Zgodziłam się opiekować dzieckiem mojej najlepszej przyjaciółki, nie wiedząc, iż to syn mojego męża – historia zdrady, która rozbiła rodzinę i przyjaźń

polregion.pl 3 godzin temu

Zgodziłam się zaopiekować dzieckiem mojej najlepszej przyjaciółki, nie wiedząc, iż to dziecko mojego męża.

Cztery lata temu moja najbliższa przyjaciółka, Magdalena, zaszła w ciążę. W tamtym czasie moje życie było poukładane byłam żoną, miałam stabilizację, własne mieszkanie w Warszawie. Ona z kolei była samotna, bez partnera, bez bezpieczeństwa i wsparcia. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie, zapłakana, i powiedziała, iż nie ma z kim zostawić dziecka, musi iść do pracy, a nie wie, co robić. Poprosiła mnie o pomoc. Powiedziała wtedy:

Jesteś jedyną osobą, której naprawdę mogę zaufać.

Nie zastanawiałam się długo. Była dla mnie jak siostra. Przyjaźniłyśmy się od liceum.

Na początku mała Julka zostawała u mnie tylko na parę godzin. Potem te wizyty zaczęły się wydłużać, czasem spędzała u mnie całe dni. Kąpałam ją, karmiłam, usypiałam na rękach. Mój mąż, Paweł, też dużo czasu z nią spędzał. Bawił się z Julką, nosił ją na barana, przynosił nowe zabawki z empiku. Wydawało mi się to zwyczajne, wręcz urocze.

Magda przychodziła do nas często. Zdarzało się, iż zostawała na obiad. Nieraz prowadziłam z Pawłem rozmowę w kuchni, gdy Magda odpoczywała w sypialni. Nigdy nie pomyślałam, iż mogłoby być w tym coś podejrzanego. Zawsze ufałam obydwojgu. choćby przez myśl mi nie przeszło, iż rzeczywistość może być zupełnie inna.

Z czasem zaczęły dziać się rzeczy, które dzisiaj, patrząc wstecz, były oczywistymi sygnałami. Julka coraz bardziej przypominała Pawła ten sam kształt nosa, ten sam półuśmiech. Tłumaczyłam to sobie, wyśmiewałam w myślach, iż przesadzam. Pewnego dnia, podczas zabawy, Julka nazwała mnie mamą. Magda roześmiała się i powiedziała, iż to normalne, dzieci czasem tak mylą. Też się uśmiechnęłam, nie chciałam dalej nad tym rozmyślać.

Wszystko rozpadło się w dniu, kiedy Julka zachorowała. Dostała wysokiej gorączki. Magda była wtedy poza Warszawą, nie odbierała telefonu. Przestraszyłam się i natychmiast zabrałam ją do szpitala. Paweł pojechał ze mną. Przy rejestracji chcieli dane ojca dziecka. Nikt choćby nie pytał, ale Paweł sam z siebie podał swoje pełne imię i nazwisko.

Zrozumiałam natychmiast. Zapytałam go:

Dlaczego podałeś swoje nazwisko?

Odpowiedział:

Byłem zestresowany sam nie wiem.

Ale jego twarz mówiła coś zupełnie innego.

Gdy wyszliśmy ze szpitala, na parkingu, postawiłam mu sprawę jasno:

To twoje dziecko?

Najpierw zaprzeczył. Wykrzykiwał, iż zwariowałam, jak mogę tak pomyśleć. Wciąż powtarzałam to pytanie, aż w końcu zamilkł i spuścił wzrok. To milczenie było odpowiedzią.

Tego samego wieczoru zadzwoniłam do Magdy i poprosiłam, żeby przyszła do mnie. Gdy tylko przyszła, zapytałam wprost:

Czy Julka jest dzieckiem Pawła?

Zaczęła płakać. Wyszeptała: Tak. Powiedziała, iż nigdy nie chciała mnie skrzywdzić.

Powiedziałam jej:

Pozwoliłaś mi wychowywać twoje dziecko, nigdy nie mówiąc prawdy.

Wyjaśniła mi, iż kiedy zaszła w ciążę, Paweł poprosił ją, żeby niczego mi nie mówiła. Że weźmie odpowiedzialność, ale żebym ja o niczym nie wiedziała. I faktycznie poniekąd tak właśnie było. To dziecko prawie mieszkało u mnie. Ja się nim opiekowałam, ja płaciłam za wszystko choćby za leki ja tuliłam ją do snu.

Tamtej nocy zrozumiałam wszystko. Dlaczego Julka spędzała u mnie tyle czasu. Czemu Paweł nigdy nie narzekał, iż musi pomagać. Dlaczego Magda miała do mnie takie zaufanie. Przyjęłam na siebie rolę opiekunki, niani, niemal matki dla dziecka własnego męża. Coś głęboko we mnie się wtedy złamało.

Jeszcze w tym samym tygodniu zakończyłam nasze małżeństwo. Straciłam męża i najlepszą przyjaciółkę. Wiedziałam, iż nie ma już powrotu.

Julka nie była winna wiem o tym. Ale nie potrafiłam już patrzeć w jej oczy. Dzisiaj żyję spokojnie, we własnym mieszkaniu, wolna od obecności ludzi, którzy mnie oszukali i zawiedli.

Idź do oryginalnego materiału