Znajomi odkryli, iż wynajmujemy mieszkanie i teraz chcą się wprowadzić. Jak odmówić, nie psując relacji? Trudne rozmowy z przyjaciółmi o granicach

polregion.pl 12 godzin temu

Po ślubie wszystko między mną a moją żoną Małgorzatą układało się idealnie. Od początku zakładaliśmy, iż zamieszkamy z jej rodzicami. W tym czasie moi rodzice przenieśli się do Gdańska, a ich mieszkanie w Warszawie sprzedali, dzieląc pieniądze między mnie i moją siostrę Katarzynę. Dzięki tej sumie oraz pomocy finansowej teścia kupiliśmy przestronne kawalerki w Łodzi, które podzieliliśmy ścianką na dwa pomieszczenia. Planowaliśmy, iż jedno będzie dla dziecka, ale jakoś nie wyszło.

Najpierw nie byliśmy gotowi, potem praca pochłonęła nas bez reszty, a w końcu stwierdziliśmy, iż może i lepiej tak zostać. Żona nie chciała iść do lekarza, ja też nie nalegałem. Żyliśmy w spokoju, nie martwiąc się, kto poda nam kubek herbaty na emeryturze. Dość skutecznie zniechęcały nas też historie znajomych ciągle w kredytach, niewyspani, wiecznie zestresowani. Uznaliśmy, iż skoro los tak pokierował, to może i dobrze.

Gdy oboje mieliśmy trzydzieści trzy lata, zainwestowaliśmy w nowe mieszkanie w Poznaniu. Nie wydaliśmy fortuny, ale ryzyko było niektórzy od tego odradzali. Mimo to, cztery lata później mieliśmy gotowe lokum. Zrobiliśmy tylko drobne poprawki, żeby wyglądało jeszcze lepiej. Małgorzata żartowała, iż to nasza poliska na przyszłość jeżeli nie będzie dzieci, wszystko zostanie dla siostrzeńców.

Na razie postanowiliśmy je wynająć. Chcieliśmy uniknąć pośredników, więc poprosiliśmy znajomych o radę, gdzie najlepiej dać ogłoszenie. I wtedy padło to niezręczne pytanie: czy nie mogliby wprowadzić się oni sami. Od lat mieszkają w zaniedbanej kawalerce na Woli, a tu nagle nowoczesne mieszkanie, świeży remont, no i przecież dla swoich moglibyśmy zrobić lepszą cenę.

To była nasza wina nie powinniśmy się tym chwalić.

*To tylko jeden pokój, a wasza rodzina jest za duża* próbowała tłumaczyć Małgorzata.
*A my teraz mamy mniejsze! Na zdjęciach widać, iż u was jest przestronniej* odparli.
*Ale to nowe mieszkanie, a wy macie dzieci i psa*
*Co, uważacie, iż jesteśmy brudasy i wszystko zniszczymy?*

Powiedzieliśmy, iż musimy to przemyśleć, choć ja już wiedziałem, iż nie ma szans. Byłem u nich bałagan, ślady po mazakach na ścianach, podarty tapczan. W końcu żona kazała mi zadzwonić i wymyślić jakąś wymówkę.

Odpowiedź była taka:
*Macie dwa mieszkania, a kiedy wasi rodzice umrą, to dostaniecie jeszcze więcej. A wam wciąż mało! Będziecie siedzieć w tych pustych ścianach, bez dzieci, bez przyjaciół, sami ze swoim skąpstwem!*

Czy to sprawiedliwe? Nie jesteśmy im nic winni. Ich decyzje dzieci, brak oszczędności, zerowa pomoc od rodziny to nie nasz problem. Każdy ma prawo żyć po swojemu. Dlaczego mielibyśmy wynajmować znajomym za pół darmo, zamiast komuś obcemu za normalne pieniądze?

Idź do oryginalnego materiału