Zmęczona, otarła mokre dłonie, jęknęła z bólu i ruszyła otworzyć drzwi.

polregion.pl 15 godzin temu

Maria Wójcik otarła spocone dłonie, wzdychając z bólu, i podreptała ku drzwiom. Dzwonek rozbrzmiewał cicho, ale uparcie to już trzecie podejście. Była zajęta myciem okien, więc nie od razu zareagowała. Za drzwiami stała młoda dziewczyna urodziwa, ale blada i wyczerpana.

Pani Mario, słyszałam, iż może pani wynająć pokój?
A te sąsiady, wiecznie kogoś na mój trop naprowadzają! Nie wynajmuję, nigdy nie wynajmowałam.
Mówili, iż ma pani trzy pokoje wolne.
No i co z tego? Mam w zwyczaju żyć samotnie.
Przepraszam… Powiedziano mi, iż jest pani osobą wierzącą, więc pomyślałam…

Dziewczyna odwróciła się, tłumiąc łzy, i zaczęła schodzić po schodach. Jej ramiona drżały niczym liście na wietrze.

Wracajże, dziecko! Kto cię wyrzuca? Ach, ta młodzież łzy od razu do oczu. Chodź, pogadamy. Jak ci na imię? Możemy mówić po imieniu?
Kinga.
Królewska, co? Ojciec pewnie z wojska?
Nie miałam ojca. Wychowałam się w domu dziecka. Matki też nie znałam. Znaleźli mnie w klatce schodowej i oddali na policję. Miałam wtedy miesiąc.
No to się nie martw. Chodź, herbatę zrobię. Głodna jesteś?
Nie, kupiłam sobie drożdżówkę.
Drożdżówkę! Ech, młodzi teraz fast foody, a za dziesięć lat wrzody. Siadaj, mam jeszcze gorący żurek. I herbatę z maliną. Za dużo gotuję od kiedy mąż odszedł pięć lat temu, wciąż robię porcje dla dwojga. Zjemy, a potem pomożesz mi dokończyć okna.
Pani Mario, może coś innego? Boję się wysokości jestem w ciąży.
No proszę! Tego mi brakowało. Jestem zasadnicza to dziecko nieślubne?
Dlaczego od razu nieślubne? Jestem mężatką. Bartek też z domu dziecka. Wzięli go do wojska, ale niedawno był na przepustce. A gospodyni, jak się dowiedziała, iż jestem w ciąży, od razu nas wyrzuciła. Dała tydzień na wynos. Mieszkaliśmy niedaleko. Ale sami widzicie tak to wygląda.

No tak… I co ja z tobą zrobię? Przenieś sobie łóżko do pokoju po Janku. Dobra, śpij u mnie. Pieniędzy nie chcę, choćby nie mów. Idź po rzeczy.
Nie mam daleko. Wszystko, co mamy z Bartkiem, jest w jednej torbie pod bramą. Tydzień minął, więc chodzę od domu do domu…

I tak zostały we dwie… Kinga kończyła szkołę krawiecką. Maria Wójcik od lat żyła z renty po wypadku kolejowym, więc w domu szydełkowała serwetki, kołnierzyki i dziecięce buciki, sprzedając je na pobliskim bazarze. Jej wyroby były misternie wykonane delikatne jak mgła, rozchodziły się jak świeże bułeczki. Pieniędzy starczało, zwłaszcza iż w okresie sprzedawały też warzywa z ogródka. W soboty pracowały na działce, w niedziele Maria szła do kościoła, a Kinga zostawała, czytając listy od Bartka i odpisyując mu. Do kościoła chodziła rzadko nie była przyzwyczajona. Narzekała często na ból pleców i zawroty głowy.

Pewnej soboty, gdy przygotowywały ziemię na zimę, Kinga zmęczyła się szybko. Maria posłała ją do domku odpocząć przy starych płytach, które zbierała z mężem. Gdy Maria paliła suche gałęzie, nagle usłyszała krzyk:
Mamo! Mamusiu! Chodź szybko!

Z zapartym tchem, zapominając o bolących kolanach, Maria pobiegła do domku. Kinga trzymała się za brzuch, twarz miała zalaną potem. Sąsiad pomógł zawieźć je starym Polonezem do szpitala. Kinga jęczała:
Mamusiu, boli! To za wcześnie, dopiero połowa stycznia! Mamo, módl się za mnie, proszę!

Maria płakała, szepcząc modlitwy.

W szpitalu Kingę zabrano na porodówkę, a sąsiad odwiózł Marię do domu. Całą noc błagała Matkę Boską o zdrowie dla dziecka. Rano zadzwoniła:
Wszystko w porządku. Na początku wzywała was i Bartka, ale potem zasnęła. Lekarz mówi, iż zagrożenie minęło, ale musi poleżeć. Ma niską hemoglobinę pilnujcie diety.

Gdy Kinga wróciła, długo rozmawiały. Mówiła tylko o Bartku:
Nie jest taki jak ja. On jest sierotą. Zawsze byliśmy razem. Najpierw przyjaźń, potem miłość. On mnie chroni. To coś więcej niż związek. Sami widzicie, jak pisze. Chcecie zdjęcie? O, tu jest drugi z prawej.

Przystojny… Maria skłamała. Od dawna potrzebowała nowych okularów. Na zdjęciu było kilku żołnierzy, ale obraz był zamazany.

Kinga, dlaczego w ogrodzie nazwałaś mnie mamą?

Z przyzwyczajenia… W domu dziecka wszyscy dorośli to mama i tata. Już się oduczyłam, ale gdy jestem zdenerwowana, wracam do tego. Przepraszam.

Rozumiem… Maria westchnęła z rozczarowaniem.

Ciociu Marysiu, opowiedzcie o sobie. Dlaczego nie ma zdjęć męża? Nie mieliście dzieci?

Miałam synka. Zmarł, zanim skończył rok. Po wypadku nie mogłam mieć więcej. Mój mąż był dla mnie jak dziecko rozpieszczałam go. Gdy go pochowałam, schowałam wszystkie zdjęcia. Choć wierzę, nie znosiłam patrzeć na nie bez łez. Teraz wolę modlitwę. Kinga, pokażesz zdjęcie Bartka? Powiększymy i postawimy w ramce.

W Wigilię ozdabiały dom, rozmawiając o Bożym Narodzeniu. Kinga wierciła się, pocierając plecy.

Coś cię gryzie, Kinga. Dlaczego się tak rzucasz?

Ciociu… wezwijcie karetkę. Chyba rodzę.

Co ty pleciesz? Miałaś termin za tydzień!

Musiałam się pomylić. Dzwońcie, proszę!

Po pół godzinie byli w szpitalu. Siódmego stycznia, w święto Trzech Króli, Kinga urodziła dziewczynkę. Tego samego dnia Maria wysłała telegram do Bartka.

Styczeń był trudny. Malutka Ola przysparzała radości, ale i kłopotów. Kinga, za zgodą Bartka, nadała jej to imię. Maria płakała ze wzruszenia. Ola nie dawała im spać raz kolki, raz pleśniawki, ale były to szczęśliwe troski. Maria czuła się lepiej niż od lat.

Pewnego dnia Maria wróciła z zakupów i spotkała Kingę z wózkiem.

Jes

Idź do oryginalnego materiału