli, już nie przytłacza. To moja cisza, moje życie. Inne niż kiedyś, może trochę bardziej samotne, ale też bardziej świadome, dojrzałe i moje.

Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Może jeszcze nie raz będę pomagać, może znów życie postawi mnie pod ścianą. Jedno jest pewne: już nigdy nie pozwolę, by ktoś decydował za mnie, kim mam być. Babcią? Tak. Kochającą, obecną, ważną. Ale nie zamiast siebie. Tylko razem ze sobą.

Idź do oryginalnego materiału